Śląsk rozczarował hitlerowców

    Śląsk rozczarował hitlerowców

    Teresa Semik

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    O radosnym powitaniu Wehrmachtu na Górnym Śląsku, uciekających Polakach, odwrocie Armii Kraków i planach hitlerowców związanych z budową nowej stolicy Śląska z historykiem katowickiego IPN, Grzegorzem Bębnikiem, autorem książki Katowice we wrześniu '39 rozmawia Teresa Semik
    Wkraczające 4 września 1939 roku do Katowic wojska niemieckie witano wylewnie, entuzjastycznie. Prawda czy mit?
    Prawda, nie da się zaprzeczyć. Zaświadczają o tym również liczne fotografie dokumentujące przywitanie wojsk niemieckich - tłumy na ulicach, wyciągnięte ręce ku górze, a przede wszystkim uśmiechnięte twarze. Takich scen nie można było zainscenizować.

    Pod tym względem Katowice nie były wyjątkowe?

    Kiedyś podjąłem się napisania artykułu o reakcji ludności Śląska na wkraczanie wojsk niemieckich i rekonstruowałem wydarzenia w Tarnowskich Górach, Mikołowie, Rybniku, Mysłowicach. Wszędzie wyglądało to tak samo wylewnie. Nie można jednak powiedzieć, że cała ludność wyległa na ulicę, bo to nie jest mierzalne. Nie wiadomo, jaki odsetek kierował się rzeczywistym entuzjazmem, a jaki odsetek stanowił zaciekawiony widokiem wojska tłum gapiów.

    Ci, którzy uważali się za Polaków i walczyli o polski Śląsk, wcześniej wyjechali?
    Część na pewno wyjechała i to już w lipcu czy sierpniu, co wywarło fatalne wrażenie na tych, którzy pozostali. Wyjeżdżali najczęściej ci, którzy odnieśli największe profity z przyłączenia części Górnego Śląska do Polski, osadnicy z różnych stron kraju. Wyruszali w drogę powrotną z całym dobytkiem, asekurancko zadbali o swoje rodziny i majątek.

    Jak miejscowi komentowali ten eksodus?
    Cóż mogli mówić? Gorole uciekają!

    Łatwo dziś ich oceniać, ale to był wybór: życie albo śmierć!

    Nie przekładałbym dzisiejszej wiedzy do ówczesnego stanu świadomości. W lipcu czy sierpniu 1939 r. nic na dobrą sprawę nie można było wiedzieć, co będzie dalej.

    W tym kontekście obrona Katowic jest prawdą czy mitem?
    Z jednej strony mamy ludzi wiwatujących na cześć oddziałów Wehrmachtu, z drugiej desperatów, którzy wchodzą na dachy i do żołnierzy strzelają.
    Mamy do czynienia z dwoistością postaw i tego nie da się rozłączyć. Chcę to podkreślić z całą stanowczością. Wzbraniam się przed określeniem "obrona Katowic", bo ono sugeruje wojskowy kontekst: dowództwo, plan, konkretne działania. Nic takiego się nie zdarzyło. To były starcia toczone przez grupy, które nie miały ze sobą żadnego kontaktu.

    Kim byli strzelcy? Harcerzami, powstańcami , kim jeszcze?

    Częstokroć ludźmi, którzy zostali w Katowicach przypadkowo. Albo nie dotarł do nich rozkaz o ewakuacji, albo też ten rozkaz zignorowali. Jeszcze inni kierowali się trudnym dziś do wyjaśnienia przeświadczeniem, że jednak należy zostać i podjąć walkę.
    1 3 4 5 »

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo