Za taką niewdzięczność w latach 50. państwo karało obywateli śmiercią, a w późniejszych dekadach więzieniem. Ale żadne kary nie odstraszały śmiałków, którzy z różnych względów nie chcieli żyć w Polsce. Niektórych gnała w świat bieda, innych ciekawość, wielu uciekało z powodów politycznych. Udało się garstce.
W czwartek do Katowic na zaproszenie Instytutu Pamięci Narodowej i Polskiego Radia Katowice przyjechali krewni i przyjaciele bohaterów tych ucieczek, a także Krzysztof Zieliński, który razem z bratem pod tirem uciekł do Szwecji.
Goście wzięli udział w promocji albumu "Uciekinierzy z PRL" Moniki Bortlik-Dźwierzyńskiej i Marcina Niedurnego, historyków z Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach. Autorzy opisali niezwykłe sposoby przekraczania granic oraz ludzi, którzy je realizowali. Książkę czyta się jednym tchem, choć należy pamiętać, że za każdą historią kryje się czyjś dramat, a za desperację płaciło się wysoką cenę.
Spotkanie w sali koncertowej Polskiego Radia w Katowicach prowadziła Anna Sekudewicz. Bliscy uciekinierów nie ukrywali emocji; były i łzy, i sporo śmiechu. - Cieszę się z tego albumu, bo gdyby totalitaryzm wrócił, to tam są podane wszystkie metody ucieczek - żartował Krzysztof Zieliński, który wrócił do Polski. Do dzisiaj nie wiadomo, ilu Polaków po wojnie próbowało nielegalnie przekroczyć granicę. Do roku 1955 zatrzymano z tego powodu 62 tys. osób. Później nie prowadzono dokładnych statystyk.