Talent ciut zagubiony

    Talent ciut zagubiony

    Michał Smolorz

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Dariusz Niebudek, aktor, śpiewak, showman, konferansjer i posiadacz stu innych wcieleń, rozmienia się na drobne, realizując jakby starą zasadę Kazimierza Kutza: "Aby coś sensownego zrobić, trzeba ze Śląska wyjechać". Doprawdy?
    Nie po raz pierwszy piszę - i jak zawsze z przykrością - że Śląsk jest wielką maszyną do marnowania talentów. Od dziesięcioleci wisi nad nami jakieś dziwne przekleństwo, w którym sprawdza się Kutzowska zasada: "Aby coś sensownego zrobić, trzeba stąd wyjechać". Wprawdzie w każdym pokoleniu pojawia się grupka zapaleńców-idealistów, którzy usiłują zadać kłam tej regule, ale ci zazwyczaj przegrywają. Dlatego z rosnącą troską spoglądam na rozliczne talenty Dariusza Niebudka, aktora, śpiewaka, showmana, konferansjera i posiadacza stu innych wcieleń. Talenty, które zdają się topić w tej magmie.

    Smakowita rola

    To nie będzie recenzja z przebojowej premiery musicalu "Producenci" w Teatrze Rozrywki.
    Recenzenci teatralni nie lubią, jak odbiera się im chleb, i ja to rozumiem. Bawiłem się przednio, bo znów dyrektor i artyści poszli na całość - jeszcze trochę, a uwierzę, że bezpowrotnie minęła epoka teatralnych ersatzów. A piszę o "Producentach", bo z radością znów (po sporej przerwie) zobaczyłem na chorzowskiej scenie tegoż Dariusza Niebudka. Zobaczyłem w tym, co wychodzi mu najlepiej: w porywającym aktorstwie musicalowym.

    Im bardziej radowałem się smakowitością tej roli, tym smutniejsza nachodziła mnie zaduma. Ten nietuzinkowy artysta od ponad 20 lat plącze się po śląskich scenach, estradach i planach telewizyjno-filmowych. To kawał czasu, wart może jakiegoś okolicznościowego benefisu. Wart także poważnego namysłu o własnym artystycznym emploi. Napisałem, że Niebudek "plącze się", bo tak jest w istocie. Wyposażony został przez Pana Boga w radosną urodę, znakomitą muzykalność, barwny i dobrze ustawiony głos, a do tego sceniczny wdzięk (a może nawet urok) oraz poczucie humoru i błyskotliwość (u aktorów cechy nie tak pospolite, jak się zdaje). I być może przez nadmiar bożych darów ciągle sprawia wrażenie, jakby nie miał na siebie dobrego pomysłu.

    Niebudek z mieszaniną wstydu i dumy mówi o sobie, że jest kieleckim scyzorykiem naturalizowanym na Śląsku. Przyjechał tu w kiepskich latach 80., zaczepiając się w Teatrze Rozrywki. Potem trochę pobył w Teatrze Zagłębia, potem rzucił wszystko w pierony i uwierzył w wolny rynek, na którym miota się do dziś. Tu coś zagra, tam wystąpi, ówdzie poprowadzi, jeszcze gdzie indziej zaśpiewa. Jeśli przyjrzeć się jego CV, to teoretycznie wszystko wygląda imponująco: długa lista ról teatralnych, jeszcze dłuższa filmografia i dorobek telewizyjny. Problem w tym, że większość tego repertuaru, to doraźne chałturki, którym daleko do artystycznej wyrazistości, a czasami nawet daleko do artyzmu w ogóle.

    Dobry w śląskości?

    Rano "Brunetki, blondynki" zaśpiewane "pod Kiepurę", potem piosenki Kaczmarskiego, w doskoku rólka w objazdowej farsie, potem reklama piwa lub lokaty bankowej. A nad wszystkim nieśmiertelne piętno tak zwanej "śląskiej piosenki biesiadnej", bo artysta wmówił sobie, że jest dobry w śląskości, a śląscy ziomkowie darują każdą tandetę, jeśli tylko artysta potrafi powiedzieć "jo kochom ta ziymia" i popłynąć w rytm szmirowatych "hajmatów".
    1 3 »

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama