Studenci, strażacy i ksiądz zostali dawcami szpiku

    Studenci, strażacy i ksiądz zostali dawcami szpiku

    Barbara Kubica

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Wczoraj na terenie kampusu, przy ulicy Rudzkiej odbył się po raz pierwszy w historii miasta Dzień Dawców Szpiku pod hasłem Rybnik w walce przeciw białaczce. W ramach akcji mieszkańcy regionu mogli się zarejestrować w bazie dawców szpiku kostnego.
    Już na kilka minut przed godziną 11, kiedy to rejestracja dawców miała ruszyć, pod siedzibą Uniwersytetu Śląskiego ustawiła się kolejka chętnych. - Nie spodziewaliśmy się takiej frekwencji. W ciągu pierwszego kwadransu zarejestrowało się ponad 50 osób - mówi Katarzyna Niesporek, z samorządu studenckiego, który wspólnie z fundacją DKMS Polska zorganizował akcję.

    W Polsce co 1,5 godziny stawiana jest komuś diagnoza: białaczka.
    Co drugi chory, zakwalifikowany do przeszczepu nie znajduje dawcy szpiku kostnego. - Dlatego przez cały rok organizujemy tego typu akcje. Do końca maja mamy ich zaplanowanych aż 18. Cieszą się one sporym zainteresowaniem. Podczas akcji na Politechnice Warszawskiej w zarejestrowało się 2040 osób, a w Nowym Sączu ponad 800 - mówi Joanna Mejner, z warszawskiej Fundacji DKMS Polska.

    Na oddanie zaledwie czterech mililitrów krwi, na podstawie których określony zostanie kod DNA i tak zwana zgodność antygenowa, decydowali się podczas akcji nie tylko studenci. Byli strażacy, ratownicy medyczni, pielęgniarki.

    - Dopóki nikt bliski nie zachoruje, to człowiek myśli, że jego problem białaczki nie dotyczy. Niedawno zachorowała moja żona i lekarze podejrzewali, że to może być białaczka. Na szczęście skończyło się na strachu, ale postanowiłem i tak wpisać się do rejestru. To nic nie kosztuje - podkreśla Marek Krzyżowski, strażak-ochotnik z Rybnika-Kamienia.

    Wśród chętnych do rejestracji, sporą grupę stanowili też honorowi dawcy krwi. - Już od dawna się nad tym zastanawiałem. Krew oddaję do 19 lat, więc teraz postanowiłem dać z siebie jeszcze więcej. Zwerbowałem nawet syna, żeby przyszedł ze mną i też się zarejestrował - mówi Roman Borkusewicz. - Teraz pozostaje nam tylko czekać w gotowości na telefon z fundacji - dodaje.

    Na pytania osób, które do ostatniej chwili wahały się czy oddać krew odpowiadała Renata Rafa. Ona na listę dawców wpisała się podczas Dnia Dawców w Kielcach w maju 2009 roku. Dwa miesiące później otrzymała telefon z fundacji, że jest chory, który potrzebuje jej szpiku.

    - Jestem przykładem na to, że to nie jest ryzykowny zabieg, a oddającemu szpik nie dzieje się nic złego. Wszystkim mówię, że nie choruję, czuję się dobrze i uratowałam życie 19-letniemu chłopcu z USA - zapewnia Renata Rafa.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama