Ważne
    Letnie kryzysy i tęsknoty

    Letnie kryzysy i tęsknoty

    Krystyna Bochenek

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Gdy trzeba wracać z urlopu, to przeżywamy taką traumę, że nie da jej się znieść bez terapii
    Wakacje. Zostajemy w biurze. Trudno pracować, gdy inni wypoczywają, moczą nogi w morzu, wędrują po górskich szlakach. To może rodzić poważny stres. Jedziemy na urlop. Też nerwy, trzeba spakować siebie i rodzinę. I o niczym nie zapomnieć: o kremach, zapasowych kluczach do samochodu, płetwach, skierowaniach, lekarstwach na ukąszenia.

    Znam osobę, która tylko z tego powodu woli się nigdzie nie ruszać. Reszta się jednak dzielnie pakuje i jeździ.

    Jesteśmy na miejscu. Trudno tak na raz dwa trzy oderwać się od "obłąkanej codzienności", jak nazywam na własny użytek pogoń za uciekającym życiem.

    Na początku czujemy się jakoś nieswojo. Jak łagodnie wyrzucić z głowy tonę przekładanych dziennie papierów i łagodnie wprowadzić do niej jedynie szum morza? Jeśli nie znajdziemy recepty, pół urlopu stracone.

    Zanim nastąpi aklimatyzacja przez parę dni składamy podpisy na serwetce przy śniadaniu, rozmawiamy z działem zaopatrzenia przez końcówkę prysznica albo machinalnie sporządzamy bilans ziarnek piasku na plaży. Kiedy harmonogram zajęć wakacyjnych wejdzie nam w krew, musimy się znów pakować. Czas wracać z urlopu - no to już jest taka trauma, której nie da się znieść bez terapii.

    Są też inne aspekty lata, które wpływają na stan naszego ducha. Jedni zakochują się na zabój i bez pamięci. Estetycy są w euforii, przeżywają zachwyt pięknem przyrody. A wrażliwcy zapadają na ciężkie rozstroje z powodu natłoku wrażeń. Nauka odnotowuje ponoć tzw. "syndrom Stendhala", sławnego francuskiego pisarza, który napisał "Czerwone i czarne".

    Stendhal zwiedzał Florencję i po wizycie w galerii Uffizi oraz obejrzeniu posągu Dawida zaniemówił. Oblały go poty i doznał gwałtownego kołatania serca. Potem przeleżał parę dni w łóżku z gorączką. Podobne objawy występują u tych osób, które żywo reagują na wielką koncentrację dzieł sztuki. Na depresję z kolei są narażeni ci, którzy odkrywają z przerażeniem, że po tygodniu wczasów wydali nie tylko to, co mieli na dwa tygodnie, ale naruszyli już rezerwy przeznaczone na prezenty pod choinkę.

    Niektóre z tych zagrożeń pojawiły się w Polsce niedawno. Bo kto kilkanaście lat temu martwił się nadmiarem wrażeń we Florencji? Od zawsze jednak wakacyjnym przyjemnościom towarzyszą przykrości związane z rozstaniami.

    Kto odjeżdża, ten po trochu umiera, mówi francuskie przysłowie. I z pewnością jest w tym odbicie jeśli nie mądrości, to przynajmniej doświadczenia. Zresztą pierwsza reakcja nie musi być wcale smutna.
    "Słomiany wdowiec" czy "słomiana wdowa" to nawet brzmi zabawnie. I nie określa osób, którym należy się współczucie.

    A co do dzieci: "Wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni" śpiewa Kazik Staszewski i dodaje "gdy nie ma dzieci - to jesteśmy niegrzeczni".

    Przyjemnie poczuć się niegrzecznym dorosłym, ale więcej w tym fantazji niż rzeczywistości.
    No bo jak długo można być niegrzecznym? Przesiadywać wieczorami u znajomych, całe popołudnia spędzać w hipermarketach, a noce w klubach? Jak długo tak można? Już zdrowie nie to, a po pierwszym upojeniu "wolnością" przychodzi czas na tęsknotę.

    Rano nikt nie okupuje łazienki, nie można się natknąć na dziecięce skarpetki rzucone w kąt, nie ma dla kogo ugotować obiadu.

    I ciągle powracają myśli: czy aby dzieciom jest dobrze, czy nie odpływają zbyt daleko od brzegu, czy za długo nie siedzą na słońcu i czy nie czują się samotne? Nie tylko rodziców małolatów to dotyczy. Matką jest się przez całe, coraz dłuższe życie. I chociaż mamy się dziwią, że ich synkowie, którym niedawno cerowały skarpetki i wycierały nosy, mają już blisko 60 lat, to i tak ich troska nie mija.

    Z mężem ostatecznie można się rozwieść, ale z dzieckiem - przenigdy.

    Dlatego, nawet jeśli już nie mieszkają razem z dziećmi, mamy przeżywają każdy wyjazd tak, jak pierwszą wyprawę na kolonie.

    Dzięki Bogu, jest dziś więcej telefonów niż wtedy, gdy wyjazd oznaczał praktyczne zerwanie kontaktu na dwa tygodnie. Ludzie, dzwońcie do mam, one na to czekają, nawet jeśli po podniesieniu słuchawki udają, że tak nie jest.

    Do ojców zresztą też dzwońcie. I do rodzeństwa. Rodzeństwo, choćby się nawet w dzieciństwie tłukło, wobec reszty świata "trzyma sztamę".

    To mogłoby tłumaczyć niektóre zjawiska w polskiej polityce, ale nie zajmujmy się polityką w czas wakacji. Pomyślmy raczej o bliskich. Pomyślmy tak, żeby nieco wyświechtany zwrot "szkoda, że was tu nie ma" odzyskał blask serdeczności.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama