Śląskie potrzebuje młodych i zdolnych

    Śląskie potrzebuje młodych i zdolnych

    Michał Wroński, Ł. Krajewski

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Jest nas coraz mniej, jesteśmy coraz starsi i stanowimy największą grupę wśród wyjeżdżających za pracą na Zachód - taki obraz mieszkańców województwa śląskiego wyłania się z raportu, który przygotował Główny Urząd Statystyczny.
    Opublikowane dane posłużyły do opracowania prognozy na najbliższe 27 lat. Przewidywania są dla naszego województwa bardzo niepokojące. Liczba mieszkańców regionu z obecnych ponad 4,6 miliona zmniejszyć się ma aż o 600 tysięcy!

    Dlaczego tak się dzieje? Naukowcy nie mają wątpliwości, że rodzi się mniej dzieci. Ale systematyczny spadek liczby mieszkańców to przede wszystkim skutek emigracji. Przez najbliższe pięć lat liczba wyjeżdżających z naszego regionu ma stale rosnąć. W kolejnych latach tendencja ta powinna się na szczęście zatrzymywać, ale i tak wyjeżdżających będzie w ciągu roku o kilka tysięcy więcej aniżeli
    przyjeżdżających.

    Właśnie mieszkańcy województwa śląskiego w ciągu najbliższych dwunastu lat stanowić będą największy odsetek (około 20 procent) wszystkich wyjeżdżających na stałe za granicę Polaków. I co najbardziej niepokoi - będą to głównie ludzie młodzi i wykształceni.
    Na szczęście to tylko prognozy. Czy w ogóle można ten trend odwrócić? Oczywiście tak, ale wymaga to wspólnych działań społecznych na szczeblu gmin, naszego województwa i rządu. W skrócie chodzi o to, aby młodym ludziom stwarzać tak dobre warunki, aby nie mieli potrzeby stąd wyjeżdżać.

    - Chuchać i dmuchać na ludzi urodzonych w latach 80. i później. To w nich leży przyszłość. Oni powinni mieć jak najlepsze warunki do życia i zarabiania pieniędzy - radzi Władysław Łagodziński z Głównego Urzędu Statystycznego.

    W 2035 roku Polaków będzie o ponad 2 mln mniej. Tak wynika z przewidywań Głównego Urzędu Statystycznego. Liczba mieszkańców naszego regionu zmniejszy się aż o 600 tysięcy.

    W najbliższych latach roczny "deficyt" w województwie śląskim wynosić ma około kilkanaście tysięcy osób, po roku 2017 ubytki przekroczyć mają nawet 140 tysięcy w ciągu pięciu lat. Straty będą równo podzielone między kobiety i mężczyzn - ubędzie ich po około 300 tysięcy.

    Systematyczny spadek liczby mieszkańców to przede wszystkim skutek emigracji. Przez najbliższych pięć lat liczba wyjeżdżających z naszego regionu ma stale rosnąć, osiągając w roku 2012 pułap prawie 59 tysięcy. W kolejnych latach tendencja ta powinna się zatrzymać, ale i tak wyjeżdżających będzie w roku o kilka tysięcy więcej aniżeli przyjeżdżających.

    Ci, którzy pozostaną w dotychczasowym miejscu zamieszkania będą natomiast żyli dłużej - tak przynajmniej prognozują eksperci GUS-u. Do roku 2035 średni wiek kobiet w naszym regionie wydłuży się o trzy i pół roku (sięgając 82,2 lat), natomiast mężczyzn o prawie sześć lat (sięgając 76,9 lat). Będą to wskaźniki nieznacznie niższe od średniej krajowej.

    - Z indywidualnego punktu widzenia to świetna wiadomość. Jednak dla społeczeństwa może się okazać groźna - przestrzega Irena Kotowska, demograf. Z drugiej strony bowiem Polki w 2020 roku będą rodzić dopiero po trzydziestce. Jeśli w ogóle będą się na to decydowały, bo już teraz coraz mniej kobiet wybiera macierzyństwo.

    A mniejsza liczba narodzin przy coraz większej liczbie zgonów powoduje, że społeczeństwo jest coraz starsze. W 2035 roku według GUS 272 tys. dzieci przyjdzie na świat, a aż 450 tys. osób umrze.
    Polacy wymierają, choć według założeń GUS śmiertelność noworodków spadnie do 2035 roku do poziomu 3,2-3,5 proc. oraz zmniejszy się liczba zawałów. Coraz większym problemem ma być za to wirus HIV oraz choroby nowotworowe.

    - Niestety, widać, że nie udało się nam zahamować tej tendencji, choć w ostatnich latach tak się wydawało - komentuje Władysław Łagodziński z GUS. - Postarzanie się społeczeństwa niesie ze sobą zagrożenie konfliktu między starszymi Polakami a młodzieżą. Skostniałe podziały społeczne, załamany system emerytalny i brak sił witalnych w społeczeństwie to powody, dla których ludzie mogą masowo wychodzić na ulice - przewiduje Mirosław Pęczak, socjolog.

    Otworzyłoby to partiom radykalnym drogę do wygrania wyborów. Podobne problemy miały ostatnio Niemcy oraz Francja. W naszym kraju szykują się także ogromne zmiany kulturowe. Coraz częściej popkultura zwracać się będzie w stronę ludzi po sześćdziesiątce.
    - Już teraz wystarczy spojrzeć na podstarzałe gwiazdy rocka, które na liście "Forbesa" zajmują czołowe miejsca - mówi Pęczak.

    Socjolog przewiduje także, że niepewna jest przyszłość Kościoła przy zwiększającej się laicyzacji społeczeństwa. Nie zmieni tego nawet spodziewana przewaga w społeczeństwie starszych osób.
    Ciekawie prezentują się także dane dotyczące migracji ludności. W latach 20. wiele osób wyjedzie z miasta na wieś. Liczba emigrantów z naszego kraju będzie rosła do 2012 roku. Potem coraz mniej Polaków ma uciekać na Zachód. Stopniowo będzie się zwiększać liczba imigrantów, którzy na stałe zaczną sprowadzać się do Polski. W 2020 roku ma osiągnąć 30 tys. osób rocznie i o jedną trzecią przekroczyć liczbę osób wyjeżdżających z kraju.

    - Ta liczba jest prawdopodobna, ale zależy od polityki imigracyjnej naszego państwa. Wielokulturowość niesie ze sobą sympatyczne skutki, ale i kłopoty - opowiada Pęczak.
    Plusy to według socjologa zwiększenie tolerancji i kolorytu społeczeństwa. Minusy to bariery kulturowe, których czasem nie da się przeskoczyć oraz poczucie zagrożenia ze strony rdzennych mieszkańców.
    - Będziemy musieli się otworzyć - mówi Irena Kotowska.

    - Możemy stanąć naprzeciw podobnych problemów, jakie ma teraz Francja - ostrzega jednak Pęczak.
    Pracownicy GUS uwzględnili w swoich badaniach różne tendencje - liczbę rozwodów, małżeństw, migracji ludności wewnątrz kraju, dobrobyt społeczeństwa. Założyli także, że za kilkanaście lat ma powstać wielka aglomeracja warszawsko-łódzka. Inną specyfikę przyjęli dla różnych województw. Różnice są tu na tyle duże, że np. w woj. warmińsko--mazurskim średnia życia mężczyzny jest o 1,5 roku mniejsza niż warszawiaka.

    - Nie wolno zapomnieć, że to tylko prognoza - pociesza Łagodziński. - Przewidywaną przyszłość da się zmienić - mówi. Po pierwsze trzeba lepiej wykorzystać ludzi aktywnych zawodowo, a więc zmniejszyć bezrobocie. Do pracy należałoby również namówić ludzi w wieku emerytalnym. Jednocześnie trzeba zachęcać młodych Polaków do rodzenia dzieci, na przykład przez elastyczne formy zatrudnienia.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama