Rzeczoznawcy boją się... komarów

    Rzeczoznawcy boją się... komarów

    Teresa Semik

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Już w maju rząd zapowiedział, że powodzianie mogą liczyć na pomoc finansową państwa w wysokości do 100 tys. zł na remont i odbudowę zalanych domostw.
    Pieniądze czekają, pogoda jest, można byłoby zabrać się za naprawę zniszczeń, ale brakuje rzeczoznawców majątkowych, którzy muszą oszacować straty poczynione przez wielką wodę. Rzeczoznawców nie widać na zalanych terenach, bo im się ta robota nie opłaca i gryzą ich komary. Za 600 zł brutto od jednego zalanego domu nie będą się na ugryzienia narażać. Pycha i chciwość. O jakiejkolwiek solidarności z ofiarami powodzi mowy nie ma.
    Klasyczny urzędnik zrobi wszystko, co doń należy, ale nic, by ułatwić ludziom życie - pisała już wiele lat temu Maria Dąbrowska

    Rzeczoznawcy uznali, że skoro państwo płaci za tę usługę, bo musi pomóc, to może uda się od tego państwa wyciągnąć więcej. Jest to zwykłe żerowanie na ludzkiej krzywdzie. Problemu nie dostrzega samorząd rzeczoznawców majątkowych, który podobno czuwa nad standardami całego środowiska. Nie widzi go także wojewoda, na którym spoczął obowiązek przygotowania listy fachowców od wyceny. Zapłaci tylko rzeczoznawcom z tej listy i z nimi zalane gminy muszą podpisać umowę na szacowanie strat. Nie ma jednak z kim podpisywać umowy, bo rzeczoznawcy boją się komarów. I koło biurokracji się zamknęło.

    Powodzianie słusznie złorzeczą, a urzędnicy ślą do siebie pisma, że trzeba, że należy zintensyfikować prace itp. Papier jest cierpliwy, zniesie każdą nieudolność, ale ani jeden rzeczoznawca od tego nie przybędzie.
    Jerzy Miller, szef MSWiA, uruchomił w sumie 1 mld 30 mln 540 tys. złotych na działania związane z powodzią w całym kraju. Można lubić obecny rząd albo i nie, ale trzeba oddać mu sprawiedliwość. Tak sprawnie działającej administracji centralnej w stanie wyższej konieczności nie pamiętam.

    Powódź była też sprawdzianem dla samorządów i na władzach lokalnych spoczywa główny ciężar przywracania normalnego życia na zalanych terenach. Jedne gminy zdają ten egzamin lepiej, inne gorzej. Jedne oszacowały straty, inne nie mają nawet jednego operatu szacunkowego.

    Jak słyszę, że nie wszyscy powodzianie odebrali już w maju przyznany przez państwo zasiłek w wysokości do 6 tys. zł, a tak jest, na przykład, w Bieruniu, to nie rozumiem, co ważniejszego robią tamtejsi urzędnicy? Dlaczego jeszcze nie byli u tych poszkodowanych, by ich wesprzeć?

    "Klasyczny urzędnik zrobi wszystko, co doń należy, ale nic, by ułatwić ludziom życie" - napisała już wiele lat temu Maria Dąbrowska. Szkoda, że ma rację.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama