Borussia - Bayern 0:3. "Judasz" Goetze uciszył Signal Iduna...

    Borussia - Bayern 0:3. "Judasz" Goetze uciszył Signal Iduna Park [RELACJA + ZDJĘCIA]

    Mateusz Janiak z Dortmundu

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska


    CZYTAJ RELACJĘ MINUTA PO MINUCIE W SERWISIE EKSTRAKLASA.NET



    O takich meczach mówi się, że są o sześć punktów. Sobotnie spotkanie było nawet o siedem, bo właśnie tyle wynosiłaby strata Borussii do Bayernu w przypadku wygranej Bawarczyków. Napierwsze zwiastuny wielkiego piłkarskiego święta natknęliśmy się jeszcze w Polsce, bo już na Okęciu. Uwagę pasażerów lotu do Düsseldorfu przykuł roześmiany pan w średnim wieku, który z dumnie wypiętą piersią paradował w żółtej koszulce BVB z numerem dziewięć na plecach.

    - O! Chyba wielki fan Lewandowskiego? - ktoś zagadnął.
    Borussia Napoli
    - Grupa fanów! - odparł sąsiad z siedzenia obok.

    Obaj mężczyźni są wielkimi kibicami Borussii, na której meczach starają się być zawsze, o ile pozwalają im na to obowiązki służbowe. A w swoich firmach są ważnymi postaciami. Dlaczego? Ponieważ nie omieszkali pochwalić się pomysłem, który w skrócie polega na przymusowym chodzeniu na mecze warszawskiej Legii. Nieważne, czy pracownik interesuje się piłką nożną, czy nie, od czasu do czasu musi pojawić się na Ł3. Nie ma przebacz.

    Wracając do szlagieru w Dortmundzie - obaj panowie zgodnie stawiali na 2:1 dla Borussii. Kolejni aktorzy futbolowej sztuki pt. "BVB - FCB" pojawili się na scenie w oddalonym od Dortmundu o niecałe 20 km Bochum. Do pociągu wsiadła kilkunastoosobowa grupka fanów Bayernu, która nieśmiało coś zanuciła, po czym spokojnie opadła na siedzenia. Bez skakania, wyzwisk czy zaczepiania innych pasażerów. Dla Polaka przyzwyczajonego do zupełnie innego sposobu kibicowania jeszcze dziwniej zrobiło się, gdy za chwilę do wagonu weszło dwóch sympatyków Borussii, którzy bez problemu przeszli obok miejsc zajmowanych przez sympatyków FCB. Tak, po prostu.

    Na dworcu kolejowym w Dortmundzie okazało się, że takie zachowanie to nie wyjątek, lecz reguła. Choć mecz miał zacząć się za ponad pięć godzin, ulice wypełnione były kibicami Borussii i Bayernu. Miasto tonęło w żółto-czerwonych barwach, jednak o dziwo nie równało się to z wielką uliczną wojną. Nikt nie rzucał kamieniami, nie próbował zadźgać drugiego nożem bądź nie wyrywał drzewek z ziemi. Nie. Kibice BVB i FCB ramię w ramię, noga w nogę, butelka w butelkę oczekiwali na mecz. Bez agresji.

    Co ciekawe, mimo że aż roiło się od ludzi ubranych w trykoty Borussii, niewielu nosiło koszulki z nazwiskami Polaków. Znalazło się kilku Błaszczykowskich, jeden Piszczek i - o dziwo - żadnego Lewandowskiego, który w czerwcu ma przejść do Bayernu. Zagadnięty o "Lewego" jeden z kibiców BVB coś niezrozumiale burknął pod nosem, a po chwili już odparł z uśmiechem na ustach: - Ważne, że Piszczek wraca!

    Sobotni szlagier był okazją do powrotu na dortmundzkie boisko nie tylko prawego obrońcy reprezentacji Polski, ale przede wszystkim Maria Goetzego. 21-latek miał zagrać na Signal Iduna Park po raz pierwszy od przejścia do Bayernu, którego kibice Borussii wciąż nie mogą mu wybaczyć. Co krok można było natknąć się na fanów w koszulkach BVB z numerem dziesięć na plecach i nazwiskiem zaklejonym taśmą izolacyjną. Warto podkreślić, że była to najbardziej oględna forma dezaprobaty dla transferu młodego Niemca wymyślona przez fanów "Borussen".

    Goetzego już po wyjściu narozgrzewkę przywitano przyśpiewką sugerującą mu, by sobie poszedł (delikatnie to ujmując), którą następnie dopełnił odpowiedni transparent. Co prawda w jedenastce Bayernu zabrakło dla niego miejsca, ale jak się okazało, to wychowanek BVB był bohaterem sobotniego widowiska.

    Od początku na boisku oglądaliśmy za to Błaszczykowskiego i Lewandowskiego, a z kolei Piszczek zasiadł na ławce rezerwowych. Mecz toczył się w wyjątkowo szybkim tempie i choć optyczną przewagę osiągnął Bayern, do klarowniejszych sytuacji dochodziła przetrzebiona kontuzjami Borussia. Już na początku spotkania kapitalną okazję zmarnował "Lewy", później szanse mieli Reus i Błaszczykowski, ale do przerwy utrzymał się bezbramkowy remis. W drugiej połowie obie drużyny przyspieszyły. Kolejne okazje marnowała Borussia, a do głosu doszło banalne stwierdzenie "niewykorzystane sytuacje się mszczą".

    W 55. minucie na boisku pojawił się znienawidzony Goetze, którego zaanonsowały tak potężne gwizdy, że wydawało się, iż zatrzymają 21-latka poza boiskiem. Finalnie pomocnik Bayernu jednak wbiegł na murawę, a już po dziesięciu minutach uciszył Signal Iduna Park. Po tym jak reprezentant Niemiec pewnym strzałem pokonał Weidenfellera, ponad 80-tys. widownia dosłownie zamarła. Na ponad minutę zapadła cisza, podczas której po raz pierwszy tego wieczoru było słychać fanów Bayernu.

    - Mieliśmy sytuacje, a jeśli żadnej z nich nie wykorzystaliśmy, mogliśmy się spodziewać, że Bayern też coś sobie stworzy. Akurat dzisiaj byli do bólu skuteczni. To, co mieli, to strzelili - komentował po meczu Błaszczykowski.

    Nic dodać, nic ująć. Po stracie bramki BVB mogła wyrównać, ale nie wyrównała, a Bawarczycy bezwzględnie wykorzystali okazje i wbrew pozorom wyrównany mecz skończył się haniebnym 0:3. Najpierw Robben strzelił gola po błędzie m.in. Piszczka, który wszedł na ostatnie dziesięć minut spotkania, później swoje trafienie dołożył Mueller i Bayern wracał do Monachium w szampańskich nastrojach. Porażka nie tylko spycha Borussię na trzecie miejsce w tabeli, ale w zasadzie wyrzuca do kosza marzenia o odzyskaniu mistrzowskiej patery. BVB przegrało potyczkę o siedem punktów i tyle musiałoby nadrobić, by minąć Bayern w tabeli, co przy obecnej formie FCB wydaje się niewykonalne.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama