Aptekarska wojna trwa

    Aptekarska wojna trwa

    Aldona Minorczyk-Cichy

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Dwa tysiące złotych nagrody otrzyma ten, kto znajdzie wandali wybijających szyby w aptece Artura Turka. Farmaceuta z Jaworzna nie ma wątpliwości, że za dewastowaniem jego apteki stoi konkurencja.
    To jednak tylko przeczucia. Dowodów brak. Policja jest bezsilna. Już dwukrotnie umarzała dochodzenie w tej sprawie. Czy tak będzie i tym razem?

    - Umorzenia następowały, bo nie wykryliśmy sprawców. Nie znaleziono dowodów potwierdzających podejrzenia właściciela. Obecne postępowanie jest na etapie wstępnym - mówi Wojciech Głowacz z Komendy Miejskiej Policji w Jaworznie.

    Większość śląskich aptek jest zadłużonych.
    W co piątej zobowiązania są wyższe niż jej wartość. Farmaceutów wykańczają duże sieci. Sprzedają taniej, dają pacjentom prezenty. Niektórym z aptekarzy zaczynają puszczać nerwy. Tak przynajmniej od ponad pół roku dzieje się w Jaworznie. Zawsze po tym, jak doktor farmacji Artur Turek rozpoczyna akcję promocyjną.

    Pierwszy raz wybito mu szybę w drzwiach apteki przy ul. Grunwaldzkiej pod koniec listopada 2007 roku.

    - To była szara kostka brukowa. Z obu stron ktoś na niej napisał: "Zero rabatu". Chyba po to, żebym jej nie przegapił. Drugi raz w styczniu wybito szybę wystawową wystawową. Użyto dokładnie takiej samej kostki - opowiada Turek.

    Trzeci atak miał miejsce kilka dni temu. Poleciały dwie szyby. Znowu użyto szarych, betonowy kostek. - Stało się to po tym, jak daliśmy 10 proc. rabatu na niektóre preparaty. Mam tego dość - irytuje się właściciel apteki. Dlatego temu, kto wskaże sprawców chce dać 2000 zł nagrody. Z akcji promocyjnych zrezygnować nie ma zamiaru.

    Skąd bierze się problem z aptekami? W ciągu ostatnich czterech lat ich liczba zwiększyła się o 30 procent. Pojawiają się przy przychodniach, hipermarketach. Słowem tam, gdzie jest duży ruch. Odbierają klientów starym punktom. Te wpadają w tarapaty finansowe.

    Szacuje się, że apteka, aby dobrze funkcjonować, powinna mieć co najmniej 5 tysięcy klientów. W tej chwili, gdy jest ich około 13 tysięcy, na jedną przypada niemal o połowę mniej kupujących. To zaś oznacza kłopoty.

    Z roku na rok przychody aptek maleją. Rosną za to koszty prowadzenia działalności. Dlatego bankructwa i procesy sądowe są na porządku dziennym. Niektóre z punktów przejmują hurtownie za długi. Omijają przy tym prawo, bo hurtownia nie powinna zajmować się detalem.

    Polski rynek został opanowany przez zachodni kapitał. Tworzone są sieci tanich aptek. Te małe, przekazywane czasem z pokolenia na pokolenie, nie mają z nimi żadnych szans. Pacjenci idą tam, gdzie zapłacą mniej. Takie jest prawo rynku. Tyle, że przy okazji niektórym puszczają nerwy. - To dla mnie niepojęte. Prymitywne i chamskie. Drugą aptekę mam w Dąbrowie Górniczej. Tam konkurencja mocno daje mi się we znaki. Nigdy jednak nie przyszło mi do głowy, by wziąć kamień i rzucić nim w szybę. Stosuję zgodne z prawem działania marketingowe - wyjaśnia Turek.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama