Operacja Rozszerzenie

    Operacja Rozszerzenie

    Marcin Zasada

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Nikt nie może zanegować roli, jaką Wałęsa odegrał w procesie jednoczenia Europy. To człowiek, który zmienił dzieje naszej cywilizacji - mówi Günter Verheugen, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej
    Projekt Rozszerzenie to tytuł książki, której jest pan współautorem razem z Markiem Orzechowskim, i która ukaże się w przyszłym miesiącu. Jak po pięciu latach patrzy pan na ten projekt?
    Zacznijmy od tego, że pierwszy raz jestem współautorem książki, w której nie napisałem ani słowa (śmiech). Mój udział w niej to jednak wielogodzinne rozmowy i rozważania z Markiem Orzechowskim. Co do projektu, to zawsze traktowałem rozszerzenie jako jedyną szansę na zaleczenie ran powstałych w krajach Europy Środkowo-Wschodniej najpierw po drugiej wojnie światowej, a następnie po latach izolacji za żelazną kurtyną. Walczyliśmy więc ze zniesieniem sztucznego podziału, jaki dokonał się na naszym kontynencie przez te wszystkie lata. Jednak piękna idea to jedno, a przekonanie reszty Europy o konieczności szybkiej i szerokiej integracji było nie mniej trudne niż sama integracja.

    Unia obawiała się barbarzyńców ze Wschodu?
    Obawiała się przede wszystkim dlatego, że nikt nie był w stanie wyobrazić sobie modelu rozszerzenia i poprzedzających je negocjacji z dziesięcioma krajami naraz. Początkowo proponowano, by proces akcesyjny podzielić na kilka etapów i zacząć go od tak zwanej grupy małego ryzyka, do której zaliczano Estonię, Węgry i Słowenię. Uważałem ten pomysł za karkołomny i niemożliwy do zrealizowania. Bez polskiej partycypacji, rozszerzenie nie miałoby sensu. Günter Verheugen: Wejście Polski do Unii było dla nas największym wyzwaniem

    Dla Polski czy Europy?
    W Polsce reperkusje związane z pominięciem waszego kraju w konsolidacji nowej Unii byłyby dramatyczne. Dla Polski byłoby to potwornym upokorzeniem, na które Europa nie mogłaby pozwolić. Z drugiej strony jednak, spełnienie warunków, sprostanie wszystkim wymogom przedakcesyjnym należy odczytywać nie jako dobrą wolę Unii, lecz sukces Polski. Wasz kraj szybko udowodnił, że należy mu się rola pełnoprawnego członka Wspólnoty. Swoje zadanie traktowałem jako coś więcej niż tylko praca. Na integrację w 2004 roku, a przede wszystkim akcesję Polski patrzyłem przez pryzmat nie tyle technicznych, ekonomicznych czy politycznych uwarunkowań, co historycznej sprawiedliwości.

    Sprawiedliwości, w ramach której Niemiec zabiega o pomocną dłoń dla Polski?
    Niektórzy rzeczywiście widzieli w tym taką prawidłowość. Powierzenie pilotowania rozszerzenia Niemcom mojej generacji, można było odczytywać jako część europejskiego procesu terapeutycznego. Wszyscy wiemy, co oznaczała druga wojna światowa, jak zmieniła Europę... Nie wyobrażam sobie, jak w obliczu przeszłości można byłoby wytłumaczyć na przykład Polsce, że Niemcy mają prawo do czerpania korzyści z Unii, jako jej pełnowartościowy beneficjant, natomiast Polska takiego prawa nie posiada. Polska nie wywołała wojny, nie inspirowała ekspansji reżimu komunistycznego, nikt nie pytał, czy chce być częścią Układu Warszawskiego. Postawmy sprawę jasno - wasz kraj od początku zasługiwał na członkostwo w Unii. Z historycznego punktu widzenia to prawo, którego nie sposób było podważyć.
    1 3 »

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama