Język nas łączy i określa

Język nas łączy i określa naszą tożsamość

Teresa Semik

Dziennik Zachodni

Aktualizacja:

Dziennik Zachodni

Z wicemarszałek Senatu Krystyną Bochenek, polonistką, rozmawia Teresa Semik
Kiedy kończyła pani filologię polską, czy myślała pani, by po studiach uczyć w szkole?

Nie wykluczałam tego. Świetnie czuję się wśród młodych ludzi, mam z nimi dobry kontakt i te dobre relacje wcale nie zmieniają się z upływem lat. Jako studentka miałam nawet zajęcia z uczniami, ciekawiły mnie.

Co stanęło na przeszkodzie?

Brak dostatecznie dużo cierpliwości. Nie mam jej aż tyle, by zostać nauczycielką, a bez tego nie można być dobrym pedagogiem.

W 1987 roku wymyśliła pani ogólnopolskie Dyktando i skutecznie zachęciła do jego napisania już ponad 50 tys. osób, także w sędziwym wieku. Ortograficzne sprawdziany powinniśmy zostawić miłośnikom ortografii?

Gdybym została nauczycielką, pewnie robiłabym dyktanda, w edukacji języka polskiego są one potrzebne. Porządkują i utrwalają wiedzę. Poza tym dostarczają pewnych emocji. Do dziś pamiętam swój pierwszy sprawdzian w szkole i błędy ortograficzne, które popełniłam w słowach "kogut" i "królik". Niektórzy językoznawcy podnoszą, że zapanował kult ortografii, fetyszyzuje się ją. Dyktanda można robić od czasu do czasu, a nie nękać nimi uczniów. Mam świadomość, że nie jest to najważniejsza część kultury języka polskiego, że są obszary, które może są bardziej istotne, jak, na przykład, świadomość językowa, poprawne mówienie, znajomość literatury czy kultury polskiej. Znam ludzi, którzy są wielkimi humanistami, a mieli kłopot z poprawnym napisaniem dyktanda.

Za naszych szkolnych lat trzy błędy ortograficzne dyskwalifikowały pracę pisemną z polskiego. Dziś ortografia nie jest kryterium dominującym przy ocenie, na przykład, egzaminu maturalnego. To dobrze?

Nie uważam, że ktoś, kto pisze z błędami, nie mógłby dostać piątki z języka polskiego. Ważna jest także świadomość, że tak, jak nie wypada chodzić z brudnymi paznokciami, nie można robić kardynalnych błędów, bo to zwyczajnie wstyd. Ktoś, kto uważa się za człowieka kulturalnego, musi znać kanony ortografii i starać się pisać poprawnie.

Dziś zawsze może się usprawiedliwić, że ma dysleksję czy dysortografię.

To prawda, ale usprawiedliwienie skutkuje tylko w szkole. Co łączy ludzi poza ziemią? Właśnie język. Po polsku wyrażamy miłość, na grobach bliskich mamy polskie napisy, modlimy po polsku i kłócimy. To nas łączy i wyznacza naszą tożsamość.

Wyraz błędnie napisany na klasówce uczeń musi nieraz napisać w domu poprawnie, na przykład sto razy. Oczywiście odręcznie. Czy to dobra kara?

Każdą karę trzeba stosować z umiarem. Jeden uczeń zapamięta w ten sposób poprawną pisownię do końca życia, a drugi ze złości, że musi pisać jak automat, zapomni już przy trzydziestej powtórce. Językoznawcy podpowiadają też, że w szkolnych dyktandach nie należy stosować zbyt dużo pułapek, bo to zniechęca uczniów do ortografii. Prof. Jerzy Podracki zrobił typologię błędów przystankowych, dzieląc je na pierwszo- i drugorzędne. Rażące błędy interpunkcyjne to m.in. postawienie jakiegokolwiek znaku interpunkcyjnego na początku wiersza. Drugorzędne to błędy w stosowaniu średnika, myślnika, wielokropka, cudzysłowu, dwukropka. Komisja dydaktyczna Rady Języka Polskiego do błędów rażących postanowiła zaliczyć te w zakresie pisowni wyrazów z "ó", "u", "ż", "rz" (w tym wyjątki od pisowni "rz" po spółgłoskach) oraz mylenie "ch" z "h". Ponadto do rażących błędów należy pisownia "nie" z różnymi częściami mowy, błędy w pisowni wielką i małą literą (z wyjątkiem pisowni przymiotników dzierżawczych), w zakończeniach "ji", "ii". Za drugorzędne uznano pisownię wyrażeń przyimkowych, dzielenie wyrazów przy przenoszeniu do nowej linii, pisownię zakończeń "ski", "cki", "stwo", "wstwo", a także pisownię przedrostków "z", "s", "ś".

Nieustannie wysuwane są postulaty, by polską ortografię uprościć. Rada Języka Polskiego, którego jest pani członkinią, nie spieszy się ze zmianami.

Są pewne zaszłości historyczne, których nie można zmienić z dnia na dzień, ponieważ zmieniłby się sens całego zdania. Nie można robić takiej rewolucji, ponieważ ona by zaburzyła ewoluowanie języka.

Kilka lat temu Rada Języka Polskiego wprowadziła zasadniczą zmianę - "nie" z imiesłowami przymiotnikowymi piszemy łącznie. Kto wcielił tę zasadę w życie, zobowiązał informatyków, by przeprogramowali zapisy w słownikach ortograficznych?

Na stronie internetowej Rady Języka Polskiego na pewno są umieszczone te zmiany i jest to jedyny sposób komunikowania się w tej sprawie. Jest to problem, jak tę wiedzę upowszechniać. Ogromne pole do popisu jest również dla dziennikarzy.

Każda forma, która w sposób niekonwencjonalny upowszechnia i popularyzuje język polski jest ważna. Należy do nich katowickie Dyktando. Co, zdaniem pani, zdecydowało o jego sukcesie?

Chęć rywalizacji, sprawdzenia się w dziedzinie dostępnej dla wielu osób. Dla mnie ważne jest też to, że ta impreza przetrwała prawie w tej samej formule. Moja pasja i aktywność nie wystarczyłaby, gdyby nie było odbiorców. W Katowicach na Dyktandzie ciągle są tłumy. Towarzyszą mu niesamowite emocje. Dorośli ludzie przypominają sobie szkolne lata i to jest piękne. W dodatku kto nie miał kłopotu z ortografią w szkole, ma szansę wygrać.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

DZ poleca

Wideo