Medalu nie ma, nadziei też

    Medalu nie ma, nadziei też

    Przemysław Franczak, Whistler

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Czasami jest tak, że za bardzo się chce - tak skwitował swój ostatni występ na igrzyskach w Vancouver Tomasz Sikora. Polak marzył o medalu w biegu masowym na 15 km, ale po dwóch pudłach już podczas pierwszej wizyty na strzelnicy pogrzebał swoje szanse na dobry wynik. Walczył dzielnie, ale dobiegł dopiero na 11. pozycji. Wygrał Rosjanin Jewgienij Ustiugow.
    Przed przyjazdem do Kanady polski biatlonista otwarcie mówił o medalu. - Byłem teraz o wiele lepiej przygotowany niż do igrzysk w Turynie - przyznał.

    Ironia losu. Cztery lata temu we Włoszech zdobył srebro, a teraz jego najlepszym rezultatem było 7. miejsce w biegu indywidualnym na 20 km. - Kluczowe, nie tylko dla mnie, ale także dla innych faworytów, w tym m.in. Ole Einara Bjoerndalena, były pierwsze zawody - tłumaczy Sikora.
    - W sprincie, na który najmocniej się nastawiałem medale rozdała pogoda, a moje szanse zostały pogrzebane przez śnieżycę. To miało też wielki wpływ na wyniki biegu pościgowego. Potem tych szans na sukces zostawało coraz mniej, zwiększało się ciśnienie. I wyszło, jak wyszło. W taki oto sposób kończę tę imprezę. Bez medalu - mówił ze smutkiem w głowie polski zawodnik.

    Jego trener Roman Bondaruk widział w biegu masowym (dystans 15 km, cztery strzelania) dużą szansę na podium. - Przypomina mi się sytuacja z Turynu. Tam też na początku nie było najlepiej, a potem w ostatnim wyścigu Tomek zgarnął srebro - rozsiewał nadzieje szkoleniowiec.

    Już po pierwszych minutach wczorajszych zawodów było jednak wiadomo, że Sikora nie rady dorzucić swojego sukcesu do polskiego, niemałego już medalowego kopczyka. - Przegrałem przez pierwsze strzelania. Najpierw spudłowałem dwa razy, potem raz i musiałem odrabiać prawie minutę straty do czołówki. Trzy pętle pogoni. Walczyłem, bo zawsze walczę, ale tym razem nie mogło to przynieść oszałamiającego efektu - przyznawał polski biatlonista.

    Do zwycięzcy stracił ponad 37 sekund, co oznacza, że w formie biegowej był bardzo dobrej. - Coś tylko z tym strzelaniem było ostatnio nie tak. Za bardzo mnie rozrzucało - opowiadał. - Najgorsze jest to, że jest taki moment, kiedy wiem, że spudłuję, ale już nie mogę tego skorygować. I to jest cały biatlon. Jeden, dwa strzały decydują o tym, jak wygląda reszta biegu.

    Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że srebrnemu medaliście, Francuzowi Martinowi Fourcade'owi nie przeszkodził nawet trzy pudła. - To bierze się stąd, że ci młodzi zawodnicy bardzo szybko strzelają. Jestem w stu procentach pewny, że z Martinem przegrałem właśnie na strzelnicy. Wbiegaliśmy na nią razem i kiedy ja szykowałem się do pierwszego strzału, on już ruszał dalej. Nie nauczę się jednak już strzelać szybciej. Gdybym próbował, to traciłbym jeszcze więcej - wyjaśniał Tomasz, który doskonale wiedział przed tym biegiem, że to będzie jego ostatni olimpijski start i ostatnia szansa na medal. Ma 36 lat i do igrzysk w Soczi na pewno nie dociągnie.

    - Nie ma sensu, żeby startował do czterdziestki i zajmował trzydzieste miejsca - uważa trener Roman Bondaruk. - Ustaliliśmy więc, że pobiega jeszcze przez jeden, góra dwa sezony, żeby nie kończył kariery tak gwałtownie. To będzie dla niego takie rozbieganie przed emeryturą - uśmiecha się.
    - A ja jeszcze wcale nie podjąłem decyzji, czy będę startował dalej - zaskoczył jednak Sikora. - Trener coś tam przebąkiwał, ale igrzyska to nie czas i miejsce na składanie ostatecznych deklaracji. Usiądziemy i pogadamy o wszystkim po zakończeniu sezonu.

    Jedno jest przesądzone: dla Bondaruka, współtwórcy sukcesów Polaka, to także były ostatnie igrzyska w roli trenera polskiej kadry. - Być może będę konsultantem Tomka, będę mu trochę pomagał, ale reprezentacja to już rozdział zamknięty - zdradził.

    Jeśli razem z nim odszedłby też Sikora, to po męskim biatlonie w Polsce zostanie dziura w ziemi.
    - Nie przesadzajmy - uśmiecha się Tomasz. - Może po mojej rezygnacji inni zawodnicy będą mieć większy impuls do pracy - zastanawiał się. Pytanie tylko, czy sam w to wierzy.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      szacunek i tak dla Tomasza

      masaccio (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 21 / 21

      to morderczy sport z elementami "ruletki"

      jeśli dany sport uprawia w klubach (UKS i inne) 1mln dzieci w podstawowce
      to w gimnazjum bedzie ich nie wiecej niz 300tys
      w liceum zostanie 50-100tys...rozwiń całość

      to morderczy sport z elementami "ruletki"

      jeśli dany sport uprawia w klubach (UKS i inne) 1mln dzieci w podstawowce
      to w gimnazjum bedzie ich nie wiecej niz 300tys
      w liceum zostanie 50-100tys
      a na studiach do 30tys

      z nich mozna wybierac kandydatow do kadry narodowej, pretendentow do tytulow mistrzow olimpijskich
      ktory w Polsce sport jest uprawiany tak masowo?
      pilka nozna? a inne ?

      zwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama