Nocny dywizjon - recenzja książki

    Stanisław Bubin

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Godłem dywizjonu był puchacz trzymający w szponach niemiecki bombowiec i siedzący na księżycu w jego ostatniej fazie, na rogaliku. W slangowym języku utarło się mówić o lotnikach należących do dywizjonu krótko: "Nocniki".
    Jednym z najwybitniejszych Nocników w czasie bitwy o Anglię był Jerzy Damsz, ostatni dowódca 307. Dywizjonu Nocnych Myśliwców. Właśnie ukazała się fascynująca autobiografia, opowiadająca o całym jego życiu, nie tylko w czasie wojny.

    Autor (rocznik 1911) na pięć lat przed napaścią Niemców na Polskę zapisał się do Aeroklubu Warszawskiego i odbył szkolenie, uzyskując kategorię "A". Kiedy poinformował rodziców, że ma zamiar latać szybowcem, babcia poradziła mu: "Bądź ostrożny, lataj nisko i powoli". Żadne z nich nie mogło wiedzieć wówczas, że będzie latał wysoko i szybko, w dodatku pod osłoną nocy, walcząc z Messerschmittami.

    Latem 1935 roku w Łucku doskonalił się już w pilotażu samolotów silnikowych. 6 września 1939 roku otrzymał rozkaz ewakuacji na wschód. Wyposażonym w kosz motocyklem, z żoną i bagażami, przez Warszawę i Lwów, dotarł do Rumunii. Później, jak tysiące rodaków, przedostał się do Francji, a stamtąd do Wielkiej Brytanii, gdzie służył początkowo jako pilot odstawiający nowe samoloty z fabryk na lotniska jednostek bojowych, a następnie już jako żołnierz 307. Dywizjonu, zwanego "Lwowskimi Puchaczami".
    Pierwszy lot odbył w nocy z 22 na 23 lipca 1941 roku, ostatni w listopadzie 1946 roku. Głównym zadaniem myśliwców w 307. Dywizjonie były nocne patrole nad Anglią i starty alarmowe. Damsz na Beaufighterze VI polował na niemieckie bombowce, toczył walki z Messerschmittami i Junkersami. Pod koniec lutego 1944 roku miał już na koncie 110 lotów bojowych.

    Po wojnie zrobił karierę naukową w USA, zajmując się kriogeniką, nauką o niskich temperaturach. Dzięki temu trafił do prestiżowego "Who Is Who", słownika najwybitniejszych mieszkańców USA. Zaprojektowany przez niego układ chłodzący znalazł się w sondzie Voyager.

    W 1975 roku odszedł na emeryturę i wyjechał do Polski. Zamieszkał w Sopocie, skąd wspomagał zacofaną polską kriogenikę swoim ogromnym doświadczeniem. Był konsultantem w Instytucie Techniki Cieplnej na Politechnice Warszawskiej.

    Zmarł 22 czerwca 1987 roku w wieku 75 lat.

    Zaletą Lwowskich Puchaczy są nie tylko wciągające opowieści o przygodach lotników, ale i relacje innych ludzi: żony autora (Teresy Remi-szewskiej, słynnej żeglarki, pierwszej Polki, która samotnie opłynęła Atlantyk), jego przyjaciół i towarzyszy broni, z których jeden napisał nawet cały rozdział poświęcony zastosowaniu radaru w nocnych myśliwcach. Dzięki temu jest to książka niezwykle bogata w informacje. Czyta się ją z zapartym tchem, bo styl narracji jest oryginalny, a anegdot mnóstwo. Polecam ją nie tylko miłośnikom lotnictwa.

    Jerzy Damsz, Lwowskie Puchacze. Wspomnienia lotnika, Znak, Kraków 2009, str. 440, cena 44,90 zł

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama