Dziadul: Jorg - człowiek w masce, której nie odsłonił nigdy...

    Dziadul: Jorg - człowiek w masce, której nie odsłonił nigdy i przed nikim

    Jan Dziadul

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Jan Dziadul

    Jan Dziadul ©arc.

    Szykowałem się na 115. rocznicę urodzin Jerzego Ziętka - przeszła chwilę temu. Grzebałem w swoim archiwum i wtedy dosięgły mnie macki akcji o kryptonimie „Deziętekizacja województwa śląskiego”.
    Jan Dziadul

    Jan Dziadul ©arc.

    Kiedy w 1975 r. generał „został zesłany” na emeryturę, stawiałem w Katowicach pierwsze zawodowe kroki. Wśród gryzipiórków krążyły o nim anegdoty. Znany był jego dystans do tamtych władz KW PZPR - do miejscowego „Cysorza” szczególnie. Kto pamięta, to wie, że tow. Zdzisław Grudzień był postacią barwną niebywale.

    Ziętek mógł sobie wówczas na wiele pozwolić, ale przed laty, kiedy w 1945 roku wrócił na Śląsk w mundurze podpułkownika I Armii Wojska Polskiego, aparat partyjny wespół z UB i SB chętnie utopiłby przyszłego wojewodę w łyżce wody.
    Jakoś im to nie szło, choć mieli władzę absolutną. Było blisko, już go wyrzucano z matuszki-partii, już proponowano honorowe odejście z urzędu i świata, delikatnie sugerując, że lufa pistoletu byłaby najlepszym rozwiązaniem, ale nic z tego, Jorg to była twarda sztuka.

    Zgrzytając zębami znosili więc z obrzydzeniem w swoich szeregach i na tzw. administracyjnych szczeblach PRL-u nie tylko powstańca śląskiego i byłego członka znienawidzonej przez komunistyczne władze piłsudczykowskiej Polskiej Organizacji Wojskowej, nie tylko sanacyjnego posła z ramienia Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem, ale też przedwojennego naczelnika (burmistrza) Radzionkowa, znanego z tego, że gonił komunistów, gdzie tylko mógł. Dlaczego?

    Generała (ten tytuł najbardziej lubił) zacząłem poznawać bliżej pamiętnego lata 1980 r. Nim nastał stan wojenny, spotkaliśmy się w Ustroniu kilkanaście razy. Był w coraz gorszej formie. Władze o nim zapomniały - tracił bliskie osoby (długoletnią gospodynię), a najbliższa rodzina była w oddali. Zmagał się z dwiema strasznymi chorobami: swoją i żony - Gertrudy.

    W pewne zimowe południe otworzył drzwi cały przemoczony: - Truda wybiegła mi rano bez butów, co się jej naszukałem - tłumaczył ledwo opierając się na lasce. Konstrukcja domu uwięziła generała w jadalni na parterze. Schodów o własnych siłach nie mógł pokonać, a właśnie na pięterku była spiżarnia i lodówka. Mówił, że jego schorowane nogi, przetrącone kolana i kryka, z którą wrócił do Polski, to pamiątka po radzieckich łagrach. Ale nic więcej powiedzieć nie chciał.

    Kiedyś wybraliśmy się do niego z Otkiem Morawskim. Była zima. Przeprosił nas, że niczym nie poczęstuje, prócz koniaczku, rzecz jasna. Od kilku dni nie jedzą z Trudą niczego ciepłego, bo nie ma kto zrobić, a oni sami na górę nie poradzą. Uwinęliśmy się, pomyszkowaliśmy, niewiele wprawdzie tam było, ale na ciepłą strawę starczyło. Tak nas to poruszyło i wkurzyło, że uderzyliśmy do Urzędu Wojewódzkiego. Ziętków zaczęły codziennie odwiedzać pielęgniarki i pomoce kuchenne z pobliskiego ustrońskiego sanatorium, do którego powstania tak bardzo się przyczynił. Wiem, że już w stanie wojennym właściwą opiekę zagwarantował mu wojewoda katowicki, gen. pilot Roman Paszkowski.

    To właśnie wtedy, przy tej przyrządzonej naprędce prowizorycznej kolacji, Jorg opowiadał o wojennych wigiliach: w łagrach i w wojsku. Odłamywało się opłatek dla siebie i po kawałeczku dla każdego z najbliższych w kraju. Nie wiedział, czy żyją, ale w tych opłatkach i gorących modlitwach tliła się nadzieja. Życzenia były różne, ale jedno niezmienne: żeby następna była w domu, z rodziną. Spełniło mu się to w 1945 roku.

    Tamtego wieczora łudziliśmy się, że „pęknie”. Że opowie choć trochę o tym, jak Lwów, do którego uciekał jako sanacyjny urzędnik, znalazł się pod okupacją radziecką, a on sam - w ich łagrach. Jaką cenę przyszło zapłacić przedwojennemu posłowi i antykomuniście za uratowanie głowy? „Do Andersa nie zdążyłem, do Berlinga - puścili. I pozwolili na Śląsku pojawić się w mundurze. Choć o lasce”. To wszystko. Wszelkie próby drążenia tematu, dociekania - a przecież nie tacy jak ja czynili to wcześniej - kończyły się prawie wrogim milczeniem, wymownie pustym kielonkiem, a raz słowami: - Tobie, chłopak, już dzisiaj dziękuję. Tej poradzieckiej maski i prawdy pod nią skrzętnie skrywanej Ziętek nie zdjął do końca swoich dni. Nigdy też nie wracał do rodzinnych tragedii, do śmierci dzieci - w tych sprawach był jak głaz.

    Nie uchodzi dzisiaj spekulować. Niektórzy się jednak odważają. Że być może za powrotem na Śląsk stoją niechlubne zależności. Na Ziętka papierów jak dotąd nie ma. Szuka się i grzebie, a przecież gdyby były, wygrzebano by je spod ziemi.

    Generał uwielbiał towarzyszom z partii i UB/SB grać na nosie. Prowokował świadomie i z fantazją. Kiedy mieli go już na widelcu - spraszał na biesiady do Katowic wysokich radzieckich oficerów, których poznał w łagrach lub na szlakach bojowych. Wszystkie knowania Grudniowego Dworu brały w łeb. Jorg znał się na uprawianiu ówczesnej polityki, partyjnych wrogów kasował na starcie, wiedział, jak chronić swoją głowę i tyłek - a wszystko to czynił ze swadą. Śmiem twierdzić, że pod maską ukrywał prawdziwy stosunek do partii.

    Nie znalazłem w jego publicznych wystąpieniach słowa o sprawach ideologicznych - liczył się tylko Śląsk. Jego mała ojczyzna.

    Jan Dziadul

    *EURO 2016: Transmisje, relacje, zdjęcia i filmy wideo
    *Reforma edukacji, czyli diabeł tkwi w szczegółach SPRAWDŹ
    *Miss Polski 2016 OTO FINALISTKI Zobacz zdjęcia
    *Wakacje za granicą: Tych krajów unikaj i nie jedź. MSZ ostrzega. Są zaskoczenia
    *Polska ma najpiękniejsze kibicki na Euro 2016 [ZDJĘCIA] Oto dowód
    *W pełni wyposażone mieszkanie w centrum Katowic może być Twoje! Dołącz do graczy loterii "Dziennika Zachodniego"

    Czytaj także

      Komentarze (35)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      words just/only words

      Corleone (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 2 / 1

      "jak Lwów, do którego uciekał jako sanacyjny urzędnik"
      Naprawde "uciekal" ? Na wikipedii stoi, ze sie tylko "ewakuowal".
      Nie zapomnijmy ze byl wtedy chyba juz oficerem (rezerwy

      A np. najwiekszy...rozwiń całość

      "jak Lwów, do którego uciekał jako sanacyjny urzędnik"
      Naprawde "uciekal" ? Na wikipedii stoi, ze sie tylko "ewakuowal".
      Nie zapomnijmy ze byl wtedy chyba juz oficerem (rezerwy

      A np. najwiekszy pozeracz slaskich Niemców, niejaki Rudolf Kornke, to "sie ewakuowal"
      az do RPA (gdzie spotkal go szczuty przedtem przez niego katowicki Grünfeld junior).zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Autor, przypominam jak sie pisze rzetelnie i ciekawie - s.p. M.Smolorz :

      Silesian Hottentott (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 3

      30 stycznia 2009 Aktualizacja: 30 stycznia 2009 23:03 Dziennik Zachodni

      Upływa 30 lat, odkąd w centrum Katowic, pojawiła się szkaradna bryła obecnego Górnośląskiego Centrum Kultury. Po latach...rozwiń całość

      30 stycznia 2009 Aktualizacja: 30 stycznia 2009 23:03 Dziennik Zachodni

      Upływa 30 lat, odkąd w centrum Katowic, pojawiła się szkaradna bryła obecnego Górnośląskiego Centrum Kultury. Po latach utrapień z tym monstrum, przyszedł czas, aby je usunąć z krajobrazu miasta Pomiędzy historycznym budynkiem Sejmu Śląskiego a dawnym Gmachem Urzędów Niezespolonych (obecnie Wydział Filologiczny UŚ) 30 lat temu pojawiła się szkaradna bryła obecnego Górnośląskiego Centrum Kultury. Po latach utrapień z tym monstrum, przyszedł czas, aby je usunąć z krajobrazu miasta, na którym było i pozostaje dokuczliwym wrzodem. Owe 30 lat, to nieustanne męki szukania dla tego gmaszyska jakiegokolwiek mądrego zastosowania - męki bezsensowne i bezowocne. Najwyraźniej straszy w nim duch Ajatollaha Dezembra, pamiętnego I sekretarza Komitetu Wojewódzkiego PZPR Zdzisława Grudnia, z którego pychy i głupoty powstał. Państwo to ja U schyłku lat 70. Zdzisław Grudzień, wówczas komunistyczny władca absolutny województwa katowickiego, zapragnął mieć własny pałac, w którym stanie przed tysięcznym audytorium "aktywu społeczno-politycznego" i odbierze zbiorowe owacje na swoją cześć. Komunistyczny bonza tracił kontakt z rzeczywistością, nie wystarczał mu już budynek Międzywojewódzkiej Szkoły Partyjnej przy ulicy Żdanowa (dziś bpa. Adamskiego), w którym odbywały się PZPR-owskie konwentykle. Chciał mieć "katedrę" na miarę swych chorych ambicji, które sięgały najwyższych stanowisk w państwie. Polska tego czasu była już pogrążona w głębokim kryzysie. Po inwestycyjnym boomie z początku dekady zostały tylko wspomnienia. Premier Piotr Jaroszewicz, najbliższy współpracownik Edwarda Gierka, podjął decyzję o wstrzymaniu większości publicznych budów, obiektów produkcyjnych, kulturalnych a tym bardziej reprezentacyjnych. Obowiązywał w tej mierze ścisły reżim. Nie mając szans na jakiekolwiek legalne finansowanie swej szalonej wizji, Grudzień podjął decyzję uruchomienia dzikiej inwestycji, nie ujętej w żadnym planie. Jej koszty miały być "utopione" w jednej z ostatnich prowadzonych budów - w Hucie Katowice, a wspomagane pieniędzmi zagarniętymi z Narodowego Funduszu Ochrony Zdrowia, oraz z kasy Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku, na który składali się mieszkańcy regionu. W szalonym tempie Zaledwie w kilka dni zrównano z ziemią teren w najbliższym sąsiedztwie Komitetu Wojewódzkiego PZPR (który mieścił się wtedy we wspomnianym na wstępie dawnym Gmachu Urzędów Niezespolonych), zburzono część zabudowy mieszkalnej oraz okazałą willę reprezentacyjną Ministerstwa Górnictwa. Prace prowadzono dniem i nocą, ciężki sprzęt ściągnięto z Huty Katowice. Obiekt formalnie nazwano Centrum Doskonalenia Kadr Kierowniczych i Specjalistycznych, w rzeczywistości zaprojektowany był na masowe parteitagi, na które Dezember miał wchodzić wprost ze swego gabinetu specjalną przewiązką na "prezydium" wielkiej sali. W przepastnych podziemiach miał się w przyszłości znaleźć bunkier przeciwatomowy dla I sekretarza, jego świty i lokalnych VIP-ów. Budowę starano się utrzymywać w tajemnicy przed władzami centralnymi, cenzura miała ścisły zapis na jakiekolwiek informacje na ten temat. Ale trudno schować tak monstrualną inwestycję. Kiedy w końcu informacja dotarła do Edwarda Gierka, wybuchła wielka awantura między nim a jego katowickim namiestnikiem. W świat poszły pogłoski o strzelaninie pomiędzy ochroniarzami obydwu dygnitarzy. Jak było naprawdę, pewnie nigdy się nie dowiemy, w każdym razie obaj politycy wylądowali w szpitalu ze stanami przedzawałowymi. Zdzisław Grudzień postawił na swoim i budowę prowadzono dalej, przy czym opodatkowano na ten cel wszystkich członków PZPR w województwie.
      zwiń


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      ciag dalszy M.Smolorz :

      Silesian Hottentott (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 3

      Stało się

      I tak 3 grudnia 1979 roku I sekretarz KW wszedł na "prezydium" Wojewódzkiej Konferencji Sprawozdawczo-Wyborczej PZPR. Powitały go precyzyjnie wyreżyserowane, wielekroć powtarzane gromkie...rozwiń całość

      Stało się

      I tak 3 grudnia 1979 roku I sekretarz KW wszedł na "prezydium" Wojewódzkiej Konferencji Sprawozdawczo-Wyborczej PZPR. Powitały go precyzyjnie wyreżyserowane, wielekroć powtarzane gromkie okrzyki "Niech żyje !". Budowa była niedokończona, delegaci wchodzili wprost na mokry jeszcze beton przykryty tymczasowo wykładzinami. Niemal z marszu gmach nazwano szyderczo "Dezember Palast". Ledwie rok później wybuchła rewolucja "Solidarności", wraz z nią przepadł w niebycie Zdzisław Grudzień. Jednym z pierwszych postulatów społecznych było oddanie gmachu na cele kulturalne. A konkretnie - na siedzibę Wielkiej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia i Telewizji (obecnie NOSPR). Po upadku PRL-u i komunalizacji mienia państwowego, obiekt został ostatecznie oddany miastu Katowice, które zawiaduje nim do dziś pod oficjalną nazwą Górnośląskie Centrum Kultury. Od tego czasu wielokrotnie próbowano przystosować to monstrum do nowych celów. Ale obiekt okazał się tak beznadziejnie niefunkcjonalny, że nigdy nie udało się go ożywić. Do dziś jest on wykorzystywany w niewielkim stopniu, bo nie nadaje się do żadnych profesjonalnych zastosowań widowiskowych, ani jako nowoczesne centrum kongresowe. W 2006 roku opracowano projekt jego modernizacji, który jednak zawisł w próżni, skala kosztów przebudowy stawia pod znakiem zapytania jej celowość. W budynku nie chce dłużej rezydować NOSPR, dla której ostatecznie powstanie nowa siedziba, więc modernizacja sali koncertowej przestała mieć sens. Tylko dynamit Nie bez znaczenia jest "estetyka" tego straszydła, które psuje całą historyczną zabudowę miejsca. Do 1978 roku okolica tworzyła piękne administracyjne forum, zapełnione zachwycającymi i funkcjonalnymi obiektami z lat 20. i 30. ub. wieku. Całość była zwartą kompozycją urbanistyczną, która w ocalałej części do dziś nie straciła swego monumentalnego uroku. I oto w ten precyzyjnie skomponowany kawałek miasta brutalnie wciśnięto obrzydliwy blaszak, niczym gumowy bucior depczący czyjeś fantazyjne zamki z piasku. Poza estetyką jest jeszcze wielka tandeta wykonawcza, wynikająca zarówno z pośpiechu, jak i z trudności zaopatrzeniowych i kiepskich technologii tamtego czasu. W ciągu minionych 30 lat większość prac remontowych w Dezember Palast polegała głównie na łataniu i zabezpieczaniu co rusz ujawnianych fuszerek i naruszeń norm budowlanych. Jaki jest więc sens dalszego utrzymywania obiektu, który nie nadaje się do żadnych rozsądnych zastosowań, bo od swego poczęcia miał służyć li tylko zaspokojeniu bezdennej głupoty i próżności jednego komunistycznego kacyka, tak został zaprojektowany i zbudowany? Jaki jest sens dalszego utrzymywania obiektu, który szpeci otoczenie, który nie niesie w sobie żadnych architektonicznych walorów i marnuje ważną część miejskiej przestrzeni? Jaki jest sens utrzymywania obiektu, który każdego roku pochłania miliony, zużywa niepoliczalną ilość energii i wymaga nieustannych zabiegów technicznych ? Chyba przyszedł czas, by ten problem rozwiązać. Ostatecznie, za pomocą dynamitu.
      zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      ciag dalszy M.Smolorz :

      Silesian Hottentott (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 2

      Stało się

      I tak 3 grudnia 1979 roku I sekretarz KW wszedł na "prezydium" Wojewódzkiej Konferencji Sprawozdawczo-Wyborczej PZPR. Powitały go precyzyjnie wyreżyserowane, wielekroć powtarzane gromkie...rozwiń całość

      Stało się

      I tak 3 grudnia 1979 roku I sekretarz KW wszedł na "prezydium" Wojewódzkiej Konferencji Sprawozdawczo-Wyborczej PZPR. Powitały go precyzyjnie wyreżyserowane, wielekroć powtarzane gromkie okrzyki "Niech żyje !". Budowa była niedokończona, delegaci wchodzili wprost na mokry jeszcze beton przykryty tymczasowo wykładzinami. Niemal z marszu gmach nazwano szyderczo "Dezember Palast". Ledwie rok później wybuchła rewolucja "Solidarności", wraz z nią przepadł w niebycie Zdzisław Grudzień. Jednym z pierwszych postulatów społecznych było oddanie gmachu na cele kulturalne. A konkretnie - na siedzibę Wielkiej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia i Telewizji (obecnie NOSPR). Po upadku PRL-u i komunalizacji mienia państwowego, obiekt został ostatecznie oddany miastu Katowice, które zawiaduje nim do dziś pod oficjalną nazwą Górnośląskie Centrum Kultury. Od tego czasu wielokrotnie próbowano przystosować to monstrum do nowych celów. Ale obiekt okazał się tak beznadziejnie niefunkcjonalny, że nigdy nie udało się go ożywić. Do dziś jest on wykorzystywany w niewielkim stopniu, bo nie nadaje się do żadnych profesjonalnych zastosowań widowiskowych, ani jako nowoczesne centrum kongresowe. W 2006 roku opracowano projekt jego modernizacji, który jednak zawisł w próżni, skala kosztów przebudowy stawia pod znakiem zapytania jej celowość. W budynku nie chce dłużej rezydować NOSPR, dla której ostatecznie powstanie nowa siedziba, więc modernizacja sali koncertowej przestała mieć sens. Tylko dynamit Nie bez znaczenia jest "estetyka" tego straszydła, które psuje całą historyczną zabudowę miejsca. Do 1978 roku okolica tworzyła piękne administracyjne forum, zapełnione zachwycającymi i funkcjonalnymi obiektami z lat 20. i 30. ub. wieku. Całość była zwartą kompozycją urbanistyczną, która w ocalałej części do dziś nie straciła swego monumentalnego uroku. I oto w ten precyzyjnie skomponowany kawałek miasta brutalnie wciśnięto obrzydliwy blaszak, niczym gumowy bucior depczący czyjeś fantazyjne zamki z piasku. Poza estetyką jest jeszcze wielka tandeta wykonawcza, wynikająca zarówno z pośpiechu, jak i z trudności zaopatrzeniowych i kiepskich technologii tamtego czasu. W ciągu minionych 30 lat większość prac remontowych w Dezember Palast polegała głównie na łataniu i zabezpieczaniu co rusz ujawnianych fuszerek i naruszeń norm budowlanych. Jaki jest więc sens dalszego utrzymywania obiektu, który nie nadaje się do żadnych rozsądnych zastosowań, bo od swego poczęcia miał służyć li tylko zaspokojeniu bezdennej głupoty i próżności jednego komunistycznego kacyka, tak został zaprojektowany i zbudowany? Jaki jest sens dalszego utrzymywania obiektu, który szpeci otoczenie, który nie niesie w sobie żadnych architektonicznych walorów i marnuje ważną część miejskiej przestrzeni? Jaki jest sens utrzymywania obiektu, który każdego roku pochłania miliony, zużywa niepoliczalną ilość energii i wymaga nieustannych zabiegów technicznych ? Chyba przyszedł czas, by ten problem rozwiązać. Ostatecznie, za pomocą dynamitu.
      zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      A co to on mial za "szlak bojowy" ?

      dr (chemia) (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 5 / 1

      Wie ktos ? Abo ino jako politkomissar....


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Tschus Maryjanek

      jork korolik (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 2 / 2

      Jaka pogoda w Recklinghausen??

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      A najblizsza rodzina byla w oddali

      Elwira Gebauer-Habraszka (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 3

      Moze byc, ze w "Efie", tzn. w "Rajchu" ? :-)

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      "powstaniec", sanacja, BBWR itp.

      Norbert (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 4 / 1

      FUJ, TFU

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Jęki i kwiki ślonzojczowskiej tłuszczy.

      Sandman (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 2 / 9

      A pomnik Jorga jak stoi tak stoł bydzie. I zodyn go nie ruszy.


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Sandman - kiedy wreszcie trafi cię szlag?

      Demokrata pańszczyźniany (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 3 / 1

      A tak też mowiłeś sprzedajczyku o pomniku twojego ojca duchowego Władimira, jak go postawili w Nowej Hucie, gdzie jako SP ochotnik umacniałeś ateistyczno-robotniczo-chłopski porządek w Polsce.
      No...rozwiń całość

      A tak też mowiłeś sprzedajczyku o pomniku twojego ojca duchowego Władimira, jak go postawili w Nowej Hucie, gdzie jako SP ochotnik umacniałeś ateistyczno-robotniczo-chłopski porządek w Polsce.
      No i jednak przyszedl dzień, kiedy mu ktuś cześci ciała "usunał" materiałem wybuchowym. A może pamietasz, że i kameleonowi na pomniku w Katowicach ktuś laskę podpier....ł! zwiń


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Życzenie śmierci 11.

      Sandman (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 1

      Myślisz głębie, że jesteś pierwszy, który życzy mi smierci?

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Na tych, co we Warsiawie kadzom, zodyn orzol niy chce srurgnonc!

      chrobok (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 6 / 1

      Pisaliscie panie Dziadul, co chce zrozumiec problemy Slazakow... No to po jakiymu szkrobiecie tukej o Slonzokach - jak ich niy rozumiycie.
      Redaktor Trybuny Robotniczy (no bo takim byliscie),...rozwiń całość

      Pisaliscie panie Dziadul, co chce zrozumiec problemy Slazakow... No to po jakiymu szkrobiecie tukej o Slonzokach - jak ich niy rozumiycie.
      Redaktor Trybuny Robotniczy (no bo takim byliscie), umiy pisac na kody tymat - ale musi to byc zgodne z wytycznymi. Kejsik PZPR - teroski...wjy ino diobou. I tak...... pracujac w Warszawie, a mieszkajac w Siemianowicach.... (cytat z waszego - towarzyszu - bloga), som ejscie blisko cyntrali ot wytycznych. Widac ale, co za mauo ejscie som w tych Siemianowicach - a szkoda, bo moglibyscie zrozumiec noa Slonzokow. Niy ino Adalberta ze Sodzawek, abo waszego bylego szefa Szydloka.
      PS: A mozno by lepi bouo, jakbyscie zaczli pisac o dolce vita na Zoliborzu, o zyciu kotow i inkszych cial lotnych.
      Pyrsk!zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Hlond jusz stoji

      Owsik (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 5 / 1

      Obiecuje "wielki" wodz polskij polityki, że zasypie kraj pomnikami.
      Ciekawe co nom na Ślonsk łaskawie "podaruje"?


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Teraz już tylko pomnik Największego Ślązaka...

      zak1953 (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 8 / 1

      Lecha Kaczyńskiego pozostał. Miejsce na postumencie na Placu Wolności stoi puste. I czeka na odlew tej wybitnej postaci, bohatera wszystkich trzech powstań śląskich.


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Lud Katowic postuluje i siem domaga!

      Demokrata pańszczyźniany (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 2

      W celu uatrakcyjnienia brakującego jeszcze w krajobrazie pomnikowym Katowic pomnika Największego Ślązaka Wszechczasów, Lecha - postulujemy, aby w cokole pomnika na placu tak zwanej wolności,...rozwiń całość

      W celu uatrakcyjnienia brakującego jeszcze w krajobrazie pomnikowym Katowic pomnika Największego Ślązaka Wszechczasów, Lecha - postulujemy, aby w cokole pomnika na placu tak zwanej wolności, umieścić kiosk z zimnym Lechem - to znaczy z produktem gaszącym pragnienie - w zielonych butelkach (nie denata z Wawelu!).
      W ten sposób, z zysków ze sprzedaży, możnaby w krótkim czasie zbudować w Katowicach pomnik Alika - a kto wie czy nie wielkiego Polityka Brata - Prezesem zwanego!zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      niedobre znajomosci

      czytelnik,ale bez maski (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 4 / 2

      jak sie kumplowoł z takim Dziadulem,to som był dziadem...

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      No proszę ja Was

      pszczyniok (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 9 / 1

      Jan Dziadul jak Jules-Gabriel Verne,będziemy w śroku ziemi,czy nie ?

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama