Najważniejsze są zawsze wiara i dobroć

Najważniejsze są zawsze wiara i dobroć

Zdjęcie autora materiału

Aktualizacja:

Dziennik Zachodni

O tym, dlaczego święta Bożego Narodzenia są dla wszystkich, także dla niewierzących, o komercjalizacji Mikołajów, z kapłanem Archidiecezji Katowickiej, profesorem nauk teologicznych, księdzem Jerzym Szymikiem rozmawia Marcin Zasada
Czy Ksiądz Profesor pije w święta coca-colę?
(śmiech) Specjalistami od coca-coli są moi siostrzeńcy i siostrzenica. Pija ją również moja mama, a do tego bardzo ją lubi. Ja pijam jej nieco mniej, ale przeciwwskazania płyną wyłącznie od dietetyka, a wersji light nie trawię... Nowoczesność nie jest Bogiem. Tylko Bóg jest Bogiem. Kościół służy Bogu - i tym samym człowiekowi. Kościół ma obowiązek kochać Boga i człowieka


Spodziewałem się "nie" i ideologicznej podbudowy.
Absolutnie żadna ideologia temu nie towarzyszy. W tej kwestii była już jedna: zohydzanie imperialistycznej coca-coli we wczesnym PRL-u, co zaowocowało wprowadzeniem niesławnej pamięci polo-cocty... Dziękuję, dla mnie wystarczy. Jestem proamerykański, jeśli o to pan pyta.

Wobec tego Ksiądz Profesor pogodził się z popkulturową przemianą świętego Mikołaja, który dzięki coca-coli wszystkim kojarzy się już z poczciwym, pękatym dziaduniem z długą siwą brodą i czerwono-białym kubrakiem?
Też nie. Święty Mikołaj był biskupem Myry w Licji, na terenach dzisiejszej Turcji, był człowiekiem ogromnej dobroci i świętości, a nie żadnym coca-colmanem. Ani dziadkiem mrozem - dodajmy dla równowagi. Nie pochodził też z Laponii, nie miał do czynienia z reniferami i nigdy nie nosił biało-czerwonego wdzianka.

Jak zatem traktować reklamowy przekaz pozycjonujący święta jako akt konsumpcji, który dokonuje się dzięki całej gamie sklepowych produktów? Dziś świętom patronuje, jak Ksiądz Profesor raczył go nazwać, coca-colman.
Powiem szczerze, że kwestia, która jest rdzeniem wskazanego przez pana problemu, nie jest specjalnie dużym problemem dla mnie. Proszę mnie dobrze zrozumieć, gdyż to, co teraz powiem, w żadnym wypadku nie będzie lekceważeniem pańskich wątpliwości. Należę do pokolenia, które ciągle cieszy się i potrafi cieszyć się tym, że są pomarańcze na święta. Pamiętam, gdy w czasach dzieciństwa moja kochana mama nie mogła tych pomarańczy wywalczyć (w komunizmie się towar do sklepu "rzucało", a od strony klienta "zdobywało" albo "wystało"; proste kupowanie zdarzało się rzadko - że przypomnę młodszym), podobnie zresztą, jak wielu innych dóbr. Fakt, że dziś można je kupić przez cały rok - cieszy mnie i mi nie przeszkadza. To że w adwencie witają mnie 10-metrowe choinki w tzw. galeriach i że pierwsze kolędy słyszę w listopadzie, jest ceną stosunkowo niewielką. W istocie nie przeszkadza mi to tak bardzo, jak przeszkadzała mi sytuacja, w której moja mama nie miała pomarańczy i migdałów na święta. A ubecy fotografowali idących na pasterkę sztygarów. A na kopalnianych partyjnych dywanikach rugano tych, którzy odważyli się wpuścić do domu księdza po kolędzie. I wyrzucano ich z pracy. A ich dzieci ze studiów. Od 20 lat nieustannie cieszę się tą odmianą i cały ten przedświąteczny huk jest dla mnie drobnostką w porównaniu z brzydotą i moralną ohydą komuny, którą przeżyłem. Niewielka to cena, rozumie pan.
1 3 4 5 »

Komentarze (1)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Zyczenia

Marcin (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 42 / 41

W dniu narodzin Jezusa Chrystusa, wszystkim ludziom życzę najceniejszego daru, a mianowicie bogosławieństwa.

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

DZ poleca

Wideo