Beata Sypuła
Kryzys światowy nie nauczył bankowców, żeby traktowali klientów jak partnerów - mówi Rafał Łyczek, twórca internetowej sieci społecznościowej KupFranki.pl
Z Rafałem Łyczkiem, twórcą internetowej sieci społecznościowej KupFranki.pl, rozmawia Beata Sypuła
Wiosną stworzył pan portal gromadzący ludzi, którzy mają kredyty mieszkaniowe w szalejącym wtedy franku szwajcarskim. Zabiegał pan o to, by można było spłacać kredyt w walucie, a nie po przeliczeniu na złotówki, ze stratą dla klienta. Słowo stało się ciałem. Od lipca taka spłata jest możliwa. Jednak bankowcy ostrzegają, że to nie jest opłacalne.
Bankowcy mają cel, żeby mówić, że waluta w okienku to słaby pomysł. Zresztą, to jest słaby pomysł! Nasz plan jest inny: postanowiliśmy się zorganizować. Zarejestrowani na naszym portalu użytkownicy zdecydowali, że chcą kupować franki przez internet. Stworzyliśmy grupę, która ma realną siłę negocjacyjną. Nasz łączny kredyt to ponad 1 mld CHF! Zaczęliśmy szukać ciekawych propozycji i podjęliśmy negocjacje z instytucjami finansowymi w celu kupowania franków on-line. Część banków przyjmuje już w okienku walutę na spłatę rat we frankach szwajcarskich
Jaki jest odzew na tę propozycję?
Rekomendacja Komisji Nadzoru Bankowego sprawiła, że część banków przyjmuje teraz walutę na spłatę rat we frankach w okienku, co oznacza gonitwę po kantorach. W nieodległej przyszłości zechcą pewnie wprowadzić własne platformy do kupowania walut on-line. To pomysł wzięty od nas. Natomiast warunki, jakie zaoferują, będą prawdopodobnie odległe od tego, czego domagają się użytkownicy naszej platformy. My chcemy być traktowani jak partnerzy, nie petenci. Głównym celem inicjatywy społecznej KupFranki.pl jest bezpieczne obniżenie kosztu kredytów we frankach szwajcarskich i innych walutach. Służyć temu będzie platforma transakcyjna, czyli system on-line, umożliwiający zakup walut. Uruchomienie tej platformy przewidywane jest we wrześniu.
Ile osób, pana zdaniem, zechce z niej korzystać?
Nasza sieć zgromadziła wokół idei tańszych kredytów ponad 11 tys. gospodarstw domowych. Wreszcie możemy spłacać kredyty w walucie, w jakiej zostały zaciągnięte. To początek normalizacji systemu bankowego.
Mamy już dziś możliwość spłaty kredytu w okienku. Co teraz radzicie "franciszkanom"?
Zachować zimną krew. Lipiec będzie jednym z ciekawszych miesięcy w roku. Spotkamy się prawdopodobnie z różnorodnymi propozycjami ze strony banków. Na razie pięć banków (BZ WBK, Millennium, ING BŚ, Kredyt Bank i PKO BP) jest przygotowanych do przyjmowania wpłat gotówkowych. Inne zachowują milczenie lub jednoznacznie deklarują, że będą przyjmowały jedynie wpłaty bezgotówkowe. Dotyczy to mBanku, DnB Nord, GE Money Banku i Dominet Banku. Czekamy spokojnie na reakcje kolejnych banków.
Co byłoby dla was spełnieniem postulatów kredytobiorców?
Obawiam się, że banki nie spełnią postulatów kredytobiorców. Nie ma takiej woli z ich strony, dlatego sami uruchomimy platformę zakupu walut z instytucją, która w sposób partnerski odniesie się do potrzeb "franciszkanów". Nasza platforma będzie działać w odniesieniu do notowań ciągłych rynku walutowego, a nie - co ważne - do tabel bankowych. A to właśnie w nich jest uwzględniany zazwyczaj szeroki i dowolnie kształtowany spread, czyli szkodliwa dla finansów rodzinnych różnica między kursem sprzedaży a kupnem walut. Poszczególne banki zarabiały na tym nawet do 100 mln zł w zeszłym roku. Chcemy też gwarancji niskich i stałych kosztów zakupu walut, co byłoby określone procentowo i dostarczenia ich przelewem na bezpłatne konto walutowe kredytobiorcy. Chcemy też uruchomienia wydajnego systemu elektronicznego. Platforma zakupowa powinna być sprzężona z kontami w złotym i franku szwajcarskim. Wtedy suma w złotych byłaby pobierana automatycznie tytułem transakcji zakupu danej waluty, a waluta trafiałaby na konto walutowe. Z niego moglibyśmy, możliwie jak najtaniej, wysyłać walutę na rachunki banków, w których mamy kredyty. Ważna jest długookresowa współpraca z bankami, bo przecież kredyty są zaciągane na 25-30 lat. Bank powinien zapewnić oszczędność w kupowaniu walut i zapewnić wieloletnią płynność walutową.
Żądań dużo. Co banki będą z tego miały? Zarabiają na kursach i ustanawianiu własnych warunków spłat kredytu.
Będą miały pewność, że klient pozostanie w ich banku i że nie będzie miał problemów ze spłatą kredytu zaciąganego w tłustych czasach, a spłacanego w gorszych.
Mówicie o swoich problemach, apelujecie do wicepremiera Pawlaka, prezydenta Kaczyńskiego. I co dalej?...
Resort gospodarki nas wspiera. Czekamy wciąż na odpowiedź prezydenta, który sam ma przecież doświadczenia z kredytem we frankach. Rządzący już wiedzą, że będziemy partnerem, z którego zdaniem należy się liczyć i którego trzeba szanować. Banki serwowały nam niekorzystne warunki. Rozproszeni, zapracowani, zajęci swoimi sprawami byliśmy podatni na podejmowanie decyzji nieuważnych i pochopnych. Dodatkowo "małe literki" milczały na temat spreadu, koncentrując naszą uwagę na chwilowo niskim kursie i teoretycznie atrakcyjnych marżach. Teraz będziemy widzieć sprytne zagrania dotyczące np. redukcji spreadu, czyli topienia różnic między kosztem zakupu i sprzedaży waluty. Można jednak domniemywać, że będą to, niestety, działania okresowe, a nasze kredyty są na kilkadziesiąt lat Dlatego nie odpuszczamy, patrzymy bankom na ręce i będziemy walczyć o swoje. Jedynie wspólnie jako silna grupa nacisku możemy wyeliminować podejście do spreadu stosowane w polskim systemie bankowym.
Dlaczego posiadacz kredytu miałby porzucić wizję kupowania franków w kantorach?
Jest szereg argumentów przemawiających za porzuceniem takiej wizji. Najważniejszy z nich, to brak obiegu kasowego. Cztery banki już zapowiedziały, że nie będą przyjmowały spłaty w walucie w okienku. Dla banków to jest duży, dodatkowy koszt. Obserwujemy też niewydolność obiegu kantorowego. Franków w kantorach po prostu nie wystarczy! Kolejnym powodem jest brak jakiegokolwiek nadzoru nad cenami walut w kantorach. Wolny rynek pełni rolę regulatora w kształtowaniu wysokości spreadów kantorowych, jednak w sytuacji wzmożonego popytu na franka papierowego można spodziewać się wzrostu jego cen w kantorach.
Co da obieg elektroniczny między klientami a bankami?
Każdy z uczestników platformy będzie kupował indywidualnie ile zechce i po znanej mu cenie, w dowolnie wybranym dniu i w oparciu o korzystne, jasno określone i wynegocjowane dla grupy warunki. Nie będzie się musiał uganiać za walutą po kantorach czy kupować z innych źródeł i pilnować, do kiedy trwa promocja na spready.
Możecie spotkać się z zarzutem, że działacie dla zysku?
Działamy non-profit, jesteśmy siecią społecznościową, która walczy o swoje prawa w starciu z bankami. Uruchomiliśmy też Fundację KupFranki.org, która chce pomagać ludziom z kredytami walutowymi. Jest ona organizacją non-profit i nie prowadzi działalności gospodarczej. Wielokrotnie próbowano podkopać naszą wiarygodność, ale przejrzystość zasad, której banki dalej unikają, jest naszą siłą. Oczywiście platforma transakcyjna będzie miała charakter merkantylny. To kosztuje i bank, który będzie pełnił rolę operatora nie będzie pracował non-profit. Będzie na tym zarabiał, ale my wynegocjujemy stałe i możliwe najniższe koszty kupowania i transferu franków.
To może banki "wymiękną"?
Powtórzę: większość bankowców nie jest jeszcze gotowych, żeby traktować klientów jak partnerów. Światowy kryzys im nie wystarczył. Możliwe, że pojawi się abonament za dostęp do platform walutowych, oferowanych przez banki. Jednak istnieją podstawy, by podejrzewać, że będzie on kształtowany ze zmianami tabeli opłat i prowizji, a przelewy walutowe będą nadal słono kosztować.