Do Sejmu trafił projekt ustawy, która zaostrza wymiar punktów karnych przyznawanych kierowcom.
Postulaty policjantów to m.in. 15 punktów za wypadek drogowy, 5 punktów za rozmowę przez telefon komórkowy, 5 punktów za parkowanie przez osoby nieuprawnione w miejscu dla niepełnosprawnych. Nowa ustawa przewiduję utratę prawa jazdy po zebraniu 48 punktów karnych (po 24 kierowca trafi na kurs reedukacyjny).
Marzy mi się policja, która częściej pogoni piratów drogowych, zwłaszcza przejeżdżających na czerwonym świetle, zwróci większą uwagę na nieoświetlonych rowerzystów, pomoże udrożnić ruch na zatłoczonym skrzyżowaniu.
Co więcej, marzy mi się policja, która ukarze drogowców za potężne dziury w jezdni stwarzające większe zagrożenie niż przekroczenie dozwolonej prędkości o 10 km. Będzie jednak jak zawsze.
Zbliża się wiosna, więc policjanci chcą, swoim zwyczajem, posiedzieć w krzakach, albo za węgłem i szybciej wykonać plan mandatów. Jakiś czas temu mieli wyjść z tych krzaków i stać z radarami tylko w miejscach podanych do publicznej wiadomości. Teraz znów mogą pojawiać się wszędzie. Teoretycznie tam, gdzie występuje największe zagrożenie i jest wiele wypadków. Najczęściej jednak są tam, gdzie najłatwiej mogą wlepić mandat za przekroczenie prędkości. Nieistotne, czy miejsca te są rzeczywiście niebezpieczne, a ograniczenie wprowadzone na wyrost. Ważniejsze jest prawdopodobieństwo upolowania ofiary. Efekt jest taki, że na drodze mnóstwo jest wkurzonych kierowców ukaranych punktami i wysokimi mandatami. To dopiero staje się niebezpieczne.
Trasę szybkiego ruchu Katowice-Bielsko zbudował jeszcze Ziętek. Drogowcy z drogówką dołożyli do niej tylko kolejne światła i fotoradary. Dla swojego bezpieczeństwa, finansowego. W Anglii, jak człowiek widzi policjanta, czuje się bezpieczniej. W Polsce od razu myśli o kłopotach, nawet jak ma czyste sumienie. Czy zza krzaków policja zbuduje swój autorytet?