Zabił kolegę, a potem zalał jego zwłoki betonem w metalowej wannie w piwnicy. Ofiara zalegała mu z zapłatą ponad 200 zł za narkotyki. Tylko tyle.
30-letni Patryk Kłosiński z Katowic usłyszał w czwartek wyrok prawomocny - dożywocie. Ani na moment nie zniknęła z jego twarzy buta i pogarda dla wszystkich i wszystkiego. Powiedział, że jest niewinny. Na swoim sumieniu ma jedynie to, że jechał na rowerze po pijaku.
"Smalec" zginął, bo był winien mordercy dwieście złotych za narkotyki
- Sąd nie znalazł żadnych okoliczności łagodzących dla sprawcy - mówiła sędzia Grażyna Wilk z katowickiego Sądu Apelacyjnego.
Katowicka dzielnica Załęże, skąd pochodziła ofiara i sprawca, jest biedna i zaniedbana. Niektórzy mieszkańcy czują się tu wykluczeni poza nawias społeczeństwa. Kłosiński był postrachem wśród takich jak on, bez pracy i wykształcenia.
Przeważnie pili i ćpali. Pieniądze na pół litra czy działkę zawsze jakoś się znalazły z roboty dorywczej, przypadkowej, z drobnych kradzieży i dilerki narkotyków.
W kwietniu 2005 roku Kłosiński pił i ćpał w mieszkaniu Dariusza P. W czasie tej libacji zadzwonił 20-letni Mariusz, też bez pracy i środków do życia.
- Nie przychodź do mnie, jest Kłosiński. Wściekły na ciebie, że nie oddałeś mu pieniędzy - uprzedził Darek. Mariusz nie posłuchał. Z akt sprawy wynika, że Kłosiński tłukł go po głowie bez opamiętania. Rzucił na łóżko, siadł na niego i dalej okładał. Potem poszedł do kuchni naostrzyć nóż. Złapał Mariusza za kark i sprowadził do piwnicy. Kiedy wrócił, powiedział, że zaj.... Mariusza. I ćpał dalej.
Kłosiński odmówił składania wyjaśnień. Przebieg zdarzeń sąd ustalił przede wszystkim na podstawie wyjaśnień Dariusza P., równie zamroczonego alkoholem i środkami odurzającymi jak Kłosiński. Darek przyznał się, że dwa razy dowalił z piąchy Mariuszowi w twarz, ale tylko dlatego, by ostudzić nieco agresję Kłosińskiego. Też się go bał, więc bez sprzeciwu zszedł do piwnicy, gdzie leżały zwłoki Mariusza. Najpierw zakopali je w piwnicy, ale na tyle płytko, że wkrótce zapach zdradzał wszystko. Wsadzili ciało do metalowej wanny i zalali betonem.
Mariusza szukało w tym czasie całe Załęże, bo przepadł jak kamień w wodę. Sprawcy specjalnie się nie kryli. W środowisku pojawiła się informacja, że "Smalec", czyli Mariusz, leży w betonie.
- Nie dokonałem tego zabójstwa, proszę o uniewinnienie - mówił wczoraj w sądzie Kłosiński. Nie przyznał się także do rozboju, o co oskarżyła go prokuratura. Ofiara, której złamał nogę, tak się go bała, że nie chciała zeznawać.
Patryk Kłosiński, gdy zabił w wieku 25 lat, był sześć razy karany. Przebywał właśnie na warunkowym zwolnieniu.
- Oskarżony nie rokuje nadziei na resocjalizację, wymaga stałej izolacji od społeczeństwa - mówiła sędzia Grażyna Wilk.