Wizja kompleksu łączącego galerię handlową, biura oraz miejsca rozrywki. Plac miejski znajdowałby się za nim (© Fot. ARC)
Adrian Ołdak
2010-02-08 07:45:06, aktualizacja: 2010-02-08 07:45:06
Jest szansa, aby Tychy skończyły wreszcie z problemem, który od lat stanowi wyrzut sumienia rządzących.
Chodzi o zabudowanie tzw. centrum miasta, wyznaczonego przez małżeństwo Wejchertów, projektantów Tychów, kilkadziesiąt lat temu, a które nigdy nie powstało. Od lat działka między osiedlami N i O na wysokości stacji Tychy Miasto zieje pustką. Dosłownie: ostatnio są tam tylko wertepy i chaszcze. Czy szansa jest realna i czy rzeczywiście będzie to centrum?
Na ostatniej sesji Rady Miasta wiceprezydent Michał Gramatyka przedstawił koncepcję zabudowy liczącej około 54 tys. m kw. działki. Na wyobraźnię działają kolorowe wizualizacje przedstawiające centrum handlowe i miejski plac, nazwany placem Słowiańskim. Ważniejsza jest jednak znacznie skromniejsza mapa. Wynika z niej, że działka ma trzech właścicieli: miasto, firmę deweloperską Sobiesława Zasady i należącą do miasta spółkę Śródmieście. Struktura własnościowa przypomina nieco prostokątny tort podzielony pod skosem na trzy części: miejską, prywatną i znowu miejską. W takim układzie nic sensownego wybudować się nie da.
- Dlatego chcemy zamienić grunty z firmą Zasady, w taki sposób, żeby tę część miasta można było zabudować - mówi Gramatyka.
Plan wymiany na zasadzie wartości gruntów przewiduje, że granice nie będą biegły pod skosem, ale prostopadle. W ten sposób wydzieli się działkę, na której powstanie plac Słowiański. Reszta zostanie zabudowana przez dewelopera centrum handlowo-biurowym, a także przez miasto.
Wcześniejsze koncepcje tego, jak zamienić 5 ha nieużytków w tętniący życiem fragment miasta, spaliły na panewce. Co je róż-ni od obecnej? Zainteresowanie biznesu.
W krakowskiej firmie Acar Developer, należącej do grupy Zasady, o planach mówią ostrożnie, ale jej zaangażowanie w projekt świadczy, że wizja architektów może stać się realna. Wiele zależy od planów zagospodarowania. Michał Gramatyka zapewnia jednak, że w tej kwestii wszystko jest w porządku.
Czy zainteresowanie mieszkańców Tychów wystarczy, żeby projekt biznesowy się powiódł, a galeria handlowa nie splajtowała? - 130-tysięczne miasto jest bez wątpienia w stanie "utrzymać" taki kompleks - twierdzi Wojciech Dobrzański z pracowni IMB Asymetria, która przygotowała koncepcję.
Inna rzecz, czy nowe obiekty, jeśli zostaną zbudowane, wyznaczą zaginione centrum miasta. Tu zdania są podzielone. Michał Gramatyka i tyski architekt prof. Janusz Włodarczyk są zdania, że Tychy powinny być miastem bez typowego centrum.
Raz, że nie ma co udawać, iż powstały wokół średniowiecznego rynku, jak np. Pszczyna. Dwa, że skoro sami tyszanie nie znaleźli go przez 50 lat, to nie ma sensu dalej go szukać.
- Jeśli nie to, to co będzie centrum Tychów? - pyta retorycznie znany tyski architekt Stanisław Niemczyk, któremu nie podoba się koncepcja wielu centrów. - Błąd, który popełniono, nie został do tej pory naprawiony. A przecież ludzie potrzebują przestrzeni, która ma charakter symboliczny. Miasto jest jak człowiek. Musi mieć serce.
Zdaniem Niemczyka niezależnie od tego, czy koncepcja zabudowy zostanie wcielona w życie, ważne, by w końcu wyznaczyć miejski plac . - Żeby to zrobić, wystarczy wbić cztery paliki i przeprowadzić akt erekcyjny - podpowiada architekt.