Częstochowa: Odwoływali prezydenta na stadionie

    Częstochowa: Odwoływali prezydenta na stadionie

    Bartłomiej Romanek

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Skandalem zakończył się środowy mecz żużlowy Włókniarza z gorzowską Stalą. Członkowie Komitetu Społecznego bez zgody organizatorów zbierali na stadionie podpisy pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta Tadeusza Wrony.
    Dlatego przedstawiciele częstochowskiego klubu poprosili ich o zdeponowanie list i kamizelek w Punkcie Dowodzenia Policji. Po meczu członkowie komitetu odebrali listy i zawiadomili policję. Ich zdaniem, ktoś ukradł im 100 podpisów.

    Podpisy pod wnioskiem o referendum początkowo zbierano przed stadionem. Sławomir Kocyga, członek komitetu, twierdzi, że osoby biorące udział w akcji w nagrodę dostały bilet na zawody żużlowe, ale nie prowadziły agitacji podczas samych zawodów.


    Wolontariusze relacjonują, że przy wejściu zatrzymali ich ochroniarze i kazali oddać kamizelki odblaskowe, w które byli ubrani oraz listy z podpisami. Zajście było filmowane przez jednego z członków komitetu, a w odbieraniu list uczestniczyli Żaneta Boral, dyrektorka ds. marketingu klubu oraz Janusz Haszcz, naczelnik Wydziału Sportu Urzędu Miejskiego.

    - Naczelnik usiłował wyrwać listy. Podpisy zbieraliśmy przed stadionem - mówi jeden z uczestników przepychanki.

    Sławomir Kocyga nie kryje oburzenia zajściem. - Zniknęły listy ze 100 podpisami, dlatego wezwaliśmy policję. Ale referendum i tak będzie, bo mamy już kilkanaście tysięcy podpisów - mówi.

    Joanna Lazar, rzeczniczka Komendy Miejskiej Policji w Częstochowie zapowiada, że organy ścigania zajmą się tą sprawą, ale dopiero po wpłynięciu oficjalnego zawiadomienia, a takiego wczoraj jeszcze nie było.

    Tymczasem, według naszych, ustaleń członkowie Komitetu Społecznego zbierali podpisy na stadionie, co potwierdza wielu kibiców.

    - Po fakcie każdy może powiedzieć, co chce - tłumaczy naczelnik Janusz Haszcz. - Interweniowałem u organizatora w tej sprawie, bo wydaję zgodę na organizację imprezy i odpowiadam za bezpieczeństwo. Kiedy z panią Boral podeszliśmy do mężczyzn, którzy zbierali podpisy, doszło do dyskusji, ale to nie był mój pomysł, żeby zabrać listy. To były zawody i agitacja polityczna nie powinna mieć na nich miejsca. Żaneta Boral z Włókniarza podkreśla, że listy były w bezpiecznym miejscu i nie mogły zniknąć. - Nie ma mowy o tym, żeby ktoś je zabrał. Nie było zgody na zbieranie podpisów, stąd interwencja - tłumaczy.
    1 »

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Chory pomysł

      ed (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 4 / 4

      formacji SLD która chce wyjść z niebytu politycznego , a nazwiska niektórych organizatorów akcji to poliytyczny dom starców. Szkoda że trochę młodzieży dało się na to nabrać.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama