Na miejscu szybko pojawiły się cztery wozy gaśnicze. Na ul. Nowowiejskiego wstrzymano ruch, bo zadymienie było tak duże, że widoczność spadła do zera, a jeden pas ruchu na tej jednokierunkowej ulicy zajmowały samochody strażaków.
- Myślałam, że wybuchł gigantyczny pożar - mówi Maria Kostrzewska, mieszkająca w sąsiednim bloku. - Dym był bardzo gęsty i śmierdziało spalenizną.
Z powodu wstrzymania ruchu w centrum miasta potworzyły się korki.
Kierowcy utknęli już kilkaset metrów od miejsca pożaru, na ulicy Kilińskiego i na placu Biegańskiego. Spóźniały się autobusy. Karetki pogotowia - stacja jest przy ul. Kilińskiego - z trudem torowały sobie drogę i jeździły chodnikami. Na ul. Nowowiejskiego musiały wjeżdżać na sąsiadujący z ulicą skwer Solidarności i jechały deptakiem między przechodniami.
Akcja strażaków trwała półtorej godziny. Po jej zakończeniu i wycofaniu trzech wozów, jeden zastęp został na miejscu, by skontrolować, czy ogień przypadkiem znów się nie pojawi. Przywrócono ruch na ul. Nowowiejskiego, ale jeszcze ok. pół godziny trwało rozładowanie korków.