Młodsi o godzinę

    Młodsi o godzinę

    Marcin Twaróg

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Co mi tam szaruga za oknem, zimny wiatr i przenikliwa wilgoć. Nic sobie nie robię z tej brzydkiej jesieni. Dokładnie w niedzielę o godz. 6.03 ogarnęła mnie wszechmocna radość życia i trzyma.
    Co się stało, zapytacie pewnie. Ano obudziłem się o godzinę młodszy! I taki wciąż jestem!

    Znacie pewnie wszyscy ten przeszywający ból dźwięku budzika. Tym dotkliwszy, że niemiłosiernie obojętny na fakt, że zdrowa tkanka narodu niedziele ma wolne. Ja natomiast miałem ten zaszczyt stawienia się w pracy więc budzik dał mi wyraźnie do zrozumienia, gdzie jest moje miejsce w szeregu i z którą częścią narodu powinienem się identyfikować. Szybkie spojrzenie na zegarek - na tyle, na ile pozwalały zamglone oczy, mrowienie na czole - oznaczające gonitwę myśli i... wielka ulga, bo właśnie dochodzi do mnie, że mam godzinkę w zapasie.

    Hojny ustawodawca postanowił, że w niedzielę śpimy dłużej i wskazówki oznaczające godzinę 7 nieco się zagalopowały.


    W tym właśnie momencie zdałem sobie sprawę ze swego szczęścia. Z tego, że wykorzystałem szansę na zatrzymanie upływającego czasu. Jakby nie było stałem się młodszym człowiekiem. I to o całą bezcenną godzinę.

    Gdyby to tylko dotyczyło mnie, pewnie bym pomyślał, że mi odbiło i po tej krótkiej konstatacji odwróciłbym się na drugi bok, zasypiając z ulgą. Ale że dotyczy wszystkich - przynajmniej w naszym kraju - mam wrażenie, że od niedzielnego poranka radość udziela się nie tylko mnie. Głównie widać to na przykładzie pań.

    Zaczynając od najbliższych - żona się pięknie uśmiecha, stała się jakby milsza i przyjemniejsza. Zjedliśmy razem śniadanie opowiadając sobie zabawne anegdoty bez śladu małżeńskiej rutyny. Po prostu miodzio!

    Dzieci... no cóż to w końcu synowie więc do przykładu pań nie pasuje. Nie pasuje też z innego względu - czasami chciałbym, żeby moi synowie mieli już za sobą wiek gwarantujący nietykalność, gdy po kolejnej szalonej zabawie odkrywam braki w ich uzębieniu lub przynajmniej wychodzące jak grzyby po deszczu siniaki i zadrapania w każdej części ciała. Nawet godzinne opóźnienie w ich procesie dorastania może mieć zgubne skutki.

    Wracając do pań, mama zadzwoniła i z przejęciem opowiedziała o spotkaniu ze znajomymi, nie wspominając nic o swoim przeziębieniu. Siostra też przez telefon wydawała się jakoś radośniejsza i pełna optymizmu.

    Wreszcie koleżanki z pracy... No całkiem, całkiem, nie powiem, niczego sobie, nic dodać, nic ująć itd. Zbyt wiele merytorycznie pisać mi w tym miejscu o nich nie wypada. Dość powiedzieć, że zaoszczędzona godzina ma zbawienny wpływ na stan umysłu i ciała, czego także Paniom czytającym ten felieton życzę z całego serca.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama