Nie żyje 40-letni górnik z kopalni ''Rydułtowy-Anna''...

    Nie żyje 40-letni górnik z kopalni ''Rydułtowy-Anna'' AKTUALIZACJA

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Górnik z kopalni "Rydułtowy-Anna", do którego od kilku próbowali dotrzeć ratownicy, nie żyje. Informację potwierdził Zbigniew Madej, rzecznik właściciela kopalni, Kompanii Węglowej. Jego ciało przetransportowano na powierzchnię tuż po godz. 14.
    Ofiara wypadku to 40-letni elektromonter. Zasypany 40-letni górnik, do którego w piątek o godz. 9.02 dotarł jeden z ratowników, nie dawał oznak życia. Wczoraj szacowano, że nawet dwie doby może potrwać jego wydobycie z miejsca zawału.

    Dzisiaj o godz. 07.34 Wyższy Urząd Górniczy poinformował, że lekarz - ratownik stwierdził zgon poszkodowanego o godz. 5.50.

    Na dole nadal pracują cztery zastępy ratowników. Ciało górnika jest przywalone skałami i pogiętymi elementami urządzeń.

    O śmierci górnika została już powiadomiona rodzina mieszkająca w Radoszowach, która objęta też została opieką psychologiczną.

    Górnik znajdował się około 15 metrów od czoła zawału. W piątek górnicy byli od niego około 7,5 metra. Przy użyciu ręcznych narzędzi odgruzowują zawaloną ścianę. Użycie ciężkiego sprzętu nie wchodziło w grę.

    - Ratownik dotarł do zasypanego górnika w kopalni Rydułtowy-Anna. Dotknął jego włosów, czoła i kasku - powiedział wczoraj Zbigniew Madej, rzecznik Kompanii Węglowej SA. Nie było wiadomo, w jakim jest stanie.

    Jak dodawał Zbigniew Madej, zasypany górnik znajduje się około 7 metrów od czoła drążonego chodnika ratowniczego. Ratownik, który go znalazł przeczołgał się przez labirynt skał i stalowych fragmentów obudów i maszyn wykorzystując pustki. W pewnej chwili natrafił ręką na poszukiwanego górnika.

    Jak ustaliliśmy, ratownik po raz kolejny przeczołgał się w miejsce, gdzie znalazł górnika, wyposażony w kamerę. Obraz może okazać się pomocny w sprawdzeniu, czy jest jakieś inne dojście do zasypanego niż przez zniszczone elementy przenośnika.

    Gdy bezsprzecznie ustalono jego miejsce, ratownikom było łatwiej wykopać bezpośredni chodnik, którym mogli do niego dojść. Dopiero po przetransportowaniu w bezpieczne miejsce, lekarz mógł stwierdzić, czy żyje i w jakim jest stanie. Niestety stwierdził zgon.

    W poniedziałek, o ile warunki na to pozwolą, Okręgowy Urząd Górniczy przeprowadzi na miejscu wizję lokalną.

    Przypomnijmy, że w środę rano, około godziny 8, na 40-letniego elektryka w wyniku wstrząsu, a później tąpnięcia, posypały się setki ton węgla i skał. Sześciu jego kolegów, w ostatniej chwili zdołało uciec. Są lekko ranni. Do zdarzenia doszło ponad kilometr pod ziemią, na poziomie 713. Akcja trwała pełne trzy doby.

    Barbara Kubica, PS

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama