No wiem, że trudno. A jednak. Nawet w czasach
Moonlight nie wyglądał tak młodzieńczo. A przypomina skubany kropka w kropkę te panienki z sesji MediaMarkt dla Playboya. To było dopiero osiągnięcie Photoshopa.
Ale generalnie
Surrogates mnie zadziwił. Nie żadną tam techniką. Będę chciał pooglądać wytryski futurointelektu scenarzystów, zobaczę
Star Trek Tu było co innego. Nagle zobaczyłem nagą, brudną i chwilami śmierdzącą prawdę o portalach społecznościowych. I nie ukrywam, trochę mnie ten brud i smród przeraził.
Ale od początku.
Nie wiem czy znacie Secondlife. To takie miejsce, gdzie nie ma Katowic, Polska składa się głównie z Poznania, a ja mogę wyglądać jak Naomi Campbell.
Poważnie. Z moimi warunkami świetnie bym się nadawał. Choć nie twierdzę, że bym chciał. Jeden facet z Surogatów chciał. I mimo swoich 120 kg został seksowną blondynką. Tylko mu się z emocji mózg zagotował.
Polska składa się głównie z Poznania, a ja mogę wyglądać jak Naomi Campbell
Mniejsza o blondynkę. Choć może to właśnie ona jest kluczem. Second Life to takie miejsce, gdzie za niewielkie pieniądze, albo całkiem za darmo można zostać wszystkim. Naprawdę. Mimo imponującej tuszy i początków uwiądu można być wysportowanym, jurnym surferem. Mimo łysiny i zmarszczek, można zarzucać bujną grzywą i prezentować gładką twarz. W sumie wszystko zależy od wyobraźni i opanowania sztuki autokreacji. Autorzy filmu postarali się nawet, by wszystkie surogackie postacie wyglądały, jak wyjęte z fotoszopowego retuszu. Każdy jest taki bardziej plastikowy i nieco kanciasty. I ma taką charakterystyczną cerę - jakby przykrytą mgłą.
Mniejsza o wygląd. Choć na portalach społecznościowych atrakcyjne zdjęcie to połowa sukcesu. Jest też kwestia kreowania się. A każdy robi to, jak potrafi. Całkiem niedawno rozmawiałem z dziewczyną, która na takim portalu padła ofiarą. W zasadzie nie wiem czego, ale padła. Człowieczek jakiś nagabywał ją, potem prosił, skamlał, a w końcu straszył i groził. A na końcu, kiedy nazwała go
palantem stwierdził, że skieruje sprawę do sądu.
Tacy akurat są niegroźni. Groźni bywają ci ułożeni, mili, którzy wydają się być uosobieniem naszych marzeń o koledze, partnerze, przyjacielu. Są zwykle dobrymi obserwatorami. Trochę jak sępy. Kołują nad ofiarą i wypatrują drobiazgów. z pojedynczych słów budują całkiem logiczne wnioski, a potem wykorzystują je w czasie ataku.
Pamiętacie taką reklamę społeczną, antypedofilską: gruby facet w przepoconym podkoszulku odpisuje nastolatce:
A ja jestem Tomek i też mam 13 lat. Właśnie o to chodzi. Każdy może być w sieci każdym. Nieważne, czy robi to z niskich, osobistych pobudek, czy może z osobistej potrzeby leczenia jakichś kompleksów. Tak naprawdę nigdy nie wiesz z kim się zadajesz i co może być wykorzystane przeciwko tobie.
Koniec z moralizowaniem. Teraz zerknijcie z czego korzystają w internecie wasze dzieciaki. A potem zobaczcie
Surogatów. I wyciągnijcie wnioski. A jak wam nie będzie szło, to wyobraźcie sobie mnie jako Naomi Campbell. Powodzenia.