Ważne
    Pszczyńska wojenka fotoradarowa

    Pszczyńska wojenka fotoradarowa

    Sylwia Plucińska

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Pszczyna od połowy marca ma wypożyczony fotoradar. Miasto podpisało umowę z firmą Radar System z Gdańska.
    Autorem pomysłu jest wiceburmistrz Tomasz Drąszkowski, który bardzo go bronił na ostatniej sesji Rady Miasta przed dociekliwą Sylwią Caputą. Przewodnicząca komisji gospodarczej Rady Miejskiej chciała wiedzieć m.in., ile będzie kosztować budżet to przedsięwzięcie, czy będzie się to wiązać ze zwiększeniem zatrudnienia w straży miejskiej, która będzie musiała uczestniczyć w akcjach, a potem zajmować się całą papierkową robotą.
    11 tys. przypadków przekroczenia prędkości ujawnił w ciągu 7 dni "prywatny" fotoradar
    Do danych Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców dostępu przecież nie może mieć prywatna firma (według umowy ma obrabiać zdjęcia i dostarczać do Pszczyny).
    Drąszkowski argumentuje, że bezpieczeństwo nie ma ceny, a pszczyńskie ulice są pełne piratów. - Ja swojemu synowi nie pozwalam nawet pójść do sklepu na drugą stronę ulicy, bo się o niego boję - mówił.

    Przedstawiciel Radar Systemu, Jerzy Gorgoń, zachwala zalety sprzętu (dobrej jakości zdjęcia przy niemal nieograniczonej ilości) i jego skuteczność. Komendant straży miejskiej Marek Czajkowski także uważa pomysł za trafiony, bo w ciągu tygodnia fotoradar ujawnił ponad 11 tysięcy przypadków przekroczenia dopuszczalnej prędkości. Najwięcej na ulicach Żorskiej, Katowickiej i DK-1. Żaden kierowca nie został jednak ukarany mandatem, bo straż miejska czeka dopiero na prawo dostępu do CEPiK-u.

    Według pomysłodawców pszczyński fotoradar miałby się samofinansować. Firma od każdego wyegzekwowanego mandatu chce 80 zł. - Najniższy to 200 zł. Dostarczenie zdjęcia kierowcy niech kosztuje 10 zł (dwa zawiadomienia). Do kasy miasta trafia zatem 100 zł - oblicza Czajkowski.
    Jego zdaniem, jest i zysk, i bezpieczeństwo na drogach.

    Sęk w tym, że podobny pomysł ćwiczono m.in. w Tychach i Zawierciu. Oba miasta zrezygnowały. Tychy z powodu zawalenia robotą papierkową i brakiem czasu na patrole strażników po mieście. Zawiercie z powodu lawiny kontroli i także paraliżu pracy. Bywało, że ścigano kierowcę przez rok, po całej Polsce. Na 3,5 tys. mandatów miasto zarobiło 40 tys. zł. Nie wydaje się, by chciało wrócić do pomysłu.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      ?????

      zasmucona (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 26 / 25

      To jest po po prostu żenujące! Wyprowadzam się z tego ciemnogrodu... Innym radzę to samo, ciekawe, kto wówczas spłaci to żywe złoto...

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama