Ważne
    Jest amerykański raport o Nangar Khel

    Jest amerykański raport o Nangar Khel

    K. Kowalczyk, J. Drost

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Amerykanie przekazali polskiemu dowództwu raport z nasłuchów talibów w regionie Nangar Khel - twierdzi gen. Sławomir Petelicki, twórca jednostki specjalnej GROM.
    Dokument ma dowodzić, że żołnierze celowali w pozycje talibów na wzgórzach, a nie we wioskę Nangar Khel. Petelicki jest zszokowany tym, że prokuratorzy pomijają amerykański raport. Generał zapowiada, że dokument ten zostanie wkrótce przedstawiony opinii publicznej przez jednego z wysokich oficerów.

    Zdaniem Petelickiego raport przedstawia rozmowy talibów w regionie Nangar Khel, którzy w porannych godzinach 16 sierpnia 2008 roku zastawili zasadzkę na patrol sił ISAF. Jest tam też meldunek talibów, którzy przekazują wspólnikom informację o tym, iż Polacy ostrzeliwują ich pozycje na wzgórzach w regionie wioski.

    Wczoraj prokuratorzy wojskowi przyznali, że śledczy w Afganistanie zwracał się do Amerykanów z prośbą o przekazanie mu wszelkich danych dotyczących wydarzeń z 16 sierpnia. Amerykanie mieli odpowiedzieć, że nie dysponują żadnymi danymi z tego dnia. Gen. Petelicki jednak zapewnia, że Amerykanie mają takie informacje wywiadowcze. To, że prokuratura nimi nie dysponuje, świadczy o nierzetelności w prowadzeniu śledztwa i pomijaniu dowodów. - Jestem pewny, że raport SIGINT (sytemu nasłuchu wywiadowczego) istnieje - zapewnia generał.

    - To niepojęte, że prokuratura stwierdza, że żadnego raportu nie było i odrzuca wnioski dowodowe obrońców o dotarcie do tych dokumentów - mówi Petelicki. Jako analogiczny przykład przytacza sprawę amerykańskiego dowódcy gen. Martina Schweitzera, który chciał zeznać przed prokuraturą, że pod Nangar Khel doszło do tragicznego wypadku, ta jednak nie dopuściła go jako świadka.

    Wczoraj prokuratorzy wojskowi przedstawili szczegóły aktu oskarżenia, który już trafił do sądu. Ich zdaniem żołnierze, gdy otwierali ogień, nie byli zagrożeni ostrzałem ze strony talibów. Na cel wzięli zabudowania wioski. Mieli strzelać tak, by trafić w cywilów - widzieli biegających tam ludzi i dzieci. Dowódca innej grupy przebywającej w tym rejonie odmówił wykonania takiego rozkazu, jeszcze inny oficer próbował zapobiec tragedii.

    Zdaniem śledczych żołnierze świadomie "wstrzeliwali się w cel", którym była wioska. Zginęło sześciu cywilów, w tym dwie kobiety i troje dzieci oraz pan młody szykujący się na ślub.

    Obrońcy byli wzburzeni wczorajszym wystąpieniem śledczych. - Prokuratura ma klapki na oczach - ocenił jeden z obrońców Piotr Kruszyński. Jego zdaniem odrzucenie wszystkich wniosków dowodowych obrony świadczy o arogancji prokuratorów.

    - Prokuratura szuka dziury w całym. Myśli, że ma nieograniczoną władzę. Chce być jednocześnie prokuraturą i sądem najwyższym. Tymczasem wiele dowodów przedstawionych przez nią jest wątpliwej jakości. Z kolei dowody dostarczane przez obrońców żołnierzy cały czas były odrzucane - powiedziała nam wczoraj Barbara Ligocka, żona Damiana L., żołnierza który - według prokuratury - ostrzelał afgańską wioskę z karabinu maszynowego i grozi mu 15 lat więzienia.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama