Ważne

    Dzień w Juriewie

    Julita Adamiuk

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    **** Rosja/Niemcy, 2008, dramat, reż. Kiriłł Serebrennikow, wyst. Ksenia Rappoport, Jewgienia Kuzniecowa, Sergiej Sosnowskij, dyst. Vivarto
    Słynna śpiewaczka operowa Luba razem z synem Andriejem jadą do Juriewa. W czasie podróży mają sobie niewiele do powiedzenia. Dawno stracili wspólny język. Kobieta chce pożegnać się z rodzinnym miastem zanim na stałe przeprowadzi się do Niemiec. Gdy przekraczają granicę prowincji ma się wrażenie, że powtarzają los Rose i Sharon z Silent Hill. Ląduja w odciętej od świata osadzie, gdzie czas jakby się zatrzymał.
    Wszystko jest pokryte śniegiem i częściowo skute lodem. Po ulicach niczym zjawy krążą pijani ludzie. Matka i syn są traktowani niczym trędowaci. Czekając na Andrieja, który miał zwiedzić muzeum, Luba zasypia. Gdy się budzi, chłopaka przy niej nie ma. Nie dzwoni i nie odbiera telefonów. Przerażona rozpoczyna poszukiwania. Kilkanaście razy wydaje się, że trafia na ślad Andrieja. Ale za każdym razem okazuje się, że to pomyłka.

    Mimo ekscytującego zawiązania akcji, "Dzień w Juriewie" nie jest trzymającym w napięciu thrillerem i jako taki nie zadowoli miłośników kryminalnych zagadek. To dramat o kobiecie, która powoli wtapia się w otoczenie, od którego przed laty się odcięła. I doświadcza macierzyństwa dopiero po stracie dziecka. Ból najlepiej ukazuje scena, w której Luba śpiewa jedną z arii operowych póki nie traci głosu. Potem farbuje włosy na rudo (tylko taką farbę można dostać w sklepie) i zatrudnia się w więziennym szpitalu dla gruźlików. Ostatecznie staje się inną kobietą: skromnie ubraną, zarazem pokorną i silną, która czeka na "zmartwychwstanie" syna.

    Nie bez powodu używam "biblijnego" słowa. Cały film jest przesiąknięty (ale nie przeładowany) religijną symboliką, poczynając od imienia głównej bohaterki (lubow - z ros. miłość), a skończywszy na scenie, w której Luba obmywa rany skatowanego przez współwięźniów gruźlika. Tego samego, który nazywa ją przybraną matką. Właśnie w scenach, a nie klasycznie w kształtach i kolorach przedmiotów trzeba rozpoznać ukryte znaczenia. Zwłaszcza, że z każdą minutą, z kolejną wskazówką, która ma doprowadzić matkę do syna, film jest coraz mniej realistyczny. Zmierza w kierunku biblijnej przypowieści o powrocie córki marnotrawnej do Boga (w finale dołącza do chóru cerkiewnego). Posągowa Ksenia Rappoport grająca Lubę znakomicie pasuje do tej historii o lekko onirycznym charakterze. A w wyrażeniu różnych stanów - niepokoju, wewnętrznego chaosu, desperacji, w końcu wyciszenia, ale i determinacji - pomaga aktorce świetna praca kamery. W takim wypadku łatwiej wybaczyć błędy kompozycyjne (krótki wstęp i zakończenie; sceny, które niczego nie wnoszą) i zrozumieć decyzję jury festiwalu w Warszawie, które w zeszłym roku przyznało filmowi Grand Prix.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama