Siatkówka: PZPS szuka następcy Anastasiego, ale nie może...

    Siatkówka: PZPS szuka następcy Anastasiego, ale nie może znaleźć. Alekno odmówił, chętny jest Lozano

    Robert Małolepszy

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Dwa tygodnie po zakończeniu mistrzostw Europy w siatkówce i trzy tygodnie po ostatnim w nich meczu Polaków wciąż nie wiadomo, co dalej z trenerem Andreą Anastasim. Zaraz po przegranym meczu barażowym z Bułgarią, który sprawił, że nasza ekipa nawet nie pojechała do Danii na ćwierćfinały, wydawało się, że dni Włocha na stanowisku selekcjonera reprezentacji są policzone.
    Raul Lozano

    Raul Lozano ©MIKOLAJ SUCHAN/POLSKAPRESSE

    Media w zasadzie w komplecie były zgodne (my też), że Anastasi, mimo całego szacunku dla tego trenera, musi odejść. Głośno powtarzał to jeden z najważniejszych partnerów PZPS - szef sportu w Polsacie Marian Kmita, który na naszych łamach również wołał: "Anastasi musi odejść".

    Działacze wypowiadali się bardzo powściągliwie. Ale w kuluarowych rozmowach większość z tych, którzy mają wpływ na losy trenera, była za jego zwolnieniem - choćby z powodu opinii Polsatu, który na zakup praw do mistrzostw świata, które w 2014 roku odbędą się w Polsce, wydał 100 mln zł. Konsultacje miały być też prowadzone z innymi sponsorami, choć prezes Mirosław Przedpełski zapewniał na naszych łamach, że na pewno nie chodzi o to, że Anastasi ma wciąż ważny kontrakt.

    - Przy takim biznesie, jaki my prowadzimy, jego pensja nie jest problemem [Włoch zarabia około 40 tys. zł miesięcznie, budżet związku to kilkadziesiąt milionów złotych - red.] - mówił nam prezes 1 października.

    Dzień później z Anastasim spotkało się prezydium zarządu PZPS. Włoch potwierdził, że chce dalej pracować z polską reprezentacją, dodał, że wie, nad czym musi pracować - zagrywka i jej przyjęcie to kluczowe, zadaniem szkoleniowca, z czym trudno się nie zgodzić, przyczyny słabych występów Polaków. Anastasi nie wyjaśnił, jak zamierza te elementy poprawić. Zresztą chyba za wcześnie na takie wywody.

    Związek wydał enigmatyczne oświadczenie, w którym dał czas Wydziałowi Szkolenia, którym kieruje wiceprezes PZPS Witold Roman, na szczegółową analizę pracy Anastasiego, która miała trafić do rąk Mirosława Przedpełskiego w "najbliższym czasie". Na razie nie trafiła. Jak nam powiedział wczoraj Witold Roman: - Od ostatniego posiedzenia zarządu nic się nie zmieniło.

    Co to oznacza? Nikt na razie nie chce tego powiedzieć głośno, ale szanse Anadrei Anastasiego na zatrzymanie posady w Polsce rosną z każdym dniem. Działacze szukają wprawdzie potencjalnego następcy, ale ci, których ewentualnie widzieliby jako trenera kadry, po kolei odmawiają.

    Władimir Alekno, którego media widziały na stanowisku, oficjalnie udzielił odpowiedzi związkowi, że chce wypełnić kontrakt w Zenicie Kazań, co było zresztą do przewidzenia. Alekno po zdobyciu złota olimpijskiego z Rosją sam zrezygnował z posady jej trenera. W Zenicie zarabia 600 tys. euro rocznie. Poza tym ma kłopoty ze zdrowiem.

    Dalej na uniwersytecie chce też pracować trener mistrzów olimpijskich z Pekinu Nowozelandczyk Hugh McCutcheon, który zresztą chyba nie nadaje się do roli strażaka. Z Amerykanami musiał popracować kilka lat, by osiągnąć sukces.

    Oficjalnie zrezygnował też popierany przez część działaczy starej gwardii, a także byłych mistrzów z legendarnej drużyny Huberta Wagnera, Andrzej Kozak, który prowadzi Resovię Rzeszów. Szkoleniowiec oświadczył, że chce wypełnić kontrakt z drużyną mistrzów Polski.

    Do związku zgłaszają się też menedżerowie z propozycjami od szkoleniowców z całego świata. Najbardziej znane nazwisko, jakie pojawiło się wśród sterty CV na biurku prezesa PZPS, to... Raul Lozano.

    Były trener naszej kadry, który tak naprawdę wprowadził Polaków do elity, zdobywając wicemistrzostwo świata, pracuje obecnie w Iranie, gdzie prowadzi klub Shahrdari Urmia.

    Lozano mógłby być całkiem niezłym strażakiem. Zna polskie realia, zna też część zawodników, którzy grają w kadrze. Ale Raul to wyjątkowo trudny współpracownik. Kiedy działacze nie przedłużyli z nim kontraktu po igrzyskach w Pekinie (5. miejsce), odetchnęli z ulgą. Trudno więc spodziewać się, że teraz chcieliby wchodzić znów do tej samej wody.

    Poszukiwania trwają więc dalej, ale tak jak pisaliśmy już dzień po klęsce w Euro, fachowców tej klasy co Anastasi nie ma świecie zbyt wielu. To dlatego z każdym dniem szanse Włocha na pozostanie w Polsce rosną. Nasze mistrzostwa świata już za rok. Nikt nie chce ryzykować kupna kota w worku przed taką imprezą.


    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama