Gustlik też służył w Wehrmachcie

Gustlik też służył w Wehrmachcie

Janusz Szymonik

Dziennik Zachodni

Dziennik Zachodni

Czy dziadek z Wehrmachtu to wyłącznie rodzinny epizod, którego należy się wstydzić? Tak pewnie uważa większość Polaków.
Jacek Kurski, wyciągając swego czasu papiery na dziadka Donalda Tuska, liczył na polityczne profity i obywatelskie potępienie premierowskich korzeni. Jednak o tym, że w czasie wojny Kaszubi i Ślązacy byli wcielani do hitlerowskiej armii, i nie miało to nic wspólnego z ochotniczym poborem, często zapominamy lub nie mamy takiej wiedzy. Ci, co przeżyli, jeśli wrócili do Polski, byli narażeni na represje i życie z łatką hitlerowca. Listy Ślązaków, żołnierzy Wehrmachtu, rzadko wychodziły na światło dzienne


Po naszym poniedziałkowym artykule "Niech te listy służą historii" , w którym, na podstawie listów z wojny, opisaliśmy tragiczne losy Ślązaka Romana Biegusa, wcielonego do Wehrmachtu i poległego w Afryce, w internecie zawrzało.

"Mojego dziadka też chcieli na siłę, ale uciekł. Co najciekawsze, jak dostał kartę powołania i stawienia się tam a tam, jako wehrmachtowiec kat II B, ubrali go jeszcze w używany po jakimś szwabie mundur" - napisał Wróbel, jeden z naszych Czytelników.

Faktor dodał: "Miał wybór (Biegus - dop. red.), albo być Polakiem z biletem do Stuthoffu w jedną stronę lub ucieczka, albo, podpisując volkslistę III grupy, stać się obywatelem niemieckim, aż do odwołania - tzw. folksdojczem".
Jednak historia nie zawsze zostawia wolny wybór. Człowiek wkręcony w jej tryby rzadko decydował o sobie. Chyba że nadarzała się sposobność.

Dezercje Ślązaków z Wehrmachtu, co potwierdzają historycy, m.in. prof. Zygmunt Woźniczka, były powszechne, a w polskiej armii na Zachodzie formowano z nich nawet całe bataliony.
Jednak nie wszyscy żołnierze mieli szansę na zrzucenie hitlerowskiego munduru. Ginęli więc na froncie, dostawali się do alianckiej niewoli. Ci co przeżyli, jeśli wrócili do Polski, byli narażeni na represje i przyklejenie łatki hitlerowca. Także ich bliscy. Z tych powodów listy z Wehrmachtu rzadko wychodziły na światło dzienne i dziś są cennym świadectwem powikłanych śląskich losów.

Dyrektor Biblioteki Śląskiej oraz szef katowickiego oddziału IPN już zadeklarowali, że nie zaprzepaszczą tych dokumentów. Być może listy zostaną opracowane i wydane.
Dzięki listom z Wehrmachtu, mamy wreszcie szansę nadrobić lekcję historii, odkłamać stereotypy, których przez lata prostować nikt nie chciał.

Dla władzy w PRL-u idealnym Ślązakiem był Gustlik z serialu "Czterej pancerni i pies", poczciwy Hanys, który zdezerterował z Wehrmachtu, by ochoczo służyć w armii Berlinga. Taki miał być propagandowy Ślązak z czasów II wojny światowej. Prawda była inna.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

DZ poleca

Wideo