Mysłowice: Będzie proces. Osyra znów oskarżony

Mysłowice: Będzie proces. Osyra znów oskarżony

Monika Chruścińska

Dziennik Zachodni

Dziennik Zachodni

Prezydent Grzegorz Osyra nie dopełnił obowiązków i przekroczył swoje uprawnienia, powierzając Mirelli Mac kierowanie szpitalem. Tak twierdzi katowicka prokuratura rejonowa, która złożyła już akt oskarżenia w tej sprawie do sądu w Mysłowicach. Sprawa dotyczy funkcjonariusza publicznego, więc kodeks karny przewiduje za to nawet do 3 lat pozbawienia wolności.
- Powołując panią Mac na stanowisko dyrektora szpitala prezydent nie sprawdził, czy spełnia odpowiednie wymogi, czy posiada właściwe wykształcenie i staż pracy, aby pełnić tą funkcję - tłumaczy prokurator Urszula Noras-Cema z prokuratury w Katowicach.

Mac objęła stanowisko kierownicze mysłowickiej "dwójki" latem ubiegłego roku, mając wówczas 28 lat i będąc najmłodszą dyrektorką takiej placówki w Polsce.
Prezydent powołał ją bez konkursu. Przedstawiała się jako osoba z bogatym doświadczeniem zawodowym oraz wyższym wykształceniem prawniczym i ekonomicznym. Miała postawić szpital na nogi, tymczasem podczas swojej zaledwie 5-tygodniowej kadencji dorobiła się zarzutów prokuratorskich, dotyczących składania fałszywych oświadczeń o wykształceniu, przekroczenia uprawnień przy sporządzaniu fikcyjnej umowy audytu i zakupie sprzętu medycznego oraz przywłaszczenia sobie prawie 12 tys. zł.

Akt oskarżenia głowy miasta trafił do sądu w Mysłowicach, ale sędziowie ubiegają się o wyłącznie z postępowania. - Mieliśmy już kilka spraw, w których prezydent był skarżony i za każdym razem sąd okręgowy wyłączał naszych sędziów ze sprawy. Zapewne tym razem decyzja będzie taka sama - mówi Tomasz Opitek, prezes sądu w Mysłowicach. Przypomnijmy, że inna sprawa Osyry nadal jest w sosnowieckim sądzie - chodzi o upozorowanie zamachu na siebie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze (1)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Mirella Mac: w czyją pułapkę wpadł Grzegorz Osyra?

Mirella Mac (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 3 / 1

Mirella Mac: w czyją pułapkę wpadł Grzegorz Osyra?

25 listopada 2009 roku – dostaję do rąk Dziennik Zachodni z dnia 24 listopada br. i ze zdumieniem czytam: będzie proces. Osyra znów...rozwiń całość

Mirella Mac: w czyją pułapkę wpadł Grzegorz Osyra?

25 listopada 2009 roku – dostaję do rąk Dziennik Zachodni z dnia 24 listopada br. i ze zdumieniem czytam: będzie proces. Osyra znów oskarżony. Po lekturze tego artykułu siadam i piszę.

Lipiec 2008 – na prośbę jednego z lekarzy, w mysłowickim szpitalu spotykam się nieoficjalnie z jego wicedyrektorem ds. medycznych. Podpowiadam rozwiązanie organizacyjne i formalno prawne mogące znaleźć zastosowanie przy realizacji planów wydzielenia z oddziału chorób wewnętrznych pododdziału gastroenterologii. Myślę – szpital ma ogromny potencjał i podpowiadam kolejne rozwiązania dotyczące modernizacji tej jednostki w oparciu o fundusze europejskie na lata 2007 – 2013. To drugie spotkanie w tym szpitalu. W między czasie pojawiam się na sesji Rady Miasta Mysłowice w dniu w którym podjęta zostaje uchwała o utworzeniu spółki Mysłowickie Centrum Zdrowia co w konsekwencji miało doprowadzić do likwidacji dwóch szpitali w Mysłowicach. Otrzymuję również powszechnie dostępne informacje na temat tego procesu oraz dostępne dane dotyczące działalności szpitala. Na trzecim spotkaniu w szpitalu pojawia się Prezydent Mysłowic Grzegorz Osyra. Spokojnie i rzeczowo wyjaśniam, jakie konsekwencje może mieć szybkie przekształcenie obu szpitali, wyjaśniam, co w ciągu roku może uzyskać szpital funkcjonujący w strukturze samodzielnego publicznego zakładu opieki zdrowotnej, podpieram się czteroletnim doświadczeniem zdobytym przy modernizacji ze środków unijnych jednego ze szpitali na Śląsku. Argumenty dwóch stron, padające podczas tej rozmowy są rzeczowe i konkretne. Padają przykłady dobrej praktyki z mojej pracy zawodowej (zweryfikowane pozytywnie w trakcie późniejszego postępowania prokuratorskiego). W trakcie tej rozmowy Prezydent Osyra proponuje mi stanowisko dyrektora tego szpitala. Nie reaguję, uśmiecham się i rozmowa toczy się dalej. Po chwili Prezydent Osyra ponawia propozycję objęcia tego stanowiska. Przyjmuję propozycję. Wszystko to dzieje się pod nieobecność właściwego dyrektora szpitala, przebywającego na urlopie. Jestem chyba jedną z nielicznych osób w kraju, które nie usłyszały o przeszłości Prezydenta. Jednakże należy przyznać, że posiadanie takiej wiedzy nie wpłynęłoby na moją decyzję. Od ferowania wyroków jest sąd a nie postronni ludzie. Tego samego dnia, późnym popołudniem spotykam się z Prezydentem Osyrą na terenie jednego ze śląskich szpitali - Osyra przebywa tam przez godzinę jako pacjent. Prezydent siada ze mną w miejscu publicznym i rozmawiamy na temat szpitala – rozmowa trwa krótko i dotyczy wyłącznie spraw personalnych. Prezydent daje mi wolną rękę w sprawie restrukturyzacji zatrudnienia w szpitalu, zastrzega jedynie, iż w jego ocenie zastępca dyrektora ds. medycznych bardzo dobrze sobie radzi z obowiązkami i prosi o dobrą współpracę z tą osobą. Zachowanie prezydenta wskazuje, że podchodzi do kwestii służby zdrowia w sposób racjonalny i wyważony. Z jego zachowania wynika ponadto, że bardzo dba o to, żeby nie popełnić błędu – rozmowa jest prosta, otwarta i w miejscu publicznym. W trakcie tej rozmowy Prezydent Osyra sugeruje, że CBA wielokrotnie urządzało prowokacje, których był celem. Dlatego dba o przejrzystość relacji. Rozstajemy się w drzwiach szpitala. Nasze następne spotkanie ma miejsce bodajże cztery dni później, 22 lipca 2008 roku, kiedy to Prezydent i ja pojawiamy się w szpitalu w Mysłowicach. Jest to dzień, w którym Prezydent przedstawia mnie załodze jako nowego dyrektora. Jednocześnie przekazał załodze szpitala informację, ze odwołanemu dzień wcześniej, dotychczasowemu dyrektorowi nie stanie się cytuję: krzywda i że znajdzie on miejsce pracy w nowoutworzonej spółce (w tym zakresie prezydent dotrzymał słowa). To był ostatni dzień, w którym rozmawiałam osobiście z Prezydentem Osyrą – grzecznościowo wymieniliśmy kilka zdań w towarzystwie kilku innych osób. Następny, jednorazowy kontakt telefoniczny miał miejsce w momencie zwolnienia jednego z ordynatorów, gdzie tłumaczyłam przesłanki, którymi kierowałam się przy podejmowaniu decyzji o zwolnieniu z pracy tego człowieka. W dniu powołania, 22 lipca otrzymuję podpisany egzemplarz powołania na stanowisko dyrektora z rąk Naczelnika Wydziału Zdrowia Urzędu Miasta Mysłowice. Prezydent w obecności innych osób prosi mnie, żebym z tymże Naczelnikiem dopracowała wszelkie kwestie natury formalnej, prosi o dostarczenie Naczelnikowi dokumentów potwierdzających staż pracy oraz wykształcenie. Zapewniam prezydenta, że stosowne dokumenty zostaną dostarczone Naczelnikowi. Kilka dni później, jeszcze w lipcu w szpitalu pojawia się Prezydent wraz z Naczelnikiem, na stole leża moje dokumenty potwierdzające staż pracy oraz wykształcenie. Osyra widząc leżące na stole dokumenty zaznacza słownie, że widzi te dokumenty i informuje mnie, ze zostawia mnie samą z Naczelnikiem, który ma w teczce przygotowaną dla mnie umowę o prace. Obecność Prezydenta kończy się po 10 minutach, zostaje sama z Naczelnikiem. Naczelnik odbiera ode mnie kopie dokumentów, nie pozostawia jednakże umowy o pracę, tłumacząc, ze zostanie mi dostarczona później. Nie reaguję. Nie proszę o pokwitowanie lub spisanie adnotacji o zabranych kopiach dokumentów. W krótkim czasie po tym zdarzeniu Naczelnik informuje mnie, że podczas najbliższego posiedzenia Rady Miasta Mysłowice zostanie poddana pod głosowanie uchwała o przyznaniu szpitalowi pożyczki o wartości 650 000 PLN . Wyraźnie, w obecności innych osób informuje mnie, że pożyczka ta ma być przeznaczona na wynagrodzenia dla pracowników. Sprzeciwiam się temu, Naczelnik nie ma prawa decydować na co zostanie przeznaczona ta pożyczka (w terminie późniejszym jako dyrektor szpitala uzyskuję jednomyślną zgodę ordynatorów na zainwestowanie tej kwoty w sprzęt i aparaturę medyczną). Jednocześnie Naczelnik zapewnia mnie, że wszystko zostanie zrobione tak, by szpital nie musiał zwracać pożyczonych pieniędzy. Podczas sesji oświadczam, wbrew instrukcjom, iż pożyczka ta zostanie zwrócona w terminie oznaczonym w umowie jak również deklaruję, że szpital nie będzie się dalej zadłużał w Urzędzie Miasta. To stwierdzenie wywołuje lawinę niezadowolenia. Po sesji naczelnik daje mi do zrozumienia, ze uchwała o przyznaniu pożyczki nie doszłaby do skutku, gdyby nie fakt, że posłużył się kartą do głosowania jednego z Radnych. Informuję o tym kilka osób, w tym osobę z Rady Miasta Mysłowice. Nie zgłaszam tego faktu na prokuraturę, ze względu na zapewnienia iż do takiej sytuacji dojść nie mogło. Nie poinformowano mnie, czy sprawdzono rzeczywistą obecność wszystkich Radnych na sali w chwili głosowania, o co bardzo prosiłam. Po tym zdarzeniu, tego samego dnia otrzymuję telefon od osoby związanej z Prezydentem Osyrą, która przekonuje mnie, że to co zrobiłam jest bardzo nie po myśli Prezydenta i – tu cytuję: „Nie gryzie się ręki, która daje Ci jeść”. To był początek końca. Dosłownie i w przenośni. Pojawiają się pisma z Urzędu Miasta z treści, których wynika, że brakuje moich dokumentów. Stawiam się osobiście w urzędzie, wyjaśniam tą kwestię, okazuje się, że rzeczywiście moja teczka jest pusta, Naczelnik nie wyjaśnia nic poza stwierdzeniem, że mam się nie martwić i że nie z takim g… już się uporali w Urzędzie Miasta Mysłowice. Nie odpowiadam. Jednocześnie Naczelnik opowiada mi historię swojej pracy – kilka razy przymusowo zmieniał miejsce zaszeregowania w mysłowickim urzędzie. Moje dokumenty są kopiowane po raz drugi, tym razem w Urzędzie Miasta Mysłowice. Nie żądam spisania protokołu na tą okoliczność. Wracam do pracy w szpitalu. Po tym pojawiły się jeszcze dwa pisma wzywające do uzupełnienia dokumentów (tylko jedno pismo spośród kilku mówi wprost o tym, czego w teczce akt osobowych brakuje). Tym razem moja reakcja ma sformalizowaną formę – przez Kancelarię Urzędu składam oficjalne wyjaśnienie w tej sprawie. Wszystko to dzieje się w miesiącu sierpniu. 15 sierpnia ulewa zalewa szpital, zostaję sama z konsekwencjami zalania. Ma to jednak niewielkie znaczenie wobec faktu, że właśnie w miesiącu sierpniu człowiek z otoczenia Osyry informuje mnie, że moje powołanie na stanowisko dyrektora jest całkowicie ukartowane. Scenariusz zdarzeń miał być następujący: na okres 6 miesięcy powołuje się mnie na stanowisko dyrektora. W tym czasie miałam doprowadzić do sytuacji, w której wzrośnie majątek trwały szpitala (m.in. planowane były zakupy bardzo specjalistycznej aparatury) a następnie ten majątek miał przejść na powołaną spółkę. Cytuję: „Niezależnie od tego co zrobisz szpital i tak zostanie zlikwidowany”. Na użytek opinii publicznej stworzono ze mnie osobę, która w cudowny sposób w ciągu 6 miesięcy wyprowadzi szpital z długów oraz doprowadzi do wzrostu majątku szpitala. Nalegano, bym wyprowadziła część funkcji np. żywienia na zewnątrz szpitala, by w jak największym stopniu obniżyć poziom zatrudnienia. Dotarła do mnie również taka informacja, że powołano mnie z całkowitą świadomością, że nie jestem w stanie czegokolwiek zmienić ze względu na silny opór ze strony pracowników szpitala jak również ze względu na uwarunkowania zewnętrzne, towarzyszące władzom Mysłowic od dłuższego czasu. Tak więc miałam zostać poświecona niezależnie od tego, który scenariusz stanie się rzeczywistością. Dziś uważam, ze słuszne były dwie celne uwagi. Jedna z nich, wyrażona przez Naczelnika mówiła o tym, że „wyrwałam szpital sprzed likwidacji tylko na chwilę” a druga – wyrażona przez członka Rady Miasta Mysłowice brzmiała niezwykle proroczo: objęcie stanowiska dyrektora na podstawie powołania przez Grzegorza Osyrę to samobójstwo. Nikt jednakże nie uprzedził, że wejście w konflikt z naczelnikiem może mieć tak daleko posunięte konsekwencje. Wkrótce po tym zostaję odwołana ze stanowiska dyrektora. Stanowisko prezydenta przekazane mediom wskazywało, iż odwołano mnie za niezłożenie oświadczenia majątkowego. Nie zadano sobie nawet trudu sprawdzenia, że do upływu terminu złożenia oświadczenia zostały od momentu odwołanie dwa tygodnie. Nie podniosłam publicznie niezgodności z prawem tej decyzji. A w tym wypadku Prezydent Osyra rzeczywiście przekroczył swoje uprawnienia. Nie chciałam mieć nic wspólnego z Prezydentem i jego otoczeniem. Po zwolnieniu z Mysłowic natychmiast znalazłam pracę w innym miejscu i jak się okazało – wpadłam z deszczu pod rynnę. Ale to już zupełnie inna historia. Minęło sześć miesięcy. Przez ten czas spotkałam się z kilkoma osobami z Rady Miasta Mysłowice. W ten sposób poznałam Marka H., współoskarżonego w tzw. procesie Osyry o upozorowanie zamachu na siebie. Wymieniamy między sobą podstawowe informację, daję jasny i czytelny sygnał, że posiadam na tyle wiarygodne informacje o okolicznościach zamachu na życie Grzegorza Osyry, że jeżeli zaistnieje taka potrzeba, a dobro postępowania sądowego będzie tego wymagało - mogę stanąć przed sądem i zdam relację od kogo i w jakich okolicznościach uzyskałam tą wiedzę. Sylwestra 2008/2009 spędzam w towarzystwie Marka H. Zainteresowana osoba nie uzyskuje ode mnie informacji, wyraża obawę, iż w przypadku nie uzgodnienia wersji wydarzeń, moje zeznania przed sądem mogą zaszkodzić w procesie. Nie zgadam się na uzgadnianie „wersji”. Do dziś aktualne pozostaje pytanie: komu i w jaki sposób moje zeznania mogły zaszkodzić? Kontakt z Markiem H. urywa się dokładnie w momencie, gdy prokurator z Mysłowic przesyła Polskiej Agencji Prasowej informację o postawionych mi zarzutach, zanim mam możliwość zapoznania się z aktami sprawy. Reporterzy informują mnie, że informacje wypływają nielegalnie tak z prokuratury jak i z urzędu miasta. Staram się bronić w mediach, co ma skutek wręcz odwrotny. Konsekwencje tego są tragiczne. W nieugiętym proteście odmawiam składania wyjaśnień na prokuraturze, chcę czekać do momentu procesu łudząc się, że będzie uczciwy. Prokurator występuje w mediach używając czasu dokonanego: ukradła, oszukała, złożyła fałszywe oświadczenia pod rygorem odpowiedzialności karnej. Miał prawo do wyrażania się w ten sposób, ale ocenę moralną jego postępowania pozostawiam innym, nie sobie. Sąd nade mną przeprowadzono i skazano mnie w mediach przed skierowaniem aktu oskarżenia do sądu. Całkowicie utraciłam wiarygodność. Nie pozostawiono mi odrobiny godności, odrobiny prywatności. Zdyskredytowano mnie w sposób całkowity, bezwzględny i nieodwołalny. Media rzuciły się na informacje podawane przez prokuratora uznając je za wiarygodne i nie pozostawiające wątpliwości. Pisano: dyrektor szpitala bez szkoły, Nikodem Dyzma w spódnicy, pięć tygodni na stanowisku dyrektora i aż pięć zarzutów. Uznano, że jestem nieukiem pozbawionym jakichkolwiek kompetencji, skreślonym z listy studentów. Nie wzięto pod uwagę faktu, iż przesłuchiwani w trakcie postępowania prokuratorskiego moi byli pracodawcy potwierdzili w sposób nie budzący wątpliwości moje doświadczenie zawodowe, a w dwóch wątpliwych przypadkach dysponuję referencjami i dokumentami potwierdzającymi stan faktyczny. Nie wzięto pod uwagę faktu, iż nigdy nigdzie, w żadnym materiale prasowym nie podałam, iż ukończyłam studia wyższe na Wydziale Prawa Uniwersytetu Śląskiego i zapomniano dodać, że skreślenie z listy studentów innej śląskiej uczelni nastąpiło na mój wniosek. Prokurator w Mysłowicach opierał się na oświadczeniach na których widnieje data 21 lipca 2008 roku oraz podpis o treści: Mirella Mac. Prokurator w Mysłowicach podkreślał i tak też widnieje w akcie oskarżenia, że złożyłam owe oświadczenia pouczona i pod rygorem odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań. Przynajmniej w tej części doczekałam sprawiedliwości: prokurator prokuratury rejonowej Katowice Centrum Zachód w uzasadnieniu postanowienia z dnia 16 listopada 2009 roku stwierdza jednoznacznie, że zgodnie z obowiązującym porządkiem prawnym, owym „oświadczeniom” o posiadanym wykształceniu i doświadczeniu zawodowym nie można przypisać waloru dokumentu. A więc same w sobie nie stanowią i nigdy nie stanowiły jakiegokolwiek dowodu prawa, stosunku prawnego lub okoliczności mającej znaczenie prawne. Ponadto prokurator z Katowic definitywnie stwierdza, że nie było prawnej możliwości odebrania ode mnie oświadczenia o pouczeniu o odpowiedzialności karnej za fałszywe oświadczenie, z zebranego materiału dowodowego wynika, ze nie doszło do takiego zdarzenia. Niestety uczucie ulgi okazało się przedwczesne – w tym samym uzasadnieniu pada kategoryczne stwierdzenie, ze owe oświadczenia zostały złożone przeze mnie na ręce prezydenta Osyry (choć nigdy takie sformułowanie nie padło z moich ust). To z kolei ma dwa doniosłe następstwa prawne: odmówiono wszczęcia dochodzenia w sprawie sfałszowania w okresie od lipca do sierpnia 2008 roku w bliżej nie ustalonym miejscu dokumentów w postaci: oświadczenia o niekaralności, oświadczenia o uprzedzeniu o odpowiedzialności karnej z art. 233k.k., pisma o złożeniu dokumentów do KRS, na których to podrobiono podpisy o treści Mirella Mac a które następnie użyto jako autentycznych w Urzędzie Miasta w Mysłowicach. Prokuratura odmawia wszczęcia dochodzenia w tym zakresie, jednocześnie kierując do sądu akt oskarżenia przeciwko Grzegorzowi Ostrze, podejrzewając - zakładając iż Prezydent nie dopełnił obowiązków przy zatrudnianiu mnie na stanowisko Dyrektora. I tutaj moja zdolność logicznego myślenia się zakończyła. O ile jestem w stanie przyjąć, że Prokurator w Mysłowicach decyduje się na medialny spektakl a następnie kieruje akt oskarżenia do sądu stwierdzając: przywłaszczyła sobie kwotę 6000 PLN (gdzie nierozliczona została kwota 1 290 zł a nie 6000 zł - udokumentowane księgowo w szpitalu, kwota ta pozostaje kwotą sporną za niewykorzystany urlop wypoczynkowy), przywłaszczyła sobie kwotę 10000 zł zaliczki na sprzęt komputerowy (nie sprawdzając, kto i w jakich okolicznościach otrzymał kwotę wynikającą z dokumentu zaliczki wystawionej na moje nazwisko jako na dyrektora szpitala i jaki sprzęt został za nią kupiony), kupiła sprzęt za prawie pól miliona (dodając iż sprzęt został kupiony na podstawie umowy kupna – sprzedaży, co w przekonaniu prokuratora jest niezgodne z polskim prawem), należy dodać, że nigdy ten sprzęt nie został kupiony, a nawet gdyby przyjąć taką hipotetyczną sytuację – mając zabezpieczenie w środkach finansowych jako dyrektor szpitala miałam prawo podjąć taką decyzję. Do granic absurdu urastają ustalenia poczynione przez prokuratora w Mysłowicach w sprawie rzekomo fikcyjnej umowy audytu i związanej z tym korzyści majątkowej dla mnie. Należałoby zadać pytanie, ile ktoś zapłacił za to, że ten sam człowiek w trakcie jednego przesłuchania zmienia kilkakrotnie wersję wydarzeń – kilkakrotnie twierdzi, że umowa została wykonana, wskazuje, iż dane z wykonanego audytu miał zapisane na laptopie – a następnie stwierdza, że po konsultacjach które poczynił przyznaje, ze wręczył mi korzyść majątkową z wynagrodzenia które otrzymał za wykonanie audytu. Zgodnie z jego zeznaniami otrzymał z kasy szpitala kwotę 6000 zł, z czego dal siebie wziął 1000 zł a mi wręczył łapówkę w postaci 5000 zł, którą zgodnie z jego zeznaniami szybciutko schowałam do torebeczki. Prokurator nie dostrzegł jaskrawych i druzgocących sprzeczności – do wypłaty w kasie szpitala zatwierdzono kwotę 4 700 (i to w dwóch ratach, ponadto ta kwota nie została wypłacona w całości), tak wiec nie ma jakiejkolwiek możliwości, by z otrzymanych 4 000 zł wręczył mi aż 5000 zł łapówki a sam dla siebie zachował kwotę 1000 zł. O takich dobroczyńcach doprawdy nie słyszałam. Nikt nie zwrócił uwagi na fakt, iż posądzenie o łapówkę pojawiło się pół roku po rzekomym fakcie jej przekazania. Czy komuś się to tak po prostu przypomniało??? To wszystko jestem w stanie zrozumieć. Jestem w stanie zaakceptować fakt, że swoich racji muszę dowodzić w toku postępowania karnego żmudnie tłumacząc m.in. proste zasady zawierania umów w obrocie gospodarczym w kontekście przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków przez kierownika jednostki sektora finansów publicznych. Ale w listopadzie 2009 roku stało się coś, co w moim przekonaniu przekroczyło wszelkie i tak daleko posunięte i rozmyte granice absurdu polskiej rzeczywistości. 24 listopada 2009 roku gazeta „Dziennik Zachodni” zamieściła informację (oczywiście jak dobry obyczaj prasowy każe – w trybie dokonanym) iż Prezydent Grzegorz Osyra przekroczył swoje uprawnienia i nie dopełnił obowiązków przy zatrudnianiu mnie na stanowisko dyrektora szpitala w Mysłowicach. Ta sama gazeta podaje, że prokuratura złożyła akt oskarżenia do sądu w tej sprawie. Pomijam fakt, że znakomita część krótkiego artykułu jest jak zwykle poświęcona na przypomnienie opinii publicznej, jakim jestem złodziejem. To nie ma w tej chwili znaczenia. Zdążyłam przywyknąć nie tylko do tego. Zasadnicze znaczenie ma fakt, iż prokuratura potwierdziła to doniesienie prasowe. Ten długi tekst, mający zilustrować to co działo się niejako w kulisach afery pt. dyrektor przez 5 tygodni na piękne oczy i na dodatek bez szkoły, ma jedno zasadnicze zakończenie: prezydent Grzegorz Osyra dochował należytej staranności przy zatrudnianiu mnie na stanowisko dyrektora. Mam nadzieję, że czytelnie wskazałam na mechanizmy towarzyszące prowadzeniu mojej teczki akt osobowych czy też formułowaniu aktu oskarżenia. Nikt nigdzie nie udowodnił, że posłużyłam się przed nim sfałszowanym dyplomem wyższej uczelni a także nikt nie udowodnił, że nie mam ukończonych studiów wyższych lub odpowiedniego doświadczenia zawodowego. Na razie wszyscy opierają się na dwóch oświadczeniach, na których nie ma jakichkolwiek pieczęci wpływu, wysłania, złożenia. Nawet nie mogę dostać i doprosić rzekomych oryginałów tychże dokumentów. Ale widnieje na tychże oświadczeniach podpis o treści Mirella Mac. Czy to wystarcza, by wytoczyć Prezydentowi Grzegorzowi Osyrze proces karny? Dlaczego nikt nie zadaje sobie pytania, dlaczego moja teczka akt osobowych jest pusta za wyjątkiem tychże oświadczeń i kilku certyfikatów? Prezydent Osyra ma być drugą osobą przeczołganą przez sąd dlatego, ze w obrocie zaistniały dwa zapisane papiery, którym nawet prokuratura odmawia waloru – mocy sprawczej dokumentu? Przecież ja wciąż milczę, nigdy nie ustosunkowałam się do tychże dwóch zapisanych kartek. Nie zapadł jakikolwiek wyrok sądowy w tej sprawie, nawet nie doszło do wyjaśnienia tej kwestii przed sądem. Jednoznacznie i definitywnie mogę na ten moment powiedzieć jedynie to, że nigdy nie składałam na ręce prezydenta tychże oświadczeń prezydent nie miał nic wspólnego z wprowadzeniem ich do obrotu, a kierując się dobrze pojętym interesem szpitala dołożył należytej staranności przy wykonywanych czynnościach, zgodnie z prawem cedując czynności przy zatrudnieniu na Naczelnika Wydziału Zdrowia Urzędu Miasta Mysłowice. Zapewne większość osób czytających ten tekst przeciera oczy ze zdumienia – Prezydent Osyra i osoby z jego otoczenia zniszczyły mnie w sposób nie pozostawiający jakichkolwiek złudzeń co do formatu tychże osób. A mimo to staję w obronie Prezydenta. Nigdy nie pozwolę na to, by bezpodstawne oskarżenie naraziło kogokolwiek, nawet prezydenta Osyrę na najmniejszy uszczerbek. Chcecie usunąć Osyrę ze stanowiska, chcecie kolejnym procesem podważyć jego legitymację do sprawowania władzy – proszę bardzo. Ale nie z moim udziałem czy za moją przyczyna.

PS. Uprzedzam wszystkich anonimowych komentatorów, którzy po raz kolejny mieliby ochotę na zabawę pt: co to za oszustka, złodziejka, manipulatorka, aferzystka, kochanka ministrów o wątpliwych kwalifikacjach prawniczych i ekonomicznych (w tym miejscu należy podkreślić, że jeśli jeszcze ktokolwiek ma potrzebę weryfikacji mojego wykształcenia – oficjalnie oświadczam że posiadam dyplom ukończenia przedszkola), sanitariuszka doprowadzająca szpital na skraj bankructwa – Szanowni Państwo – tym razem reakcja będzie zdecydowana. Z tą przykrą refleksją, że prokuratura zapewne umorzy postępowanie wobec osób ukrywających się za ekranem komputera i anonimowym loginem w komentarzach. Takie mamy czasy i taką rzeczywistość.
Mirella Mac
zwiń

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

DZ poleca

Wideo