O związkach grypy z systemem kanclerskim

    O związkach grypy z systemem kanclerskim

    Adam Daszewski

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Co ma wspólnego system kanclerski z grypą? Celowo nie napisałem - świńską, aby ktoś nie zaczął podejrzewać, że zachciało mi się jakichś żenujących porównań polityków z nierogacizną.
    I od razu odpowiadam na pytanie - dużo ma (wspólnego). Oto lekarze gremialnie odmawiają szczepienia się przeciwko świńskiej zarazie. Ta informacja mówi nam wszystko o jakości szczepionek. Mówi też wszystko o wielkiej szczepionkowej wojnie polityków. W nosie mają nasze zdrowie. Chcą tylko dokopać konkurencji. Jak powszechnie wiadomo - my, szarzy obywatele, jesteśmy im potrzebni raz na cztery (mniej więcej) lata i to na bardzo krótko.
    Możemy być choćby zagrypionymi analfabetami, bo nawet rozgorączkowany nieuk krzyżyk postawić potrafi. Możemy być choćby zagrypionymi analfabetami, bo nawet rozgorączkowany nieuk krzyżyk postawić potrafi


    Związki straszącej nas epidemii, ze straszącymi nas partyjnymi figurami są więc już wyraźnie widoczne. Ale co ma do tego system kanclerski? Zaraz będzie i o systemie. Zacznijmy od tego, że nagle pojawiła nam się w parlamencie wielka koalicja. Wszystkie ugrupowania są przekonane, że trzeba zmienić konstytucję. Jeśli pomimo tego nie zmieni się w ustawie zasadniczej nawet przecinek, to wyłącznie dlatego, że każda siła chce ją zmieniać inaczej.

    Ktoś małostkowy powiedziałby, że zgodnie ze swoimi aktualnymi interesami. I nadziałby się na kontrę. A Donald Tusk? Według wszelkich znaków na ziemi i politycznym nieboskłonie, nasz przyszły pierwszy po Bogu? I onże wypowiada się za silnym premierem-kanclerzem i słabym prezydentem, czyli przeciwko sobie? I tu dochodzimy do konkluzji. I lekarz (w kwestii szczepionek) i polityk (rasowy, czyli nasz premier) dobrze wiedzą, co tak naprawdę jest dla nich korzystne. Więc mniej słuchajmy, więcej obserwujmy i osądzajmy po czynach. Przy odrobinie szczęścia ochronimy się tak przed zarazą, jak przed kolejnym żelaznym kanclerzem.

    Ja ze swej strony dodam jednak: dopóki istnieje choćby najmniejsze zagrożenie, że pewien ekstraordynaryjny polityk (proszę PiS o niepodawanie mnie do sądu - to jest komplement) będzie kimś więcej niż wielbicielem kotów, dopóty żadne stanowisko w tym kraju nie powinno dawać zbyt wielkiej władzy.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama