Słuchają nas dopiero, gdy jest katastrofa - mówią w Centrum...

Słuchają nas dopiero, gdy jest katastrofa - mówią w Centrum Leczenia Oparzeń

Agata Pustułka

Dziennik Zachodni

Aktualizacja:

Dziennik Zachodni

Od 200 do nawet 400 tysięcy złotych może kosztować leczenie każdego z górników poparzonych w piątkowej katastrofie w kopalni Wujek- Śląsk w Rudzie Śląskiej.
W szpitalach regionu cały czas trwa dramatyczna walka o ich życie, o każdy kolejny oddech poszkodowanych. Tych, którzy przeżyją, a wszyscy mamy nadzieję, że lista ofiar nie będzie już większa, czeka wielomiesięczne leczenie, a potem równie długa rehabilitacja.

Większość z górników ma niestety uszkodzone drogi oddechowe, zaś oparzenia zajmują od 40 do 90 proc. ciała.

W wielu przypadkach to rany głębokie, szczególnie groźne, zwiększające ryzyko powikłań. W tej sytuacji terapia to wieczna huśtawka i wielka niewiadoma, bo stan chorego może zmienić się z minuty na minutę.

Górnicy poszkodowani w katastrofie są niemal całkowicie bezbronni wobec bakterii, bo stracili swą naturalną ochronę i zaporę dla drobnoustrojów, czyli skórę. Muszą przebywać w maksymalnie antyseptycznych warunkach. Niezwykle istotna dla tych chorych jest praca układu oddechowego. Gdy tylko stan pacjentów na to pozwoli powinni zostać poddani leczeniu w komorze hiperbarycznej, w której dzięki zwiększonemu ciśnieniu tlenu rany szybciej się goją . Taka komora jest w Siemianowicach i już uratowała wielu górników - ofiar wypadków.

- Stosujemy najlepsze, najskuteczniejsze dostępne nam metody leczenia - mówi dr Mariusz Nowak, dyrektor Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich.

Niestety za najnowocześniejszą metodę hodowli skóry do przeszczepu Narodowy Fundusz Zdrowia nie płaci od ręki, ale wydaje na jej wykorzystanie stosowną zgodę. W tym przypadku wszyscy górnicy z kopalni Wujek-Śląsk muszą zostać jej poddani, zaś decyzję o hodowli skóry trzeba podjąć niemal natychmiast.

- W tej metodzie od pacjenta pobiera się fragment jego skóry, a następnie namnaża się w naszej pracowni, jedynej takiej w Polsce. Koszt procedury waha się od kilkudziesięciu do ponad dwustu tysięcy złotych, w zależności od rozległości poparzeń - twierdzi dyrektor Mariusz Nowak, który nie ukrywa rozżalenia, że każdorazowo, by zastosować metodę musi czekać na łaskawe wyrażenie zgody.

- Mam nadzieję, że Narodowy Fundusz Zdrowia zmieni zdanie i nie będzie już problemów, a sprawa zostanie systemowo rozwiązana. Oczywiście w obecnej sytuacji podejmujemy decyzje najlepsze dla zdrowia górników nie oglądając się na koszty. Przykro mi w ogóle mówić o tej sprawie w tak tragicznej chwili, ale prawda jest taka, że nasz głos słyszany jest dopiero wtedy, gdy dojdzie do katastrofy - przyznaje dr Nowak, który dodaje, że specyfika leczenia poparzonych nie jest niestety uwzględniona przez NFZ.

- Zacznijmy od takiego Oddziału Intensywnej Opieki Medycznej. Miesięcznie jesteśmy do tyłu około 100 tys. złotych, bo nikomu z urzędników nie przyszło do głowy, że pobyt poparzonego na naszym OIOM-ie jest dwa razy droższy niż w przypadku tradycyjnych tego typu oddziałów - mówi dyrektor Nowak. - Weźmy pod uwagę choćby ilość zużytych leków, opatrunków, płynów.

Z naszych informacji wynika, że NFZ i ministerstwo zdrowia zapłacą za leczenie każdego poszkodowanego w wypadku w rudzkiej kopalni.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

DZ poleca

Wideo