Zero

    ML

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    *** Polska, 2008, obyczajowy, reż. Paweł Borowski, wyst. Robert Więckiewicz, Sonia Bohosiewicz, Marian Dziędziel, dyst. Monolith
    Jeden dzień z życia grupy ludzi z bliżej nieokreślonej metropolii. Ich drogi przecinają się. Każde spotkanie, zaplanowane bądź przypadkowe, ma jakieś konsekwencje nie tylko dla nich samych.



    Lawinę wydarzeń zaczyna pewien biznesmen, który wynajmuje niezbyt reprezentacyjnych detektywów. Jak w sztafecie, kamera porzuca biznesmena i skupia się na detektywach. Ci zjawiają się w mieszkaniu pewnej kobiety przebrani za elektryków. Zakładają pluskwę, by przyłapać niewierną na schadzce z kochankiem. Sztafeta się rozkręca. Z kamienicy przenosimy się na ulicę, do sklepu, budynku korporacji czy hotelu.
    Po drodze pojawiają się między innymi taksówkarz, rodzice chłopca czekającego na przeszczep, pani doktor i jej żigolak, starszy pan z fundacji na rzecz dzieci, alfons i gwiazda porno, biedny domokrążca itd. Ich historie poznajemy we fragmentach.

    "Zero" jest bez wątpienia filmem oryginalnym jak na polskie warunki. Paweł Borowski z zaskakującą jak na debiutanta zręcznością panuje nad mozaikową konstrukcją akcji, z której wyłania się obraz miejskiej społeczności. Podpatrujemy ludzi jak przyrodnik naturę. Patrzymy, co się u nich dzieje. Każdy ma jakąś historię i problem, z którym się zmaga: zdrada partnera, romans, niechciana ciąża, samotność, bieda czy konflikt z dzieckiem. Po prostu życie. Możliwe, że takie samo jak nasze. Że podpatrujemy siebie…

    Ale choć reżyser i scenarzysta zarazem nie zalicza narracyjnej skuchy, a i sam obraz od strony technicznej jakością wykonania nie sprawia zawodu, pozostaje niedosyt. Film nie jest nudny, ale nie szarpie nerwów. Jest jakby zawieszony w próżni, jak człowiek bez charakteru. Oto chyba chodziło, czego dowodem byłby sam tytuł. I zabiegi, by nie nazywać miasta, nie podawać imion i nazwisk bohaterów (tablice rejestracyjne samochodów zaczynają się od liter DOE - co ciekawe w USA niezidentyfikowane osoby nazywa się John Doe). Koncepcja wewnętrznie spójna, ale brakuje punktu odniesienia. Porównajcie "Zero" i "Granice miłości", a zrozumiecie co mam na myśli.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama