Śląski Katyń wciąż bez mogiły

    Śląski Katyń wciąż bez mogiły

    Joanna Heler

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Krzyż na polanie miał podobno postawić jeden ze świadków zbrodni
    1/3
    przejdź do galerii

    Krzyż na polanie miał podobno postawić jeden ze świadków zbrodni ©Fot. Lucyna Nenow

    Katowicki oddział Instytutu Pamięci Narodowej od 8 lat szuka miejsca ich pochówku. Teren wokół upamiętniającego mord pomnika, ufundowanego przez kombatantów przeryto wzdłuż i wszerz. Teraz archeolodzy kopią w miejscu drugiego, niepozornego krzyża. Z głębokiego na półtora metra dołu wyciągają zelówki, metalowe guziki, amunicję. Ciał nie ma. Ale to pierwszy tak istotny ślad od lat.

    Prokurator Piotr Nalepa z IPN-u nie liczy ile razy przemierzał pełną wertepów drogę przez las.
    Jak twierdzi, zbyt wielu świadków powtarza tę samą wersję wydarzeń, by nie dać jej wiary. Potrzeba tylko cierpliwości, by trafić na mogiłę. Krzyż w rogu polany do tej pory traktował jako jeden z wielu śladów.
    - Do znaleziska podchodzę spokojnie. Sparzyłem się, gdy trafiliśmy na odłamki kostne, a te okazały się szczątkami ssaków kręgowych. Moja teoria jest taka, że partyzanci zostali tu rozstrzelani, po czym ich ciała gdzieś wywieziono - twierdzi.

    O tzw. Śląskim Katyniu stało się głośno za sprawą nieżyjącego już mjr Karola Smoczkiewicza, śląskiego partyzanta. Według jego hipotezy, w łaski Henryka Flamego stojącego na czele Narodowych Sił Zbrojnych na Podbeskidziu wkradli się rzekomi oficerowie MSZ na Zachodzie.W rzeczywistości byli to agenci UB. Zaproponowali przerzut za granicę. Transportów mogło być sześć. Jeden dojechał do Dąbrówki. O innych nic nie wiadomo. Partyzantom pozwolono nawet zachować krótką broń.
    W aktach są zeznania świadków znajdujących fragmenty, ubrań i naszywek AK. Czyjś ojciec trafił na dokumenty 39-letniego porucznika. Dziś wszyscy świadkowie już nie żyją. Wielu o tym co widzieli lub słyszeli opowiedziało na łożu śmierci, nim ruszyło śledztwo.

    Żołnierze z 6 Batalionu Desantowo-Szturmowego delikatnie przekopują łopatami ziemię. Błyskają guziki. Bogdanowi Święcickiemu ze Stowarzyszenia Naukowego Archeologów Polskich przypominają te z koszul. Wierzy w odnalezienie mogiły. - Wierciliśmy tu świdrami geologicznymi, używaliśmy georadaru. Teraz pozostaje żmudna, ręczna robota - mówi.
    1 »

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama