W czwartek poznamy wstępne przyczyny katastrofy

    W czwartek poznamy wstępne przyczyny katastrofy

    Dorota Kowalska

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Już w środę, jeśli pozwolą na to warunki atmosferyczne, polscy prokuratorzy badający w Moskwie czarne skrzynki prezydenckiego Tu-154, wrócą do kraju. Dzień później prokurator krajowy Andrzej Seremet i naczelny prokurator wojskowy płk Krzysztof Parulski mają zaznajomić opinię publiczną z pracami zespołu badającego przyczyny katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem.
    Na miejscu katastrofy znaleziono trzy, i tyle ich było w prezydenckim tupolewie, czarne skrzynki. Dwie, które rejestrowały rozmowy pilotów z kontrolerami lotu i rozmowy wewnątrz kokpitu, zostały przeanalizowane w Moskwie przez rosyjskich ekspertów i wspomnianych już polskich prokuratorów wojskowych. Trzecia czarna skrzynka, rejestrująca parametry lotu, od czwartku badana jest w Instytucie Technicznym Wojsk Lądowych.


    Polska wystąpiła już do strony rosyjskiej o przekazanie polskiej prokuraturze zapisów skrzynek przebadanych w Moskwie. W ubiegły czwartek prokurator Seremet zapowiedział, że zapisy te zostaną ujawnione, z wyjątkiem fragmentów, które - jak to określił - dotyczą treści intymnych. Wczoraj prokurator Seremet stwierdził, że o zakresie upublicznionego materiału zadecyduje prokurator, ale "treści, które będą istotne z punktu widzenia śledczych", na pewno poznamy.

    Wiadomo już - co potwierdzają sami śledczy - że na kilka sekund przed katastrofą piloci wiedzieli, że się rozbiją, a zapis ich rozmów ma dramatyczny przebieg. W poniedziałek "Dziennik Gazeta Prawna" napisał, że prokuratorzy odsłuchujący nagrania zarejestrowane przez czarne skrzynki mieli usłyszeć "krzyki przerażenia i bólu" pasażerów, dziennikarze gazety powoływali się przy tym na "jednego z wojskowych prokuratorów".

    Pułkownik Zbigniew Rzepa, rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej, zaprzeczył jednak tym doniesieniom. - Nie ma czarnej skrzynki, która zarejestrowałaby głosy z przedziału pasażerskiego prezydenckiego samolotu - stwierdził. - Cały czas trwają odczytywanie i analiza zapisów z czarnych skrzynek. Na razie trzeba się wstrzymać z wszelkimi wnioskami i spekulacjam - dodał rzecznik NPW.

    - Zadaniem m.in. mediów jest, aby zapisy te zostały w całości upublicznione, bo mogą pomóc wyjaśnić przyczyny tej tragedii - mówi Wojciech Łuczak, wydawca miesięcznika "Raport".
    Gdyby zestawić to, co już wiemy o tej tragedii, trzeba by zadać przynajmniej kilka podstawowych pytań. Pierwsze dotyczy tzw. planu B, czyli planu awaryjnego, który zakładałby, że na lotnisku pod Smoleńskiem nie będzie można posadzić bezpiecznie maszyny. Eksperci podkreślają, że pilot zachowywał się tak, jakby nie miał innej alternatywy.

    Według informacji przedstawionych przez 36. Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego były przygotowane dwa zapasowe lotniska, na których mógł wylądować prezydencki tupolew: jedno w Witebsku, drugie w Mińsku, oba oddalone od Smoleńska o 20 minut lotu.

    Ale piloci doskonale zdawali sobie sprawę, że jeśli zawrócą samolot, polska delegacja, w tym para prezydencka, ich wojskowi dowódcy i politycy, nie zdążą na uroczystości, które miały się odbyć w lesie katyńskim. -Z całą pewnością wiemy jedno: załoga odczuwała potężną presję ze względu na konieczność wykonania tego zadania. Tak z racji wagi uroczystości, jaka miała się odbyć, jak jej uczestników: pasażerów na pokładzie samolotu, a jednocześnie przełożonych załogi - mówi płk Piotr Łukaszewicz, pilot, były szef oddziału szkolenia lotniczego dowództwa sił powietrznych.

    Jego zdaniem błąd popełniono jeszcze na etapie przygotowań do tego wyjazdu, ponieważ instytucje za to odpowiedzialne nie sporządziły szczegółowego planu B. - W tej sytuacji pilot nie powinien brać na siebie odpowiedzialności za skutki niewykonania lotu. On miał tylko podjąć decyzję, czy lądować, czy nie - uważa płk Łukaszewicz. I choć nie ma na razie żadnych dowodów na to, aby ktoś podczas lotu naciskał na pilotów, kazał im za wszelką cenę posadzić maszynę, to oni sami musieli mieć świadomość powagi sytuacji.

    Pilot podjął decyzję o lądowaniu, mimo że przy tych warunkach pogodowych, wyposażeniu samego lotniska, które - jak przyznają piloci 36. specpułku -należy do trudnych, i samym wyposażeniu tupolewa należało praktycznie do zadań niewykonalnych. Zdaniem Wojciecha Łuczaka tragedia pod Smoleńskiem jest kolejnym, po katastrofie casy pod Mirosławcem, dowodem na to, że system przygotowań polskich pilotów wojskowych i samych procedur bezpieczeństwa obowiązujących w wojsku nie funkcjonuje. - Takie sytuacje jak ta, z którą załoga zetknęła się pod Smoleńskiem, piloci powinni trenować na sucho na symulatorze, ale najbliższy symulator Tu-154 jest chyba w Moskwie - zauważa Łuczak.

    1 »

    Czytaj także

      Komentarze (13)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Niech w sprawie wypowiadają się znawcy tematu, a nie miłośnicy plastikowych modeli samolotów

      darek (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 11 / 14

      Wyrażona opinia na temat niedoświadczenia pilotów jest powszechna wśród specjalistów. Dowódcy zawsze bronią swoich żołnierzy i nawet w lości przelatanych godzin nie są zgodni. Tu mamy fakty,...rozwiń całość

      Wyrażona opinia na temat niedoświadczenia pilotów jest powszechna wśród specjalistów. Dowódcy zawsze bronią swoich żołnierzy i nawet w lości przelatanych godzin nie są zgodni. Tu mamy fakty, podobnie jak w przypadku katastrofy CASY. Ja nie tylko interesuje się transportem ,ale jestem z nim zawodowo związany od 25 lat. W lotnictwie cywilnym za próbę lądowania w podobnych warunkach jakie panowały pod Smoleńskiem grozi zabranie licencji pilota.zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Gówniarze za sterami samolotu

      Dzidek (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 13 / 12

      Darek. Skąd masz ta wiedzę, ze kapitan miał wylatane 1400 godzin. Sprawdź sobie dokładnie i sie dowiesz ile miał wylatane. Nie wiek świadczy o umiejętnościach ale jego szkolenie. Jakbyś sie...rozwiń całość

      Darek. Skąd masz ta wiedzę, ze kapitan miał wylatane 1400 godzin. Sprawdź sobie dokładnie i sie dowiesz ile miał wylatane. Nie wiek świadczy o umiejętnościach ale jego szkolenie. Jakbyś sie interesował to byś wiedział. Kapitanem był gość który miał najwięcej lądowań i startów na lotnisku w Smoleńsku. Znał to lotnisko bardzo dobrze. To jest wypowiedź jego przełożonych. A po drugie nikt z doświadczeniem z LOTu nie przyjdzie do wojska latać. Liczy się kasa. W locie ma minimum 20 tys. A w wojsku? Dowiedz się i dopiero pisz. A drugi pilot miał nalotu prawie 4000 godzin. Jak na warunki Polskie to strasznie dużo.

      Polecam stronę: http://www.36splt.mil.pl/

      i tam się wszystkiego dowiesz o pilotach którzy zginęli. zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Gówniarze za sterami samolotu

      Dzidek (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 14 / 15

      Darek. Skąd masz ta wiedzę, ze kapitan miał wylatane 1400 godzin. Sprawdź sobie dokładnie i sie dowiesz ile miał wylatane. Nie wiek świadczy o umiejętnościach ale jego szkolenie. Jakbyś sie...rozwiń całość

      Darek. Skąd masz ta wiedzę, ze kapitan miał wylatane 1400 godzin. Sprawdź sobie dokładnie i sie dowiesz ile miał wylatane. Nie wiek świadczy o umiejętnościach ale jego szkolenie. Jakbyś sie interesował to byś wiedział. Kapitanem był gość który miał najwięcej lądowań i startów na lotnisku w Smoleńsku. Znał to lotnisko bardzo dobrze. To jest wypowiedź jego przełożonych. A po drugie nikt z doświadczeniem z LOTu nie przyjdzie do wojska latać. Liczy się kasa. W locie ma minimum 20 tys. A w wojsku? Dowiedz się i dopiero pisz. A drugi pilot miał nalotu prawie 4000 godzin. Jak na warunki Polskie to strasznie duzozwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      gdybanie

      Lielienthal (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 17 / 17

      Jeszcze nie slyszalem aby na jakims lotnisku zaklucano faze ladowania.Gdyby tak bylo to ile bylo katastrof przy ladowaniach? prawie zadnej,a ze to byl polski samolot?-przeciez proponowali inne dwa...rozwiń całość

      Jeszcze nie slyszalem aby na jakims lotnisku zaklucano faze ladowania.Gdyby tak bylo to ile bylo katastrof przy ladowaniach? prawie zadnej,a ze to byl polski samolot?-przeciez proponowali inne dwa lotniska.Teori jest bez liku a czy prawdy sie dowiemy? a czy dowiedzielismy sie co bylo przyczyna tragedi Casy?Kruk krukowi oka nie wykole.zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Zamach.

      Gawronski-rafzen (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 14 / 17

      Tylko cała prawda nas interesuje. Jeżeli manipulujecie nagraniem to oznacza że dopuszczacie się przestępstwa na zasadzie art. 18 K.k. i cała wasza ferajna powinna wylądować w celi.

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Ukształtowanie terenu

      s (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 16 / 16

      "To urządzenie ma sygnalizator niebezpiecznej wysokości, której przekroczenie w trakcie zniżania włącza sygnał dźwiękowy. Piloci nigdy nie ustawiają niebezpiecznej wysokości poniżej 100 metrów."...rozwiń całość

      "To urządzenie ma sygnalizator niebezpiecznej wysokości, której przekroczenie w trakcie zniżania włącza sygnał dźwiękowy. Piloci nigdy nie ustawiają niebezpiecznej wysokości poniżej 100 metrów."

      "Na takiej wysokości, zniżając się z prędkością około 2 metrów na sekundę, nie widząc ziemi, jest dość czasu na przerwanie lądowania i odejście na następne zajście. Pod Smoleńskiem pilot miał do pasa jakiś kilometr i powinien być w tym miejscu na około 80 metrach wysokości, był na 6."

      "Dlaczego nie zadziałały urządzenia w kabinie, które ostrzegały pilotów o tym, że znajdują się zbyt nisko?"

      Ależ zadziałały, i działały poprawnie wykazując odległość od dna doliny przekraczającą sto metrów. Potem dolina się skończyła...

      Proponuję spojrzeć na tereny lotniska w Smoleńsku na Google Earth. W takim terenie radiowysokościomierz był bezużyteczny.zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Gówniarze za sterami samolotu

      darek (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 15 / 11

      Kto takich gówniarzy posadził za sterami prezydenckiego samolotu? Proszę sprawdzić, jacy piloci kierują samolotami prezydenckimi na świecie. Są to ludzie mający po 20 tysięcy godzin lotu,...rozwiń całość

      Kto takich gówniarzy posadził za sterami prezydenckiego samolotu? Proszę sprawdzić, jacy piloci kierują samolotami prezydenckimi na świecie. Są to ludzie mający po 20 tysięcy godzin lotu, doświadczeni specjaliści najwyższej klasy, głównie rekrutujący się z lotnictwa cywilnego.
      Dobór załogi feralnego samolotu świadczy o poziomie merytorycznym całej ekipy prezydenta Kaczyńskiego.
      Kapitan samolotu z 1400 godzinami lotu, wicemarszałek Sejmu po zawodówce rolniczej , prezes banku centralnego o specjalności inżyniera betoniarza . I to mają być elity? Skończcie już ten jazgot, bo spośród ofiar katastrofy na określenie " elita " zasługuje najwyżej kilkanaście osób. I tych rzeczywiście szczerze żałuję. Taka załoga, jaki prezydent.Powtarzane wielokrotnie w mediach twierdzenie, że załoga samolotu miała ogromne doświadczenie zawodowe to dowód niekompetencji i skrajnej głupoty. 36-letni kapitan miał zaledwie 1400 przelatanych godzin, mimo to koledzy z oczywistych powodów zawsze będą go bronić.Znałem pilotów LOT mających ponad 20 tys. godzin.Kapitan Chesley Sullenberger, który rok temu lądował na rzece Hudson w Nowym Jorku ratując wszystkich pasażerów miał 58 lat życia i 19 tysięcy przelatanych godzin. Wpływ na doświadczenie zawodowe ma nie tylko intensywnośc pracy, ale także lata jej wykonywania. I tego brakowało polskiej załodze.Miejcie odwagę pisać prawdę, że samolotem kierowali gówniarze, dla których na pierwszym miejscu była brawura! O ewentualnych słownych naciskach ze strony pasażerów na razie cisza, ale kto wie? Pamiętamy pewnego polityka PIS , który nazwał tchórzem pilota sprzeciwiającego się Kaczńskiemu, ale dziś z tego " polityka " zostały strzępy i ... peron we Włoszczowej.zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      A ja sie pytam co to za człowiek ubrany na biało machający ręką

      24h (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 15 / 10

      do kolesia kręcącego filmik dostępny na necie (ten z syreną). Już nie mówiąc o innych przewijających się tam ludziach i słowach które padają.

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Piloci mogli zostać wprowadzeni w błąd !!!!!!

      sponsor215 (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 14 / 12

      Prezydencki samolot Tu-154M wyposażony w system TAWS mógł bezpiecznie wylądować na lotnisku pod Katyniem - uważa Marek Strassenburg-Kleciak odpowiedzialny za analizy strategiczne i rozwój sytemów...rozwiń całość

      Prezydencki samolot Tu-154M wyposażony w system TAWS mógł bezpiecznie wylądować na lotnisku pod Katyniem - uważa Marek Strassenburg-Kleciak odpowiedzialny za analizy strategiczne i rozwój sytemów trójwymiarowej nawigacji w koncernie Harman Becker. Jego zdaniem, urządzenia pokładowe są tak dokładne, że piloci bez trudu powinni byli wykonać ten manewr - chyba że wskazania nie były prawdziwe. Znane są bowiem techniki umożliwiające fałszowanie ich danych, często w sposób niemożliwy do zweryfikowania przez pilotów. Wówczas tragedia jest nieunikniona.
      W ocenie Marka Strassenburga-Kleciaka - potwierdzonej przez niemieckiego eksperta Hansa Dodla, autora książki "Satellitennavigation", oficera Bundeswehry, inżyniera i profesora - analiza zdjęć z katastrofy prezydenckiego samolotu wykonanych przez Sergieja Amielina pozwala sądzić, że Tu-154M z polską delegacją na pokładzie zbliżał się do pasa startowego we właściwy sposób. Tyle że samolot znajdował się w niewłaściwym miejscu. Dokumentacja zdjęciowa pokazuje, że samolot leciał tak, jak powinien: w odpowiednim kierunku (wynika to z analizy poszczególnych uszkodzeń na czubkach pierwszych drzew) i z właściwym nachyleniem horyzontalnym maszyny przy podchodzeniu do lądowania. - Różnica polega tylko na przesunięciu fazowym samolotu: w płaszczyźnie poziomej o ok. 15-25 m do prawidłowego kursu, a w pionie o ok. 5 m; maszyna leciała za nisko - podkreśla Marek Strassenburg-Kleciak. Jak dodał, dane z systemu TAWS (Terrain Awareness and Warning System), w który wyposażony był samolot prezydencki, pokazują pilotom trójwymiarowy model terenu z dokładnością wysokości nawet do 1 metra i umożliwiają pomyślne lądowanie nawet w złych warunkach pogodowych. - Rozwijałem i współtworzyłem systemy trójwymiarowej nawigacji, dlatego też trudno mi to sobie wyobrazić, jak system TAWS, który był zainstalowany w samolocie prezydenta Kaczyńskiego, mógł zawieść. No chyba, żeby mu "pomóc". Inaczej z tym systemem nie można się rozbić - dodaje.
      W jaki sposób wskazania urządzeń mogły zostać przekłamane? W tym celu stosuje się technikę o nazwie "meaconing" (Recording and rebroadcast on the Receive Frequency to confuse Positioning). Jak tłumaczy nasz ekspert, polega ona na tym, że sygnał satelity jest nagrywany przez specjalne urządzenie i z niewielkim przesunięciem w czasie i z większą mocą niż sygnał satelity puszczany w eter na tej samej częstotliwości, na której nadaje satelita. - Im mniejszy interwał czasu stosowanego w "meaconingu", tym trudniej go rozpoznać, co w konsekwencji prowadzi do błędnego określenia własnego położenia - wyjaśnił Strassenburg-Kleciak. Jak dodał, jeśli zmiana pozycji samolotu jest niewielka - a tak było w przypadku prezydenckiego lotu - to nawet inteligentny odbiornik (typu Receiver-Autonomous-Integrity-Monitoring) nie jest w stanie wykryć oszustwa. Przekłamanie urządzeń pokładowych można wprowadzić zarówno za pomocą satelity, jak i urządzeń znajdujących się na lotnisku. Jeśli zjawisku towarzyszą złe warunki pogodowe, piloci pozostają bezbronni. - Różnica położenia, jaką pokazuje trajektoria samolotu, jest typowa dla "meaconingu": aby sygnał nie mógł być wykryty, przesunięcie fazowe sygnału równe jest nanosekundom. Daje to przesunięcie położenia rzędu tych wielkości, które widać na dokumentacji Amelina - powiedział Strassenburg-Kleciak. Jak zaznaczył, jego spostrzeżenia w rozmowie telefonicznej potwierdził Hans Dodel.zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Nic sie nie dowiemy

      KOstuch z Grobli (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 12 / 16

      Cały rząd do dymisji i likwidacja monopolu na prawdę. Nikt nigdy nie uwierzy w to,że możliwe jest wykrycie winnych. Rosja jaka była taka będzie ! Wina jest po stronie polskiego rządu.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama