Helena i jej koleżanki w Operze Śląskiej

    Helena i jej koleżanki w Operze Śląskiej

    Henryka Wach-Malicka

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    W finale nowego przedstawienia Opery Śląskiej, nad sceną pojawia się napis, z postulatem realizatorów: życie powinno jednak przypominać operetkę. Co do meritum - nie muszą się martwić.
    Dziś w Polsce operetkowe sytuacje zdarzają się częściej chyba niż na teatralnej scenie. "Operetkowe" w powszechnym rozumieniu, czyli "kompletnie nielogiczne i naiwne". Taki schemat krzywdzi operetkę, która jest umową z widzem (na tę naiwność właśnie), ale wciąż pokutuje. I skazuje wiele pięknej muzyki na lekceważenie!

    Maciej Wojtyszko, inscenizator widowiska "Piękna Helena i inne", postanowił wykorzystać obiegowy sąd i poigrać z konwencją, a zespół Opery Śląskiej sprostał zadaniu. Dystans do materii libretta jest oczywisty, sytuacje zaskakujące, a wykonawcy, choć nie "odpuszczają" staranności w partiach wokalnych, przy okazji dobrze się bawią.

    Przedstawienie ma sensowny scenariusz, choć niewiele wspólnego z pierwowzorem, czyli "Piękną Heleną" Jakuba Offenbacha. Wojtyszko, we współpracy z Henrykiem Konwińskim, umieścił akcję w teatrze, w którym najwyraźniej odbywają się próby rozmaitych oper i operetek. To czyni naturalnym spotkanie Parysa z Aidą, arię Królowej Nocy, śpiewaną przez Primadonnę, czy troskliwe zmartwienie Rudolfa "twa rączka taka zimna", wcale nie kierowane do Mimi. Cytaty, choćby z "Eugeniusza Oniegina" czy "Wiktorii i jej huzara" (Parys do Heleny: "Myszko, to była cudna noc") podwajają komediowy dystans. Motywów spoza Offenbacha jest zresztą multum.

    Zabawa z konwencją obejmuje cały operetkowy sztafaż, w tym scenografię, zdecydowanie odległą od minimalizmu. W "Pięknej Helenie" wszystkiego jest świadomie za dużo. Paweł Dobrzycki wpakował na scenę chyba pół teatralnego magazynu, z przewracającymi się kolumnami na czele. A na tablicy świetlnej co jakiś czas wyświetla się informacja: "w tym momencie mamy wolne miejsce na reklamę biura podróży" (na scenie król Menelaus wyprawia się na Kretę).

    Ale tak naprawdę siłą spektaklu są wykonawcy.
    Śpiewacy (obsada z 13 lutego) w porozumieniu z orkiestrą pod dyrekcją Tadeusza Serafina, rozbijają przyzwyczajenia melomanów. Aleksandra Stokłosa "arię ze śmiechem" zamienia na "arię ze szlochem", Sabina Olbrich-Szafraniec domalowuje Helenie rysy sekutnicy, a Joanna Kściuczyk-Jędrusik nie zostawia suchej nitki na Primadonnie. Solistki wykorzystują swoje walory głosowe, tworząc jednocześnie wyraziste postacie. Panowie także - Patrycy Hauke (Parys), Hubert Miśka (Menelaus), Włodzimierz Skalski (Kalchas) nie boją się aktorskiej szarży, choć nie przekraczają umownej jej granicy.

    Nowy spektakl Opery Śląskiej spodoba się tym, którzy lubią grę z własnymi teatralnymi przyzwyczajeniami. Jeśli ktoś nie lubi natomiast "majstrowania" przy klasyce, może poczuć się zawiedziony, co było zresztą widać na premierze.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama