Ważne
    Osiemnastu poparzonych górników jest w ciężkim stanie

    Osiemnastu poparzonych górników jest w ciężkim stanie

    Grzegorz Lisiecki

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Osiemnastu ciężko poparzonych górników z kopalni Wujek trafiło do siemianowickiego Centrum Leczenia Oparzeń. Ich stan jest ciężki. - Mają poparzone od 40 do 90 procent ciała. Podejrzewamy też poparzenia dróg oddechowych - poinformował dr Marek Grabowski.
    Pierwsza karetka z rannymi górnikami pojawiła się w CLO o godzinie 11.45. Później przyjechało ich jeszcze czternaście. W każdej było dwóch, lub trzech górników. Jedna przywiozła aż pięciu. Trwało to kilka godzin. Centrum Leczenia Oparzeń - z braku wolnych łóżek - mogło jednak przyjąć ograniczoną liczbę pacjentów, dlatego kilku znalazło się w szpitalach w Chorzowie i Świętochłowicach. Trzech z nich przetransportowano natomiast do Szpitala Miejskiego w Siemianowicach Śląskich.
    - Dotarło do nas trzech pacjentów o różnym stopniu obrażeń i różnym obszarze poparzenia skóry - potwierdza Bolesław Gębarski, dyrektor siemianowickiej placówki. - Byliśmy na to przygotowani, dlatego procedura przeniesienia ich od izby przyjęć do szpitalnego łóżka trwała tylko dwie minuty. Co do ich stanu; trudno powiedzieć, jak się sprawa potoczy. Mówimy przecież o pacjentach, którzy mają nawet 50 procent poparzonej skóry, dlatego jest to bardzo trudny temat.

    Późnym popołudniem stan trójki górników hospitalizowanych w Szpitalu Miejskim był stabilny. - Dwóch górników jest w stanie ciężkim, w przypadku trzeciego jesteśmy bardziej spokojni - dodał dyrektor Gębarski.

    Tu możesz złożyć wpis do księgi kondolencyjnej

    Tymczasem pod oparzeniówką już od południa zaczęły gromadzić się rodziny rannych górników. Jedną z pierwszych była Małgorzata Szklarz z Chorzowa. Jej chłopak, Rafał, znalazł się wśród rannych. - Zadzwoniła do mnie mama Rafała - mówiła zrozpaczona. - Niestety, nie wiem w jakim stanie jest Rafał, bo lekarze nic nam nie mówią...

    Rodziny poparzonych górników przez kilka godzin bezskutecznie domagały się informacji na temat stanu zdrowia hospitalizowanych. Niemal wszyscy podkreślali, że o wypadku dowiedzieli się z mediów. - Z kopalni nikt do nas nie zadzwonił - denerwowali się. - Chcę wiedzieć co z moim mężem - płakała pani Aleksandra z Siemianowic, która pod CLO przyszła z córką. - Zawsze martwiłam się, że może zdarzyć się taki wypadek i tyle razy mówiłam mężowi, żeby zmienił pracę...

    Izabela Bojsza z Rudy Śląskiej również z niecierpliwością czekała na oświadczenie lekarzy. - Podobno mój mąż wyszedł z kopalni o własnych siłach. Mam nadzieję, że będzie dobrze...
    1 »

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama