Śledztwo w sprawie Blidy nic nie wyjaśniło

    Śledztwo w sprawie Blidy nic nie wyjaśniło

    Teresa Semik

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Rok temu w Siemianowicach odsłonięta została tablica pamiątkowa
    1/3
    przejdź do galerii

    Rok temu w Siemianowicach odsłonięta została tablica pamiątkowa ©FOT. MIKOŁAJ SUCHAN

    Prokuratorzy z Łodzi, którzy badają okoliczności samobójczej śmierci Barbary Blidy, już drugi rok się zastanawiają, czy prokuratorzy z Katowic mieli podstawy prawne i faktyczne, by 25 kwietnia 2007 r. zatrzymać byłą posłankę lewicy w jej domu w Siemianowicach Śląskich i siłą doprowadzić na przesłuchanie. Dwa lata analizują jakieś cztery tomy akt korupcyjnego śledztwa, z których wyczytać można prawie wszystko. Nic nie usprawiedliwia tak długiego śledztwa. Efekt dwuletniego śledztwa w Łodzi nie jest imponujący i musi budzić zdziwienie

    W zaledwie kilku tomach akt zamieszczony jest cały materiał dowodowy, jakim dysponowali śledczy z Katowic, kiedy nad ranem wysyłali agentów ABW po Blidę, podejrzewaną o pośredniczenie we wręczeniu 80 tys. zł łapówki byłemu szefowi Rudzkiej Spółki Węglowej. Co łódzkim prokuratorom przeszkadza teraz w analizie tego niezbyt obszernego materiału dowodowego? Dlaczego przez dwa lata nie potrafili podjąć decyzji, czy słusznie próbowano zatrzymać Blidę, w dodatku w sposób tak widowiskowy, w świetle telewizyjnych kamer? Nie ma odpowiedzi na te pytania, bo prokuratorzy z Łodzi zasłaniają się tajemnicą służbową. Gdyby w takim tempie analizowali akta każdej innej sprawy, przestępcy mogliby czuć się komfortowo. Ile miesięcy czy lat potrzebują łódzcy śledczy, by sprawdzić, czy funkcjonariusze ABW mieli prawo filmować swoje wejście do domu Blidów, a potem wyprowadzenie w kajdankach byłej minister budownictwa i posłanki lewicy?

    - Sprawdzamy, czy w ogóle dopuszczalne jest filmowanie konwojowania zatrzymanych osób dla potrzeb mediów - zapewnia Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi. Trudno nie spytać, a dlaczego to musi trwać tak długo?! Nie ma już żadnej wątpliwości, że zatrzymane Barbary Blidy miało być spektaklem medialnym na użytek ówczesnej władzy, skupionej w rękach Prawa i Sprawiedliwości. W tym też celu w katowickiej Prokuraturze Okręgowej połączono ze sobą dwa niezależne śledztwa tylko po to, by 25 kwietnia 2007 roku dokonać zatrzymania jednocześnie 13 osób i ogłosić wielki sukces w walce z układem, korupcją, złodziejstwem i czymś tam jeszcze.

    - Żaden z przesłuchiwanych przez nas prokuratorów nie potrafił uzasadnić, dlaczego na ten sam dzień wyznaczone zostały zatrzymania w dwóch różnych śledztwach, co było niezwykle skomplikowane od strony technicznej. Chodziło więc wyłącznie o wzmocnienie efektu propagandowego - uzasadnia poseł Marek Wójcik (PO) z sejmowej komisji śledczej badającej okoliczności śmierci Blidy.

    Prawdopodobnie też z powodu tego połączenia powstał chaos na linii katowicka Prokuratura Okręgowa i katowicka delegatura Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Wprawdzie tydzień przed planowanymi zatrzymaniami do ABW trafiły z prokuratury pierwsze informacje, ale do dnia poprzedzającego akcję ABW nie wiedziała, ile osób ostatecznie ma zatrzymać i doprowadzić na przesłuchanie, czyje domy przeszukać i pod jakim kątem. Dlaczego tak się działo? Nie wiadomo. Pewne jest natomiast, że w korupcyjne śledztwo, w którym zarzuty miała usłyszeć Barbara Blida, zaangażowano siły i środki na niespotykaną wręcz skalę. Pracowało nad nim jednocześnie 4 prokuratorów i 8 funkcjonariuszy ABW. Nic nie usprawiedliwia tak dużego zaangażowania osób w jedno śledztwo w jego początkowym okresie. Trudno więc nie zgodzić się z posłem Wójcikiem, który twierdzi, że to szczególne zainteresowanie jedną sprawą, słabym materiałem dowodowym, nie odbyło się bez akceptacji przełożonych referentów z katowickiej prokuratury, a nawet Prokuratury Krajowej i Ministerstwa Sprawiedliwości. Szukano haków.
    Sejmowa komisja śledcza przesłuchała dotąd 18 prokuratorów, którzy mogli mieć coś wspólnego z tzw. sprawą Blidy. Żaden z nich jednoznacznie nie powiedział, że były naciski na ich pracę i podejmowane decyzje. Owszem, prokuratorzy wskazywali na wyjątkowe zainteresowanie tym nadzwyczajnym śledztwem swoich przełożonych, ale nic więcej. Żaden z 4 referentów sprawy nie sprzeciwiał się zatrzymaniu byłej posłanki lewicy i przedstawieniu jej zarzutów.
    1 3 »

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Tak

      igor (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 2 / 4

      Pani Semik jak zwykle powtarza rzeczy dawno juz napisane. Nic nowego w tym "artykule" nie ma, poza riserczem w internecie. Oby tak dalej, a nagrody posypia sie jak z rozprutego worka

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama