To była nerwowa noc w Raciborzu. Ale udało się. Jednak wszyscy śledzą kolejne komunikaty. Czy przypadkiem wysoka fala powodziowa dopiero nie nadejdzie.
Drogę z Rud do Raciborza zamknięto przed północą. Strażacy informowali wszystkich, że do Raciborza dojechać się już nie da. Oba mosty zamknięte. Kilkadziesiąt kilometrów dalej, w Kędzierzynie-Koźlu policjanci też radzą się spieszyć. - U nas jeszcze jest spokojnie. Ale też się szykuje zamykanie dróg.
Racibórz do powodzi przygotowywał się 13 lat. - I ćwiczyliśmy wszystko co roku - mówi Czesław Mrugała, szef Miejskiego Centrum Reagowania i Pomocy ludności. Dziś w nocy nic nie działo się przypadkowo. Urząd miejski, zamieniony w sztab powodziowy, był otwarty całą noc, To tu spotykali się strażacy, policjanci, pogranicznicy, którzy bronili miasta przed wodą.
- Polder Buk już zalany. Do korony wału brak może półtora metra - mówił o 2.40 funkcjonariusz Straży Granicznej, wbiegając na III piętro budynku magistratu.
Wcześniej, o 23 ogłoszono ewakuację. - Mamy specjalny system ostrzegania i powiadamiania - mówi Czesław Mrugała. - W mieście zainstalowaliśmy 19 syren głośnomówiących, przez które nadawaliśmy komunikaty. W teren wyjechały też samochody z megafonami.
Marzena Grabuńczyk kończyła dyżur w pogotowiu, kiedy zapowiedziano ewakuację. - Wszystko było świetnie zorganizowane, patrzyłam na parkingi na Ostrogu, gdzie mieszkam. Nie było ani jednego samochodu. Ale wtedy ludzie stracili wszystko, co na parkingach zostawili.
13 lat temu woda zalała jej blok na Królewskiej do pierwszego piętra. - O mieszkanie i rzeczy się nie martwię, ale pamiętam, jak wtedy ani się nie dało do domu wejść, ani z niego wyjść.
System powiadamiania można obsłużyć z jednego miejsca. Przećwiczono to wielokrotnie, choć sam system działa od listopada 2009 roku. Ustalono najbardziej zagrożone miejsca i ewakuowano mieszkańców.
Również w "piętnastce" przygotowano punkt żywieniowy dla strażaków.
- Najciekawiej jest na Zamkowej - mówi jeden ze strażaków, którzy wpadli do szkoły napić się kawy. Zamkowa - wyboista uliczka dochodzi do wałów. Ich koronę strażacy podnosili w nocy o pół metra. - Jeszcze 50 metrów i starczy - mówili o 4 nad ranem, kiedy niebo zaczęło się przejaśniać, a deszcz osłabł. Pierwsi przechodnie przystawali na moście w centrum miasta patrząc na Odrę.
- Była już ta fala? - dopytuje Marzena Grabuńczyk. Noc spędziła w szkolnej sali. Teraz pokazuje innym ewakuowanym gdzie można zjeść śniadanie. Do szkoły przychodzą pierwsi uczniowie. Żaden nie pamięta tamtej wielkiej wody. Mieli nadzieję, że powódź, a choćby jej namiastka, załatwi im wolny dzień. Nic z tego.
Czesław Mrugała zapewnia, że tamta sytuacja nie powinna się powtórzyć. Teraz raciborskie służby współpracują na bieżąco z Czechami. A do kolejnej wielkiej wody przygotowywano się jak nigdzie w Polsce. Noc była spokojniejsza, niż zakładały to scenariusze kolejnych ćwiczeń.
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie DziennikZachodni.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.