Szkolne niże i wyże w woj. śląskim

    Szkolne niże i wyże w woj. śląskim

    Katarzyna Piotrowiak

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    W województwie śląskim jest obecnie 39 tys. dzieci w wieku 6 lat, ale tylko 1073 z nich we wrześniu zacznie naukę w pierwszych klasach szkół podstawowych.
    To zaledwie 3 proc. sześciolatków. Ta statystyka z naszego województwa wcale nie odbiega od wyników krajowych. Opór rodziców sześciolatków, którzy wolą dalej posyłać swoje pociechy do przedszkoli, jest duży. Rodzice maluchów z Katowic przyłączyli się do ogólnopolskiej akcji "Ratuj Maluchy". Władze oświatowe są jednak przywiązane do projektu zmian.

    - Cały system edukacji nie może być przedmiotem krytyki, która wynika z uprzedzeń, czy niezrealizowanych ambicji.
    Oczywiście można się różnić w ocenach, ale z pewnością da się osiągnąć konsensus w tej sprawie - mówił śląski kurator oświaty Stanisław Faber, podczas środowej konferencji. - W mijającym roku szkolnym odwiedziliśmy szkoły w innych krajach Unii Europejskiej. Sześciolatki stoją przy tablicy, rozwiązują zadania, zobaczyliśmy, że są zainteresowane zdobywaniem wiedzy, nauką z pomocą laptopów, czy tablic interaktywnych - dodał.

    Zdaniem kuratorium oświaty to, ile sześciolatków trafi od września do szkół, będzie miało ogromny wpływ na sytuację w przedszkolach.

    - W szkołach mamy niż, a w przedszkolach wyż. Miejsc brakuje dla najmłodszych maluchów w wieku od trzech do czterech lat. Gdyby więcej sześciolatków pojawiło się od września w szkołach, sytuacja mogłaby się poprawić - tłumaczył Dariusz Wilczak, wicekurator oświaty.

    Rodzice 6-latków nie chcą o tym słyszeć. Dodają, że władze oświatowe powinny wcześniej zdawać sobie sprawę z niżów i wyżów demograficznych.

    - Nikt przecież nie namawia rodziców, żeby w sposób bezkrytyczny podejmowali decyzje dotyczące swoich dzieci. W razie wątpliwości można pójść do poradni psychologiczno-pedagogicznej, żeby sprawdzić, czy dziecko osiągnęło dojrzałość szkolną - tłumaczy Andrzej Rafa, dyrektor wydziału strategii edukacyjnej.
    W Tarnowskich Górach są jednak przekonani, że największym problemem nie jest wyłącznie brak woli rodziców, tylko brak pieniędzy na przystosowanie szkół dla najmłodszych.

    - Od rządu nie dostaliśmy ani złotówki na reformę, dlatego zarezerwowaliśmy wstępnie pieniądze z naszego budżetu. Będziemy przez najbliższe trzy lata dostosowywać klasy dla potrzeb dzieci, tak aby w 2010 roku, czyli z chwilą kiedy wszystkie sześciolatki będą musiały pojawić się w szkole, klasy były gotowe na ich przyjęcie - mówi Mieczysław Orgacki, naczelnik wydziału edukacji Urzędu Miasta w Tarnowskich Górach. W tym mieście decyzję o posłaniu sześciolatka do szkoły podpisało tylko kilku rodziców.


    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama