Kopalnia Sośnica-Makoszowy po pożarze nie liczy strat

    Kopalnia Sośnica-Makoszowy po pożarze nie liczy strat

    Joanna Heler

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    W kopalni Sośnica-Makoszowy doszło do drugiego w tym miesiącu podziemnego pożaru. Tym razem w ruchu Sośnica w Gliwicach.
    Dwukrotnie w ciągu sześciu ostatnich dni wycofano górników, pracujących w kopalni Sośnica-Makoszowy w Gliwicach. W tej jednej z największych kopalń, należących do Kompanii Węglowej, we wtorek powtórnie doszło do podwyższenia stężenia tlenku węgla, co może oznaczać powstanie podziemnego pożaru. Trzydziestu ewakuowanych górników nie musiało używać aparatów ucieczkowych. Paradoksalnie, prowadzenie akcji pożarowej wcale nie musi oznaczać zmniejszenia wydobycia i strat finansowych.


    Sośnica-Makoszowy zatrudnia 5500 osób. Wydobycie w niej wynosi 15,5 tysięcy ton węgla na dobę.
    - Dzięki temu, że kopalnia jest dwuruchowa i składają się na nią dwa oddzielne zakłady, może dojść do alokacji pracowników. Górnicy z rejonu, w którym jest prowadzona akcja pożarowa zostaną przeniesieni w inne. Spodziewamy się więc utrzymania wydobycia na dotychczasowym poziomie - twierdzi Zbigniew Madej, rzecznik Kompanii Węglowej.

    Podwyższone stężenie tlenku węgla i innych gazów czujniki wykazały na poziomie 750 i 790 metrów około godziny 1 w nocy, w zlikwidowanej, nieeksploatowanej i niedostępnej pustej ścianie. Zazwyczaj oznacza to podziemny pożar, powstały na skutek samozagrzania się resztek węgla.

    Dlaczego tak często do tego naturalnego, spowodowanego najczęściej przez samą przyrodę tzw. pożaru endogenicznego dochodzi akurat w kopalni Sośnica-Makoszowy?

    - Moim zdaniem, nie należy się tu doszukiwać czegoś nadzwyczajnego. Sośnica-Makoszowy jest kopalnią silnie metanową, ale jednocześnie łatwą w eksploatacji. Węgiel po prostu jest materiałem palnym. Do samozapalenia bardzo często dochodzi od iskier, spowodowanych przez spadające skały. Takie zjawisko traktuje się jako naturalne i nie dopatrywałbym się tu innych przyczyn. To, że w krótkim czasie doszło do dwóch podobnych zdarzeń, to zbieg okoliczności - twierdzi profesor Józef Sułkowski z Instytutu Eksploatacji Złóż Wydziału Górnictwa i Geologii Politechniki Śląskiej.

    - W ostatnich latach w śląskich kopalniach nie mieliśmy sytuacji, by górnicy ucierpieli wskutek podziemnego pożaru - przypomina Edyta Tomaszewska, rzeczniczka Wyższego Urzędu Górniczego.
    Obecnie na poziomie 840 metrów pod ziemią, gdzie do pożaru doszło w ubiegły czwartek, są już wybudowane tamy przeciwpożarowe i podawany jest azot. Wypierając tlen przyspiesza on wygaśnięcie pożaru.

    Na poziomach wyłączonych z eksploatacji po nocnym pożarze pracują specjaliści z Wyższego Urzędu Górniczego i Okręgowego Urzędu Górniczego w Gliwicach. Po otamowaniu wypalanie resztek węgla może potrwać nawet do pół roku.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama