Armia nie straciła głowy

    Armia nie straciła głowy

    Michał Wroński

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Sobotnia katastrofa to nie tylko wydarzenie bez precedensu w polskiej polityce. Na pokładzie Tupolewa prócz prezydenta Lecha Kaczyńskiego - najwyższego zwierzchnika sił zbrojnych -w jednej chwili zginęli wszyscy najwyżsi dowódcy polskiej armii: od szefa sztabu i koordynującego działalność polskich misji wojskowych za granicą szefa Dowództwa Operacyjnego Sił Zbrojnych począwszy, a na szefach lotnictwa, marynarki wojennej, wojsk lądowych, specjalnych oraz komendancie garnizonu Warszawa skończywszy.
    Przedstawiciele resortu obrony przekonują, iż mimo tragedii armia nie została "bez głowy". Zajmujący się wojskowością eksperci skłonni są przyznać im rację. Pytają jednak: dlaczego sami zapędziliśmy się w taką sytuację?

    Najwyraźniej niczego nie nauczyliśmy się w ciągu dwóch lat, jakie upłynęły od katastrofy wojskowego transportowca CASA pod Mirosławcem. Zginęło wtedy dwadzieścia osób - w większości wysokich rangą oficerów lotnictwa.
    Powszechnie krytykowano wówczas fakt, iż tylu zajmujących tak odpowiedzialne funkcje wojskowych znalazło się równocześnie na pokładzie jednego samolotu. Teraz stało się dokładnie to samo, tyle że na pokład weszli razem najwyżsi rangą dowódcy nie jednego, ale wszystkich rodzajów wojsk!

    -Złamano procedury. Ktoś nie pomyślał, żeby wysłać "Tutkę" (Tupolewa) i jakieś dwie CASY, tak aby rozłożyć te osoby na większą ilość samolotów - w ostrych słowach komentował to na antenie TVP gen. Waldemar Skrzypczak, były dowódca Wojsk Lądowych (to właśnie po nim schedę przejął poległy w sobotę gen. Tadeusz Buk).

    - Nic podobnego. Nie zostały złamane żadne procedury wojskowe dotyczące podróżowania wysokich rangą oficerów. Po katastrofie samolotu CASA Sztab Generalny WP wydał rozkaz w którym określił zasady przemieszczania się kierowniczej kadry sił zbrojnych wojskowym transportem powietrznym. Zalecał on, aby na jednym statku powietrznym nie przebywali dowódca jednostki wojskowej i jego zastępca. W przypadku tragicznego lotu do Smoleńska ta procedura została w pełni zachowana -replikuje rzecznik Sztabu Generalnego, płk. Sylwester Michalski.

    - Nawet jeśli wszystko odbyło się zgodnie z prawem, to z całą pewnością niezgodnie ze zdrowym rozsądkiem. Tak wysocy rangą dowódcy nie powinni latać razem - komentują eksperci.

    - Niestety swój udział mają w tym też dziennikarze. Przez ostatnie kilkanaście lat media notorycznie rozdmuchiwały koszty VIP-owskich lotów, nie zdając sobie sprawy z "drugiego dna" - ocenia Grzegorz Hołdanowicz, redaktor naczelny branżowego pisma "Raport. Wojsko, technika, obronność".
    1 »

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama