Europoseł Marek Migalski zapraszał nas na >Kawę z politykiem<. Ale to nie on miał być bohaterem spotkania, które dziś wieczorem miało się odbyć w Gliwicach.
Czekałam na spotkanie z wyjątkową kobietą - niezwykłą siłą Prawa i Sprawiedliwości, Aleksandrą Natalli-Świat.
Nigdy wcześniej nie spotkałam pani poseł osobiście. Intrygowała mnie jej znana z mediów postawa, podziwiałam zdecydowanie i jasność poglądów. Ta kobieta miała cechy, których brakowało wielu jej partyjnym kolegom.
Każdy z nas będzie ten feralny, kwietniowy dzień wspominał po swojemu. Włączyłam telewizor i zaczęłam się dziwić, dlaczego tak mało ludzi na katyńskiej polanie, kiedy ksiądz rozpoczął Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Na pasku już leciały nazwiska pierwszych w kraju osób.
Kompletny szok, łzy. Zobaczyłam nazwisko senator Krystyny Bochenek.
Wrócił jej głos, mocny, serdeczny uścisk ręki.
Nagle - Aleksandra Natalli-Świat. Przypomniałam sobie kartkę na biurku. Wielki żal.
Jolanta Szymanek-Deresz, siła klasy, wiedzy, elegancji. Lista Wszystkich Wspaniałych, bez parytetu. Bez znaczenia, z jakiej partii.
Narodowa mądrość i duma, a także szacunek dla głowy państwa, które kazały nam się jednoczyć ponad podziałami przyszły stamtąd. I znalazły grunt na każdym podwórku.
- Wstydźmy się za każdego, kto ten moment narodowej rozpaczy chce zakłócić swarami - powiedziała mi staruszka pod katedrą. Nie dajmy się więc podejść.
Wielki żal jest w nas, a każdy chce i ma prawo manifestować to inaczej. Wieszamy flagi z kirem, palimy znicze, albo po prostu - w sercu polecamy Ich Bożej opiece. Jak czujemy.
I tak sobie myślę - nie pozwólmy, by ktoś oceniał, czyje przeżywanie jest ważniejsze, mocniej zaakcentowane, jedynie słusznie szczere. Z szacunku dla Zmarłych.