Sami wpuściliśmy lisa do naszego kurnika

Sami wpuściliśmy lisa do naszego kurnika

Beata Sypuła

Dziennik Zachodni

Dziennik Zachodni

Lesław Lech
1/3
przejdź do galerii

Lesław Lech

Z Lesławem Lechem z Wrocławia, sekretarzem generalnym Stronnictwa Demokratycznego, rozmawia Beata Sypuła

Wojna między Pawłem Piskorskim a starym SD zaczęła się w październiku. Piskorski przyszedł do SD w styczniu, by sprzedać partyjne kamienice i za uzyskane w ten sposób pieniądze wejść znowu do polityki. Teraz zarzucacie mu wodzowskie metody i łamanie statutu. Obie grupy zwołały "swoje" kongresy. Więc jak pana tytułować po poniedziałkowej decyzji sądu rejestrowego, który potwierdził przywództwo Piskorskiego w Stronnictwie Demokratycznym i uznał zmiany personalne dokonane przez piskorczyków?

Normalnie, nadal jestem sekretarzem generalnym Stronnictwa Demokratycznego. Zostałem na to stanowisko wybrany oficjalnie na kongresie nadzwyczajnym Stronnictwa 21 listopada.

Jednak Sąd Okręgowy w Warszawie, który prowadzi ewidencję partii politycznych, rozpatrzył wniosek stronników Piskorskiego, odwołanego na tym kongresie, i uznał ich racje, a nie wasze.
To orzeczenie sądu daje panu Piskorskiemu większą pewność, ale niczego w naszym mniemaniu nie przesądza. Decyzja sądu jest dla nas co najmniej dziwna.

Dlaczego? Przecież to sąd wypowiadający się wielokrotnie w sprawach partyjnych?

Jego decyzja narusza praworządne obyczaje. Sąd zbadał zagadnienia, przed jakimi stanął, powierzchownie. Przyznanie racji Radzie Naczelnej, która 24 października dała władzę Piskorskiemu, nie było właściwe. Przecież ona działała w sposób ograniczony. Piskorski zawiesił w prawach stu członków SD bez podania argumentów, nie liczył się ze zdaniem działaczy, odciął nam we Wrocławiu telefony, rządził jak jedynowładca. Sąd partyjny uznał, że prawnie pozbawiliśmy go władzy. Dziwię się zatem sądowi, że wpisał do rejestru osoby wskazane przez Pawła Piskorskiego.

Sąd wykreślił z rejestru waszego szefa Rady Naczelnej, Krzysztofa Góralczyka, i skarbnika Roberta Smoktunowicza, który sam zrezygnował z członkostwa w SD, a w ich miejsce wpisał Waldemara Prusaka i Piotra Krośnickiego, zwolenników Piskorskiego. Uznał, że prawo stoi po ich stronie.

To są ludzie związani z Pawłem Piskorskim, ale nie ze Stronnictwem. Krośnickiego w ogóle nie znam. Kim on jest, że zyskał takie miejsce w Stronnictwie, a sąd je zatwierdził? To nie powinno się zdarzyć w państwie prawa.
1 3 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

DZ poleca

Wideo