Największa bomba ekologiczna w województwie śląskim zostanie zlikwidowana. Chodzi o 330 ton rakotwórczych azbestowych płyt zalegających w zlikwidowanym 10 lat temu zakładzie Izolacja w Ogrodzieńcu.
Już w lipcu będzie gotowy kompleksowy plan oczyszczenia ponad 4 hektarów skażonych terenów. Pieniądze ma dać Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska. Niestety, nawet po likwidacji azbestowej bomby problemy mieszkańców pozostaną.
Izolację zamknięto przed 1998 rokiem. Zarówno w czasie działalności zakładu, jak i po jego likwidacji skażony teren źle wpływał na zdrowie ludzi żyjących w tej okolicy. 330 ton rakotwórczych odpadów trzeba wywieźć z byłych zakładów Izolacja
W suche, słoneczne dni wiatr roznosił szkodliwy azbestowy pył po całym terenie.
Mieszkańcy wciąż skarżą się na bóle gardła, problemy z oddychaniem, kaszel. Twierdzą, że szybko się męczą. To objawy typowe dla azbestozy. Nieleczona może być śmiertelna. Wywołuje złośliwy nowotwór, a może rozwijać się nawet 30 lat.
- Tutaj od lat nic się nie zmienia. Nadal mieszkamy koło zakładu i nadal przez ten azbest umieramy - mówi Barbara Lipska, mieszkanka Ogrodzieńca. - Przez pył zmarł mój maż, a córka poroniła w ósmym miesiącu ciąży - dodaje Lipska.
Ludzie narażeni na choroby nowotworowe wywołane przez azbest powinni być regularnie badani przez lekarzy. Gmina Ogrodzieniec od 2002 roku zleca kontrole zdrowia na podstawie ministerialnego programu badania azbestozy, ale tylko dla byłych pracowników Izolacji.
To jednak nie rozwiązuje problemu. Dlaczego? - Bo mieszkańcy okolicy byli narażeni na kontakt z azbestem niemal na równi z osobami, które pracowały w Izolacji. Oni również powinni być regularnie badani - ocenia prof. Janusz Janeczek z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, który pod koniec lat 90. prowadził badania w Izolacji.
Po dekadzie przerzucania się odpowiedzialnością i spychania przez urzędy likwidacji jednej z największych bomb ekologicznych w regionie - pojawiła się szansa na rozwiązanie problemu.
Lada dzień będzie gotów kompleksowy projekt utylizacji 330 ton azbestowych płyt, zalegających w zlikwidowanym 10 lat temu zakładzie Izolacja w Ogrodzieńcu i usunięcia odpadów z nielegalnego składowiska w kamieniołomie. W przyszłym roku prace będą mogły ruszyć pełną parą.
Jednak o ludziach z sąsiedztwa, którzy przez lata wdychali zabójczy azbestowy pył, nadal nikt nie myśli.
- Dziś wielu z nas narzeka na problemy z oddychaniem. Sama ciągle kaszlę i szybko się męczę - opowiada Jadwiga Pluta, mieszkanka osiedla. W osiedlu sąsiadującym z Izolacją mieszka już 34 lata. - Gdy zakład był czynny, to cały ten pył osiadał na naszych oknach i sprzętach w domu. Dlaczego nikt o nas nie pomyśli i nam nie zorganizuje takich samych badań, jak pracownikom? Wszyscy chętnie by z nich skorzystali - dodaje.
Ordynator Leszek Konofalski ze Szpitala Chorób Płuc w Siewierzu podkreśla, że nieleczona azbestoza, czyli choroba wywołana wdychaniem azbestu, może zmienić się w między- błonniaka, a to już nowotwór złośliwy. Warto więc wykonywać kontrole, bo z leczoną azbestozą da się żyć.
- Od 2002 do 2008 roku na badania zgłosiło się 495 osób, z czego 480 to pracownicy byłych zakładów Izolacja. W 2006 roku przebadaliśmy 160 osób i w 10 przypadkach wykryliśmy pylicę azbestową.
U jednej z badanych osób wykryto raka płuc. Rok później przebadaliśmy 106 osób. Pylicę wykryto w pięciu przypadkach, a raka płuc w jednym. Dodatkowo u dwóch osób stwierdzono zgrubienie blaszki opłucnej. W 2008 roku na badania zgłosiło się 131 osób. Wtedy też wykryto 6 przypadków pylicy azbestowej i dwa raka płuc - wylicza Krystyna Kostyra, dyrektorka Wojewódzkiego Ośrodka Medycyny Pracy w Katowicach.
Takie badania powinny być przeprowadzane co rok lub co dwa lata. Drogie nie są. Kompleksowe kosztują około 300 zł od osoby.
Jednak dla mieszkańców Ogrodzieńca nawet ta kwota, to spory wydatek. Jan Grela, wicestarosta Zawiercia, miasta któremu pod koniec 2008 roku przekazano nieruchomości po Izolacji, podkreśla, że zlecanie badań nie należy do kompetencji starostwa.
- Dostaliśmy pasztet w postaci Izolacji i składowiska azbestu w kamieniołomie. Robimy wszystko, by w jak najkrótszym czasie zlikwidować to zagrożenie - podkreśla Grela.
Zakłady Izolacja przed 1998 rokiem dawały byt kilkuset rodzinom w Ogrodzieńcu. Kiedy wprowadzono zakaz używania azbestu - padł. Budynki niszczały. Szabrownicy wykradli wszystko, co można było spieniężyć, ale w suche, słoneczne dni wiatr roznosił azbestowy pył po całej okolicy. Proces upadłości, a potem likwidacji, ciągnął się latami. Po jego zakończeniu, 10 miesięcy temu, teren przekazano staroście zawierciańskiemu.
- Przez te wszystkie lata niewiele zrobiono. Ciągle tylko zlecano wykonywanie opracowań. Ich stos jest wysoki na półtora metra. Obecnie nikomu nie są już potrzebne - mówi Barbara Zembala z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach.
Teraz na zlecenie starostwa powstaje plan kompleksowego rozwiązania problemu, a więc usunięcia azbestu nie tylko z terenu Izolacji (4 ha), ale i likwidacja nielegalnego składowiska azbestu w kamieniołomie.
- W lipcu zakończą się prace nad pierwszym etapem prac. W czasie odwiertów w kamieniołomie okazało się, że azbest jest nie tylko na obszarze 1,8 ha - jak przewidywaliśmy - ale na niemal czterokrotnie większej powierzchni. Był tam składowany na głębokości od 7 do 17 metrów - opowiada Jan Grela.
O kosztach całej operacji usuwania azbestu mówić nie chce, bo czeka na zamówiony plan likwidacji.
- To może być 20, 30, a nawet 150 mln zł, jeśli trzeba będzie wywozić azbest z kamieniołomu. Najkorzystniej byłoby go przykryć ziemią i zasadzić tam potem rośliny. Wtedy przestałby być szkodliwy - wyjaśnia wicestarosta.
Barbara Zembala podkreśla, że pieniądze na dofinansowanie prac się znajdą: - Izolacja to jedna z najgroźniejszych bomb ekologicznych. Cieszymy się, że coś w tej sprawie wreszcie drgnęło.
Trujące zwały
W Polsce jest ponad 15 milionów ton wyrobów zawierających azbest, w tym ponad 1,3 miliarda m kw. płyt, tzw. eternitu, który pokrywa elewacje i dachy. Azbestu używano też do ocieplania budynków, w rurach i przewodach ciepłowniczych. Obudowywano nim klatki schodowe i drogi ewakuacyjne. Najwięcej azbestu jest na Mazowszu, Lubelszczyźnie, w Wielkopolsce i na Śląsku.
W naszym regionie mamy 99,5 tys. ton wyrobów zawierających azbest.
Tak wynika z danych Śląskiego Urzędu Marszałkowskiego. Składowiska azbestu są w Świętochłowicach, Knurowie i Dąbrowie Górniczej. Płyty eternitowe zawierające azbest po zdemontowaniu są wkładane do grubych worków i zakopywane w nieckach wyłożonych geowłókniną.
Szkodliwe dla zdrowia i życia ludzkiego włókna mogą być zatapiane w polimerach (płynny polimer siarki), betonie lub stapiane w gigantycznej mikrofalówce - podgrzewa się odpady azbestowe do 1000 st. C. Włókna odpowiedzialne za powstawanie groźnych chorób się rozpadają. Zostaje nieszkodliwa substancja, która może być wykorzystana np. do budowy dróg.
Azbest ma definitywnie zniknąć do 2032 roku. Póki co, nie zrobiono nawet dokładnej inwentaryzacji.
Likwidacja postępuje w ślimaczym tempie. W ciągu pięciu lat na składowiska odpadów niebezpiecznych trafiło milion ton azbestu. Ministerstwo Gospodarki zapowiada przyspieszenie, ale bez dodatkowych pieniędzy jest to mało realne.
Po prostu włos się jeży
Z prof. Januszem Janeczkiem z Uniwersytetu Śląskiego rozmawia Aldona Minorczyk-Cichy
prowadził pan badania w Izolacji. Co z nich wyniknęło? Proponowaliśmy, by na terenie zakładu wybudować ekologiczną linię unieszkodliwiania azbestu. Chodziło o zamykanie go w betonowych bloczkach i foliowanie ich, a potem o składowane beczek w pobliskim kamieniołomie. Gmina w ten sposób nie tylko pozbyłaby się problemu, ale też zarobiłaby, przyjmując azbest z innych miast.
Dlaczego ta propozycja nie została przyjęta? W gminie obawiano się, że utylizacja azbestu może negatywnie odbić się na turystyce. Tymczasem projekt był w pełni ekologiczny, no i mógł przynieść zyski oraz miejsca pracy. Takie składowisko z powodzeniem działa od lat w Knurowie.
Badał pan też szkodliwość azbestu. W Izolacji linia produkcyjna była stara. Włos się na głowie jeżył. W ogródkach przylegających do zakładu były istne złoża azbestu. On, związany z glebą, nie jest groźny, ale wdychany z powietrzem może powodować poważne schorzenia. Pyłu bardzo dużo było na placu manewrowym. Ludzie pracowali tam bez zabezpieczeń. Żaden płot dla azbestu nie istnieje - to wciąż miejsce klęski ekologicznej.
Byli pracownicy są badani. Mieszkańcy z sąsiedztwa twierdzą, że nikt się nimi nie interesuje.
Ci ludzie byli narażeni na kontakt z azbestem niemal na równi z osobami, które pracowały w Izolacji. Powinni być regularnie badani.
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie DziennikZachodni.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.