Spróchniałe drzewo jest nietykalne, owad także...

Spróchniałe drzewo jest nietykalne, owad także...

Aleksander Król

Dziennik Zachodni

Dziennik Zachodni

Chroniony prawem 300-letni dąb przewrócił się w parku w żorskich Baranowicach.
Urzędnicy choć bardzo by chcieli, nie mogą wywieźć kolosa, bo to pomnik przyrody, a taki zgodnie z przepisami jest nietykalny. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że w powolnej śmierci dęba pomogły larwy kozioroga dębosza, które także są... pod ochroną.

- Próbowaliśmy wcześniej ratować drzewo, ale przecież nie mogliśmy walczyć z owadem, którego chroni prawo - zauważa Bożena Puskarczyk, naczelnik wydziału ochrony środowiska w żorskim magistracie. Mieszkańcy Żor pękają ze śmiechu. - To są jakieś jaja. Nasze prawo jest świetne. Mamy dwie "święte krowy", tylko która jest ważniejsza? - mówi Anna Pałecka, mieszkanka Żor.

Urzędnicy mają teraz trudny orzech do zgryzienia, bo o ile złodzieje drzewa nie muszą przejmować się przepisami, oni owszem. Staruszek zgodnie z prawem musi dokonać swojego żywota w baranowickim parku. Ten nie jest w żaden sposób pilnowany. Gdy tylko dąb się przewrócił ktoś zdążył już odciąć fragment jego korony. - Nie postawimy tam strażnika, który będzie dzień i noc pilnował pnia - zauważa Dorota Marzęda, rzecznik żorskiego magistratu. Urzędnicy zastanawiali się, czy w tej sytuacji nie przenieść pnia do jednego z miejskich parków, gdzie mógłby bezpiecznie rozpadać się przez lata. - Park w dzielnicy Kleszczówka jest ogrodzony. Tam miałby się dobrze - ocenia Marzęda. W końcu uznano, że "starych drzew się nie przesadza" i postanowiono nie robić nic, co kłóciłoby się z literą prawa. - To byłoby niezgodne z ustawą o ochronie przyrody, bo przeprowadzka to także ingerencja w los naszego umarłego dębu. Poza tym pień mógłby się rozpaść po drodze, a cała operacja byłaby bardzo kosztowna. Myślimy o tym, by go ogrodzić - mówi Bożena Puskarczyk.

Urzędnicy mają nadzieję, że płotek uratuje teraz powalonego dęba. Nie ma jednak dużej nadziei dla jego braci, którzy także są podgryzani przez objętego ścisłą ochroną chrząszcza. - Larwa kozioroga wgryza się w korę i robi w niej kanaliki grubości kciuka. Pozostałe w parku wiekowe dęby nie mają szans, wkrótce też padną - rozkłada ręce Bożena Puskarczyk.

Tymczasem leśnicy, których zapytaliśmy o radę co zrobić by i wilk (kozioróg) był syty i owca (dęby) pozostała cała, nie bardzo - co ciekawe - przejęli się losem pomników przyrody, które rosną w parku. - Kozioróg Dębosz to bardzo rzadki w Polsce owad, wielki i piękny. Można powiedzieć, że dęby w żorskim parku istnieją dziś już właśnie po to, by mógł on na nich żerować. Gatunek ten żyje właśnie na starych drzewach - zauważa Janusz Fidyk, nadleśniczy z Rybnika. Nie ma co demonizować. Z koziorogiem jest trochę tak jak z bobrem, do którego musieliśmy się przyzwyczaić, gdy pojawił się w naszych lasach. Bóbr powala wiele drzew, a też trzeba go chronić - zauważa Fidyk. Podobnego zdania jest Kazimierz Szabla, dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Katowicach. - Nie można chronić jednego gatunku kosztem drugiego. Trzeba zostawić to naturze. I absolutnie niech nikt nie rusza tego pnia! Dopiero teraz toczy się tam życie. - mówi Szabla.
1 »

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

DZ poleca

Wideo