Autobus spocony przez ulice mknie

    Autobus spocony przez ulice mknie

    Robert Siewiorek

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Kierowca był w niedoczasie. Gdy większość szanujących się fachowców na państwowym łapała fuchy (były to lata 70.), on musiał wieźć gospodynie na targ.
    Pędził więc swoim jelczem, co chwilę ścinając jakiś zakręt albo krzak na poboczu. Zrazu stłoczone w środku baby wesolutko popiskiwały, ale szybko spoważniały, a ta i owa zaczęła nawet półgębkiem protestować. Odpowiedzią kierowcy było więcej ściętych krzaków i zakrętów, do czego doszło ostre hamowanie i ruszanie. Po którejś z takich kombinacji połowa kumoszek, uczepionych poręczy, półek oraz łydek i łokci koleżanek, poleciała z wrzaskiem na podłogę. Ich "łojezu, łojezu!", pomieszane z gdakaniem kur i zapachem wędlin rozsmarowanych na spódnicach, zamieniło autobus w obwoźny stragan niczym z filmów Kusturicy. I wtedy kierowca odwrócił się ku leżącym i krzyknął:

    - Leżeć! Za chwilę znowu będę hamował!

    O tej historii, opowiedzianej mi przed laty przez ciotkę, która w tamtym autobusie straciła nabiał, a zyskała siniaki - przypomniałem sobie, gdy usłyszałem, jak po Rybniku w upalne dni jeździ się pięknymi autobusami marki Mercedes. Jeździ się nimi kulturalnie, spokojnie, tyle że w cieple i bez przeciągów. Rybnickie mercedesy są bowiem bardzo nowoczesne, okna mają nieotwierane i klimę w standardzie. Tyle że tej klimy kierowcy nie włączają, bo szefowie kazali im oszczędzać paliwo. Prawdopodobnie nie włączają jej też jeszcze z powodu odkrycia, jakiego dokonał prezes od transportu w Rybniku Kazimierz Berger: ludzie co chwilę włażą i wyłażą z autobusów, wpuszczając ciepło. No to nie ma sensu klimatyzować.

    Logika Bergera i tych autobusowych szefów w Rybniku, którzy walczą z chłodzeniem w transporcie publicznym, jest plastyczna jak gładź szpachlowa i ma wielki potencjał. Sprzyja bezpieczeństwu publicznemu: klient nieklimatyzowany jest osłabiony, więc nieawanturujący się. Daje też szansę na kolejne oszczędności. Gdyby zlikwidować przystanki, ludzie mieliby mniej okazji do wiercenia się w autobusach, podróżując od dworca do dworca. Latem nie wpuszczali, a zimą nie wypuszczaliby więc ciepła. No i mniej zabawy w ruszanie i hamowanie to oszczędność na paliwie.

    Teoria ta, wdrożona w toaletach, pozwoliłaby zlikwidować spłuczki (w muszli i tak zaraz znowu się nabrudzi) oraz papier (im mniej wiercenia się tym lepiej).

    Czy to prezes Berger rozpoczynał karierę w tamtym autobusie jadącym na targ? Ma przecież ten sam zmysł do oszczędzania energii - wtedy marnowanej przez baby na wstawanie z podłogi, dziś - przez rybnickie mieszczki, które się pocą, bo nie potrafią usiedzieć.

    Chyba nie, ale jeszcze zapytam ciotkę.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      wrócił! Nareszcie

      w. alien (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 2 / 2

      i nareszcie zlikwidował skutki uboczne kariery czyli niepisania!;)

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama