Mieszkańcy dziesięciu wsi w gminie Pietrowice Wielkie mogą czuć się bezpiecznie. Nie zaskoczy ich już powódź, pożar ani burza. W całej gminie uruchomiono supernowoczesny system alarmowy.
We wszystkich, nawet najmniejszych miejscowościach pojawiły się urządzenia, spotykane zwykle tylko w dużych miastach. Przy każdej remizie zainstalowano m.in. syreny głośnomówiące, przez które służby antykryzysowe mogą na żywo nadawać komunikaty.
- Dzięki temu w ciągu dwóch minut możemy ostrzec wszystkich mieszkańców. Dotąd o nadchodzących zagrożeniach wiedziała tylko garstka osób. Mieliśmy informacje w urzędzie, ale nie było technicznych możliwości, by szybko przekazać je ludziom - mówi Andrzej Wawrzynek, wójt Pietrowic Wielkich.
Teraz informacja np. o nadchodzącym huraganie dotrze do mieszkańców w ciągu dwóch minut. We wsi rozlegnie się dźwięk syreny, a potem mieszkańcy usłyszą głos wójta ogłaszającego alarm.
- Dzięki temu mieszkańcy będą mogli się odpowiednio przygotować, pozamykać okna, usunąć z parapetów przedmioty, zagrażające przechodniom, uprzątnąć z podwórka rzeczy, które może porwać wiatr. Dotąd na to wszystko było zwykle już zbyt późno, bo o burzy dowiadywano się wówczas, gdy ta już na dobre szalała - mówi Zygfryd Wieczorek, podinspektor ds. obrony cywilnej i zarządzania kryzysowego w Urzędzie Gminy, a jednocześnie naczelnik OSP w maleńkim Lekartowie.
Nowy system jest bardzo rozbudowany. O nadchodzących kataklizmach dużo szybciej będą dowiadywać się teraz także strażacy ze wszystkich jednostek OSP. Ochotnicy na telefony komórkowe będą otrzymywać alarmowe esemesy.
- To zdecydowanie skróci czas wyjazdu. Dotąd dyspozytor z Raciborza, by powiadomić o pożarze, musiał dzwonić do strażaka, który dopiero biegł do remizy, by włączyć syrenę. Jeśli się nie dodzwonił, wybierał numer kolejnego i tak do skutku. Teraz wciśnie jeden guzik i uruchomi wszystkie syreny, jednocześnie wysyłając esemesy do wszystkich strażaków - dodaje Wieczorek.
Mimo że w Pietrowicach Wielkich nie zagraża mieszkańcom powódź podobna do tej, jaką w 1997 r. przeżyli racibo-rzanie, na system alarmowy wydano 32 tysiące euro (85 proc. to dofinansowanie z Unii Europejskiej, a 10 proc. z budżetu państwa).
- Ostatnio występują u nas silne burze. Przez gminę odbywa się transport z substancjami toksycznymi - tłumaczą urzędnicy.
Przez kilka ostatnich tygodni system testowano.
- Cieszę się, że będę wiedzieć o wichurze zanim przejdzie przez wieś. Kiedyś spadł konar drzewa na moje auto, bo nie zdążyłem go przeparkować - mówi pan Stefan z Samborowic.