Dziennik Zachodni » Sport » Potrzeba mody na bieganie

Potrzeba mody na bieganie

Data dodania: 2010-03-09 05:00:31 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2010-03-09 05:00:31

PrześlijDrukuj
Mniejsza czcionka Większa czcionka
Potrzeba mody na bieganie

(© Fot. Zygmunt Wieczorek)

Z prof. Zbigniewem Waśkiewiczem, rektorem Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach, rozmawia Jacek Sroka

Niedawno wrócił pan z Vancouver. Jakie były te igrzyska widziane od środka?
Moją ocenę podzieliłbym na dwie części. Pierwsza, dotycząca codziennej organizacji tej imprezy, a więc funkcjonowania wioski olimpijskiej, transportu, wolontariuszy, zasłużyła na bardzo wysokie noty i szczerze mówiąc dziwiłem się czytając komentarze polskich dziennikarzy o spóźniających się autobusach czy niekompetentnych wolontariuszach. Wśród tych ostatnich było wiele starszych osób i akurat to bardzo mi się podobało, że ci ludzie na dwa tygodnie porzucili swoje ciepłe emerytury i przyjechali z całej Kanady pomagać olimpijskim gościom. Być może wpływ na opinie mieszkających w Vancouver dziennikarzy miała konieczność dojeżdżania na zawody do odległego o 120 km Whistler.
∨ Czytaj dalej
W godzinach szczytu autobus pokonywał tę trasę w trzy godziny i te podróże na pewno były męczące. Druga część mojej oceny dotyczy organizacji samych zawodów i w tej materii nie było już tak dobrze. Kanadyjczykom przydarzyło się stanowczo zbyt dużo błędów, które na tak wielkiej imprezie nie powinny się zdarzać. Niektóre z nich miały tragiczne konsekwencje w postaci śmierci gruzińskiego saneczkarza czy złamanych żeber Petry Majdić. Mimo tych przykrych wypadków atmosfera igrzysk była wspaniała, a na trasach biegowych czy pod skocznią było mnóstwo Polaków, którzy gorąco dopingowali naszych reprezentantów.

Skoro już o Polakach mowa, to po zdobyciu przez nich sześciu krążków igrzyska możemy uznać za bardzo udane, ale czy nie jest paradoksem, że medale wywalczyliśmy w sportach, które w naszym kraju uprawia bardzo niewiele osób?
Tak naprawdę sporty zimowe nigdy nie były u nas specjalnie popularne, może poza narciarstwem alpejskim, które jednak na odpowiednio wysokim poziomie też trzeba uprawiać w Alpach, a nie na krajowych stokach. Bieganie na nartach nie należy do naszego stylu życia, nie mamy takich tradycji i nigdy nie będziemy drugą Skandynawią. Zresztą nawet gdyby ktoś chciał założyć biegówki, to nie bardzo ma gdzie to zrobić i nie mówię tutaj o profesjonalnych trasach, ale zielonych terenach rekreacyjnych czy miejskich parkach. Tymczasem to nie jest przecież wielki kłopot wytyczyć trasę dla biegaczy i przyjechać po niej nawet nie ratrakiem, ale zwykłym skuterem śnieżnym i założyć ślady.

Myśli pan, że na bazie sukcesów Justyny Kowalczyk uda się to zmienić i zarazić Polaków modą na bieganie?
Sukcesy Adama Małysza przyczyniły się do budowy w Polsce paru skoczni i w tej chwili naszej bazy w skokach narciarskich nie musimy się wstydzić. Mam nadzieję, że triumfy Justyny przyczynią się do wykreowania mody na bieganie na nartach. To przecież dużo łatwiejsze niż skoki. Sam trochę biegam na nartach i mogę zapewnić, że to nie tylko przyjemne, ale też bardzo korzystne dla zdrowia. Teraz wiele zależy do Ministerstwa Sportu i Polskiego Związku Narciarskiego, które powinny mocno postawić na tę dyscyplinę. Z tego, co słyszę, w przyszłym roku mają być w naszym kraju zawody Pucharu Świata w biegach. Jeżeli do tego powstaną nowe trasy, to może w ciągu kilku lat uda nam się zarazić Polaków modą na bieganie na nartach.

Medale w Vancouver to efekt talentu i samozaparcia Kowalczyk oraz Małysza wspartych wiedzą zagranicznych trenerów, a nie polskiego systemu szkolenia. Czy w przyszłości doczekamy się w naszym sporcie rozwiązań, które nie każą nam czekać na olimpijskie złoto kolejnych 38 lat?
Nie jesteśmy tak bogatym krajem, żeby być mocni we wszystkich sportach. Pewnie nigdy nie będziemy potęgą w bobslejach, skoro nie mamy żadnego toru. Trudno też liczyć na sukcesy panczenistów, choć akurat w Kanadzie sprawili nam miłą niespodziankę, jeśli na co dzień nie mają oni w kraju odpowiednich warunków do treningu. Trzeba więc skupić się na tych dyscyplinach, które już przynoszą nam sukcesy. W skokach mamy dobrą bazę. Mam nadzieję, że w biegach też taka wkrótce powstanie. Dwóch takich dziewczyn jak Kowalczyk na pewno się nie doczekamy, tak jak nie doczekaliśmy się na razie następcy Małysza. Jeśli jednak stworzymy odpowiednie warunki pokoleniu, które ma obecnie 10-12 lat i zachęcone sukcesami Justyny zacznie teraz trenować, to za kilkanaście lat możemy mieć w czołowej dziesiątce Pucharu Świata nie jedną, ale kilka zawodniczek lub zawodników.

Sukcesy Justyny Kowalczyk mogą sprawić, że w Polsce więcej ludzi zacznie biegać zimą na nartach

Komentarze

przejdź na forum

Dodajesz jako: Gość

ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Zaloguj przez Facebook

Rozrywka

Dziennik Zachodni

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Dziennik Zachodni", poniedziałek 28.05.2012

Kup e-wydanie

Prenumerata:

Dział Kolportażu



bezpłatna infolinia 800 16 30 20 (dla stacjonarnych i sieci Orange), 32 634 22 70 (dla pozostałych sieci)
e-mail: prenumeratadomowa@dz.com.pl
Jak zamówić prenumeratę? Zobacz tutaj

Zamów prenumeratę

Reklama:

Informacja:



tel. 32 634 23 01, fax 32 634 23 03
Chcesz nadać ogłoszenie lub reklamę, kliknij tutaj
e-mail: reklama.katowice@polskapresse.pl

Zamów reklamę

Kontakt z redakcją:

Dziennik Zachodni



ul. Baczyńskiego 25 A
41 – 203 Sosnowiec

Sprawdź numery telefonów i skontaktuj się z wybranych działem lub konkretnym dziennikarzem

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama

Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie DziennikZachodni.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.