Politechnika Śląska oferuje kierunki z przyszłością

    Politechnika Śląska oferuje kierunki z przyszłością

    Joanna Heler

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Nawet tysiąc złotych comiesięcznego stypendium dostaną od nowego roku akademickiego najlepsi studenci tzw. kierunków zamawianych, czyli strategicznych dla rozwoju polskiej gospodarki. Kończąc je mają też pewność, że pracy dla nich nie braknie.
    Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego ogłosiło właśnie listę kierunków najlepiej odpowiadających potrzebom rynku pracy. Okazuje się, że najbardziej pożądaną kadrę może wykształcić Politechnika Śląska. Aż sześć zgłoszonych przez nią kierunków uznano za strategiczne. Uczelnia otrzyma na ich rozwój najwięcej pieniędzy - 43 mln zł. Na ministerialnej liście znalazły się też pojedyncze kierunki wykładane w innych śląskich uczelniach.

    Na jakich specjalistów stawiają urzędnicy? Według nich, perspektywiczna jest automatyka i robotyka ukończona na Wydziale Automatyki, Elektroniki i Informatyki oraz na Wydziale Mechanicznym Technologicznym, mechatronika, mechanika i budowa maszyn na Wydziale Mechanicznym Technologicznym, informatyka na Wydziale Elektrycznym oraz inżynieria środowiska na Wydziale Inżynierii Środowiska i Energetyki.

    - Pieniądze pozwolą na zaproszenie specjalistów z zagranicy czy staże w zakładach pracy - mówi Paweł Doś, rzecznik gliwickiej uczelni.

    Pomysł na inwestowanie w wybrane kierunki ma odwrócić panujące od kilku lat tendencje i zwiększyć zainteresowanie młodych ludzi uczelniami technicznymi. W przyszłości ma być tak jak na Zachodzie, gdzie na 1000 mieszkańców przypada 20 inżynierów. W Polsce 13. Rektor Politechniki Śl. prof. Andrzej Karbownik podkreśla że promowanie uczelni kierunkami zamawianymi to prosty sposób na zdobycie zdolnych żaków, do tej pory uciekających ze Śląska. Uczelnia, licząc na większe zainteresowanie, na kierunkach strategicznych zwiększy liczbę miejsc o co najmniej 10 proc.

    Prof. Jan Kosmol, prezes Parku Naukowo-Technicznego zgadza się, że wybrane przez ministerstwo kierunki są adekwatne do potrzeb rynkowych. Firmy o takim charakterze z powodzeniem działają w Technoparku, czyli inkubatorze dla przedsiębiorstw nastawionych na nowoczesne rozwiązania inżynierskie.

    - Mechatronicy czy informatycy, którzy wstrzelili się w potrzeby rynku, otrzymują zlecenia na duże kwoty i zdobywają warte miliony złotych projekty unijne - dodaje prof. Kosmol.

    Według danych z grudnia 2009 r. do powiatowych urzędów pracy zgłoszono 603 oferty dla inżynierów (na ponad 80 tys.). Bezrobotnych inżynierów było ponad 2 tys., a pracowników innych branż ok. 168 tys.

    - Trzeba pamiętać, że tylko ok. 30 proc. ofert kierowanych do inżynierów trafia do Powiatowych Urzędów Pracy. To zawód tak deficytowy, że pracodawcy szukają pracowników poprzez uczelniane targi pracy, a najlepszych wyłuskują już w ostatnich latach studiów - podkreśla Aleksandra Skalec z Wojewódzkiego Urzędu Pracy.



    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Młodzi inżynierowie bez przyszłości

      Stary Zgred (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 28 / 20

      Szkoda, że życie tak bardzo rozmija się z rzeczywistością. Czy młodzi inżynierowie są poszukiwani na rynku pracy (śląskim)? Nie są. A jeśli, to tzw. inżynierowie sprzedaży - cokolwiek to oznacza....rozwiń całość

      Szkoda, że życie tak bardzo rozmija się z rzeczywistością. Czy młodzi inżynierowie są poszukiwani na rynku pracy (śląskim)? Nie są. A jeśli, to tzw. inżynierowie sprzedaży - cokolwiek to oznacza. A młodzi inżynierowie są na rynku pracy nic nie warci, bo nie mają doswiadczenia w konkretnych przedsięwzięciach. I nikt ich nie zamierza do niczego wdrożyć, niczego nauczyć (sam nie potrafi, czy boi się o swój stołek?). Jeśli już gdzieś szukają prawdziwego inżyniera (nie sprzedaży!!!), to z minimum 2-3 letnim doświadczeniem na podobnym stanowisku (najlepiej na identycznym!!!). O czym to świadczy?: a) Że w firmie nie ma ani jednego fachowca, przy którym młody inżynier może poznać szczegółową specyfikę zakładu; b) Inne inżynierskie doświadczenia nigdy się nie przydadzą a inżynier jest mało inteligentną maszynką zaprogramowaną tylko na konkretne zadanie; lub c) Ponieważ nie zgłosił się inżynier posiadający doświadczenie na identycznym stanowisku, można przyjąć swojego znajomego, który wprawdzie nie jest inżynerem ale jest za to dobrym znajomym). Sam jestem inzynierem z 35 letnim stażem pracy. Mogę się uważać za specjalistę w przynajmniej 3 dziedzinach. Ale w pierwszej pracy uczyłem się od moich przełożonych, którzy dzielili się swoim doświadczeniem, jasno precyzowali swoje wymagania i to było oczywiste. A dziś? Tzw. headhunterzy prowadzący nabór dla swojego klienta każąc wypełniać testy o mrówce w niebieskim sweterku).
      Wejdźcie na dowolny portal pracy, wpiszcie "inżynier" woj. śląskie, odrzućcie inżynierów sprzedaży, oraz specjalistów posiadających minimum 3 lata udokumentowanego stażu na podobnym stanowisku i jeśli coś zostanie (w co wątpię), złóżcie aplikację. I powodzenia życzę.
      PS. Dawniej były tzw. stypendia fundowane. Płaciły je zakłady poszukujące konkretnych fachowców. Odbywało się u nich praktyki dyplomowe, często praca dyplomowa była związana z profilem zakładu. No i po studiach czekała na stypendystę praca (jeśli absolwent jej nie podjął musiał on lub inny zakład, który go zatrudnił zwrócić stypendium). To miało sens.

      zwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama